środa, 11 grudnia 2013

Zasady śmiesznego zachowania - Emil Hakl


tytuł: Zasady śmiesznego zachowania
tytuł oryg.: Pravidla směšného chování
autor: Emil Hakl
wydawnictwo: Afera
rok wydania: 2013
ilość stron: 196

moja ocena: 8/10


„Zasady śmiesznego zachowania” to ponoć książka, którą Emil Hakl lubi najbardziej spośród swojego dorobku. Trochę to zabawne, ale i sympatyczne. W Czechach Hakl jest znany, czytany i lubiany, a krytyka nazywa go nawet „mistrzem mowy niezależnej”.

Tytuł jego najnowszej powieści, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym jest trochę mylący (moja przyjaciółka była zdziwiona, że kupiłam poradnik). Tytułowe zachowanie jest śmieszne w sensie niepoważne, godne pożałowania, takie, które można skomentować jedynie pobłażliwym kiwaniem głową.

„Zasady śmiesznego zachowania” składają się z trzech obrazków, trzech nowelek, które wzajemnie się uzupełniają. Honza dobiega pięćdziesiątki. Przy pierwszym spotkaniu słuchamy jego monologu kiedy lata na paralotni odurzony jakimiś prochami. Początkowo nie za bardzo wiadomo o co chodzi facetowi, który ewidentnie przechodzi kryzys wieku średniego. Druga scenka nadaje całości sens, a sam bohater zyskuje bardziej sympatyczne oblicze. Honza towarzyszy ojcu, który umiera. Na chwilę musi porzucić maskę luzaka i lekkoducha, żeby zaopiekować się tatą, którego przez całe życie raczej olewał. W ostatniej części tryptyku Honza płynie łódką w dół delty Dunaju, żeby rozsypać prochy ojca, zgodnie z jego ostatnią wolą. Towarzyszą mu dwaj kumple, z którymi wcześniej latał na paralotniach.

Atmosfera powieści jest zabawna i trochę absurdalna. Fabuła rozwija się leniwie i jakby od niechcenia. Nie znajdziemy w niej żadnych niespodziewanych zwrotów akcji, czy skoków adrenaliny. A jednak książka aż kipi od emocji. Z kobiecego punktu widzenia Honza jest wkurzającym bohaterem. Stary facet, który zachowuje się jak niedojrzały gówniarz. Zadaje się z młodszymi chłopakami, jakby na przekór kolejnych krzyżyków na karku. Żyje bez zobowiązań i większych celów w życiu. Może nie pochwalam jego zachowania, irytuje mnie jego mentalność, ale w jakimś stopniu potrafię go zrozumieć. W końcu sama nie wiem kim chciałabym zostać jak już dorosnę.

„Zasady śmiesznego zachowania” to książka na jeden wieczór. Trochę dziwna i specyficzna, ale przy tym urocza. Chyba tylko Czesi potrafią pisać o śmierci bez ckliwości i sentymentalizmu. Ładnie, ale nie łzawo. Z czułą lekkością i jakoś tak normalnie, bez patosu i górnolotnych słów. Genialny jest fragment, w którym już po śmierci ojca, Honza leży na dywanie i odsłuchuje ostatnie rozmowy telefoniczne z tatą. W tym jednym miejscu zapomniałam o oddychaniu.
Gorąco polecam!

14 komentarzy:

  1. Może kiedyś po nią sięgnę :) Na razie jakoś wyjątkowo mnie do siebie nie przyciąga:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czeskie poczucie humoru i ten dystans właśnie, i abstrakcyjność myślenia. A książka czeka na swoją chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę przyjemnej lektury i liczę na to, że przeczytam Twoją recenzję :)

      Usuń
  3. Dawno już nie czytałam czeskiej literatury. Lubię ich humor i dystans. Może więc przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powoli zaczynam mieć kompleksy, że nie odświeżam sobie literatury czeskiej. A widać, że warto :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią poznam czeskie poczucie humoru

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaciekawiło mnie mocno, muszę przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś się skuszę, skoro jest na jeden wieczór. Plusem jest to, że wywołuje w czytelniku emocje. A ostatnie zdania z Twojej recenzji jeszcze bardziej mnie zaciekawiły :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, Ty te książki pochłaniasz w ekspresowym tempie :)

    A co do Czeskiej literatury- tak, oczywiście, poproszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze zaległe recenzje :D akurat w tym tygodniu nie mam czasu czytać, niestety, ale może odkopię się z zaległych tekstów :)

      Usuń
  9. A ja takie literackie dziwologi lubię czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czeska literatura to jest to, co bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Warte zapisania na przyszłość;) Z czeskim chutorem jeszcze nie miałam styczności, wiec nie ma na co czekać :)

    OdpowiedzUsuń