sobota, 14 grudnia 2013

Krzysztof Klenczon, który przeszedł do historii - Dariusz Michalski


tytuł: Krzysztof Klenczon, który przeszedł do historii
autor: Dariusz Michalski
wydawnictwo: MG
rok wydania: 2013
ilość stron: 496

moja ocena: 8/10

Moje dwie największe pasje – książki i muzyka wzięły się z nudy. Jestem pewna, że mama zaprowadziła mnie do biblioteki tylko po to, żeby mieć wreszcie trochę świętego spokoju. Nie inaczej było w przypadku muzyki... Miałam wtedy kilka lat. Może sześć, albo osiem. Nie pamiętam dokładnie, ale przecież nie to jest najważniejsze. Byłam chora, siedziałam w domu i nudziłam mamę, że się nudzę. Wtedy kochana rodzicielka pożyczyła od wujka gramofon i płytę Czerwonych Gitar. No i się zaczęło...

Jedna z najpiękniejszych piosnek w historii muzyki, którą pokochałam od samego początku, czyli „Biały krzyż”, powstała w hołdzie dla ojca Krzysztofa Klenczona - żołnierza AK, który po wojnie musiał się ukrywać. To właśnie tata rozbudził w smarkatym Krzyśku miłość do muzyki, uczył go starych kresowych piosenek, których melancholijna nuta pobrzmiewała później w całej twórczości Klenczona.

Wypadałoby zacząć od tego, że Krzysztof Klenczon był muzycznym samoukiem. Nigdy nie ukończył żadnej szkoły muzycznej, a mimo tego osiągnął spektakularny sukces. Jego prawdziwa kariera zaczęła się od debiutu w Niebiesko-Czarnych. Jednak granie drugich skrzypiec, a właściwie gitary, w zespole nie spełniało jego ambicji. Wiedział, że nie ma szans na dalszy rozwój, dlatego przeniósł się do Pięciolinii. Prawdziwy sukces przyszedł dopiero z Czerwonymi Gitarami (nazwa zespołu, a raczej kolor użyty w nazwie, zapewnił grupie spokój ze strony komunistycznych władz), które powstały z fascynacji The Beatles. I faktycznie trudno nie porównywać Chłopców z Wybrzeża z piątką z Liverpoolu. Klenczon był jak Lennon – zbuntowany, ironiczny, rozbrykany. Również podobieństwo Krajewskiego do McCartneya było uderzająca – liryka, romantyzm i chłopięcy urok cechowały Seweryna od samego początku. To właśnie w latach Czerwonych Gitar powstały najlepsze piosenki Klenczona, a zespół był kochany i podziwiany przez rzesze fanów w całym kraju. W pewnym momencie drogi chłopaków zaczęły się rozchodzić. Mówi się o konflikcie Krajewskiego i Klenczona, spięciach w czteroosobowym zespole, w którym jest dwóch liderów. Jak było na prawdę pewnie nigdy się nie dowiemy. Ale należy zauważyć, ze Seweryn Krajewski wypowiada się o Krzysztofie ciepło i z sympatią. Może charakter grupy przestał Klenczonowi odpowiadać? Może chciał czegoś więcej? Jaki nie byłby powód jego decyzji, Klenczon odszedł z Czerwonych Gitar do nowego zespołu – Trzy Korony. Grał bardziej rockowo i drapieżnie. Miał wszystko, mógł osiągnąć jeszcze więcej, ale porzucił karierę w Polce i wyjechał do Chicago....

Rozdziały o emigracyjnych latach Klenczona trudno czytać bez emocji. To żona Alicja, nazywana Bibi, zaraziła go swoim american dream i namówiła męża do wyjazdu za ocean. Tam wszystko trzebaż było zaczynać od nowa. W trakcie lektury odniosłam wrażenie, że Bibi trzymała Krzysztofa na krótkiej smyczy, była zaborcza i lubiła kontrolę. Niepoważne jest dla mnie to, że jeździła z mężem na koncerty, a malutką córeczkę zostawiała pod opieką dziadków. Również całe środowisko muzyczne bardzo emocjonalnie zareagowało na wieść o emigracji Klenczoów. O Alicji mówi się raczej w negatywnych aspektach, ale jakoś mnie to nie dziwi. Sama nie zapałałam do niej sympatią, choć nie chciałabym jej pochopnie oceniać.

