niedziela, 29 grudnia 2013

Zdrowych i wesołych... – Czeskie Opowieści


tytuł: Zdrowych i wesołych...
tytuł oryg.: Šťastné a veselé...
autor: Jan Balabán, Daniela Fischerová, Eva Hauserová, Irena Obermannová, Iva Pekárková, Jaroslav Rudiš, Petr Šabach, Martin Šmaus, Michal Viewegh
wydawnictwo: Good Books
rok wydania: 2008
ilość stron: 150

moja ocena: 7/10

Książki o tematyce świątecznej czyta się najprzyjemniej właśnie teraz, kiedy za oknem szybko robi się ciemno i zimno, na choince mrugają kolorowe światełka, a powietrze pachnie jeszcze niedawną Wigilią. Co prawda bożonarodzeniowe motywy mogą cieszyć również latem, szczególnie tych przekornych czytelników, ale powiedzmy sobie szczerze, że książki, których akcja dzieje się pod koniec grudnia zostały napisane po to, żeby czytać je właśnie teraz.

Jedną z takich książek jest tomik „Zdrowych i wesołych...” gdzie zebrano dziewięć opowiadań popularnych, współczesnych czeskich pisarzy. Nie będę ściemniać, kupiłam ten tytuł tylko przez wzgląd na tekst Rudiša, którego wielbię. Jednak całość przeszła moje najśmielsze oczekiwania! Zaczęłam czytać trochę od niechcenia i przepadłam!

W opowiadaniu Viewegha dwoje nieznajomych spotyka się przypadkowo w tej samej kawiarni. Oboje nieszczęśliwi i samotni po raz pierwszy od dawna mają szansę wypełnić pustkę wokół siebie. Petr Šabach udowadnia, że czasami łatwiej uwierzyć w wymyśloną Zuzię niż małego Jezuska. Z kolei Martin Šmaus pozwala spędzić swojemu bohaterowi wigilijną noc w towarzystwie pary bezdomnych. Marek z opowiadania Obermannovej zupełnie pogubił się w życiu i nie wie jak wybrnąć z sytuacji w jaką się wpakował. Historia Pekárkovej o mamie Dawidka, kobiecie nadopiekuńczej i przewrażliwionej, wyciska łzy z oczu i łamie serce. Natomiast inna mama, z opowiadania Jan Balabán, przekona się jakie ma dzielne dzieci. Tekst Hauserovej jest jakiś taki dziwny i nadal nie wiem czy mi się podobał, ale za to małolata od Rudiša jest świetna. Ostatnie opowiadanie Danieli Fischerovej przypomina, że ten nieszkodliwy wariat z sąsiedztwa może być po prostu samotnym człowiekiem, któremu wystarczy odrobina uwagi.

Święta Bożego Narodzenia stanowią tylko tło do opowiadanych historii. Nie znajdziemy w nich świątecznej magii, wzruszeń przy łamaniu opłatka, pięknie ubranego drzewka i radości z wymarzonych prezentów. Za to jest życie, które nijak się ma do grudniowej atmosfery z naszych wyobrażeń. Jest smutno, brudno, szorstko, melancholijnie, a przy tym uroczo, refleksyjnie i z humorem, czyli całkiem po czesku. Najbardziej podobały mi się opowiadania Rudiša (ale jestem nieobiektywna jeśli chodzi o jego twórczość), Viewegha (klasa sama w sobie) i Šabacha (na końcu wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu).

Zazwyczaj nie czytam opowiadań, ale ten zbiorek pochłonęłam od deski do deski. Coś wspaniałego! Polecam, szczególnie teraz. Takie historie zimą smakują najlepiej.

9 komentarzy:

  1. Zbiór zapowiada się całkiem przyjemnie : ) Nie czytałam jeszcze niczego, co ma święta w tle : )

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, że takie świąteczne historie najlepiej smakują zimą, szczególnie gdy za oknem śnieg, chociaż w tym roku jest go jak na lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam z tej serii "O kobietach..", "Kochaj mnie mocniej", a recenzowanego przez Ciebie Tomiku już nie :/ Ubolewam nad tym, bo poprzednie części bardzo mi się podobały, ale na szczęście przyszłość przede mną :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję, że ta książka by mi się spodobała. Chętnie bym ją przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zazwyczaj też nie czytam opowiadań, ale kiedyś, podobnie jak Ty skusiłam się na jeden taki zbiór i nie mogłam się przestać zachwycać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przeczytam, literatura czeska jest mi praktycznie obca i warto zmienić, a Twoja recenzja zachęca mnie do tej zmiany jeszcze bardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świąteczna książka na (po)Święta, to zawsze dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Magicznych opowiadań nigdy dosyć :) Zwłaszcza, że tak je zachwalasz :)

    OdpowiedzUsuń