„Krzysztof Klenczon, który przeszedł do historii” to książka pod każdym względem wyjątkowa. Jej autor, Dariusz Michalski, jest dobrze znany fanom muzyki, jako dziennikarz, publicysta, prezenter radiowy, a przede wszystkim autor wielu książek muzycznych. Na uwagę zasługuje nie tylko świetny styl Michalskiego, ale także jego emocjonalne zaangażowanie w opowiadaną historię. W końcu on i Krzysztof byli przyjaciółmi, a życie Klenczona potoczyło się tak, a nie inaczej. Autor dotarł do imponującej ilości materiałów, rozmów, nieznanych faktów. Najczęściej mówi o swoim bohaterze słowami innych ludzi, blisko związanych z muzykiem. Dzięki temu poznajemy jedną historię z wielu perspektyw, akcja cały czas trzyma tempo, a książkę czyta się fantastycznie. I tylko Krzysztofa żal, jego talentu, kariery, tych wszystkich piosnek, które nie zdążyły powstać…
 Składam portret twój, jak składam wiersz
Z dźwięków sześciu strun, spojrzenia wstecz
Gorąco polecam!


 

 

***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Dorocie i Wydawnictwu MG!
Recenzja bierze udział w Wyzwaniu muzycznym!

23 komentarze:

  1. Nie przepadam za biografiami strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kompletnie nie kojarzyłam nazwy Czerwone Gitary z komuną. Spryciarze, nie ma co ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I to właśnie lubię w twoim blogu. To,że mamy podobne zainteresowania, można porównać wrażenia, ale i popchnąć w stronę półki, by zacząć zatapiać się w opowieściach , które już dawno powinno się poznać. Pozdrawiam książkowe zauroczenie

    OdpowiedzUsuń
  4. To jeden z ulubionych zespołów mojego taty, więc myślę, że powyższa pozycja będzie dla niego idealnym prezentem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj mnie zastrzeliłaś tą książką... ja przecież uwielbiam Klenczona... matko, gdzie tak książka...!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie napisane :-)
    Klenczon to dla mnie przede wszystkim "Biały krzyż", który od zawsze, przez całe dzieciństwo nuciła moja Babcia. Jednak też pamiętam, jak odkrywałam muzykę Czerwonych Gitar, gdy razem z bratem znaleźliśmy jakąś starą płytę i słuchaliśmy do upadłego. A potem za każdym razem gdy brat przyjeżdżał do domu, puszczał tę płytę. No i jeszcze 2+1... :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach, nie miałam pojęcia o tej książce, musi być fantastyczna! Chętnie po nią sięgnę, mam wielki sentyment do Klenczona:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja! :) I jaka piękna historia z Twoją miłością do muzyki :) Książka musi być wspaniała i z chęcią bym ją przeczytała... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No właśnie, niby nie nam oceniać czyjeś życie i podejmowane decyzje, a jednak trudno się od tego powstrzymać, czytając o emigracji i roli, jaką odegrała w tym wszystkim Alicja Klenczon.

    OdpowiedzUsuń
  10. rewelacyjna recka! ja co prawda nie interesuję się tym panem, ani tego typu lekturą, ale mój tata go uwielbia więc poczekam na jakąś okazje i prezent jest;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, jechałam dzisiaj samochodem i w radiu leciał "Biały krzyż", od razu mi się zrobiło melancholijnie, bo tę piosenkę puszczałam pod koniec swojej prezentacji maturalnej z ustnego polaka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię biografie, ale tylko osób, które mnie fascynują bądź interesują. Klenczon do takich osób nie należy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, właśnie zielenieję z zazdrości, bo też przeczytałabym tę książkę. Świetna recenzja. Swoją drogą piosenkę o Natalie kojarzyłam jak dotąd z Ryszardem Rynkowskim, a nie Klenczonem, więc miło było posłuchać tej wersji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginał jest Klenczona, Rynkowski nagrał tą piosenkę przy jakiejś okazji ku pamięci Klenczona, jak dla mnie wyszło mu lepiej niż oryginał :)

      Usuń
    2. Niestety, ale Klenczona można nasladować, jednakze pewne utwory mógł
      tylko on wykonywać
      Lech Jan Jamka ze Szczytna

      Usuń
    3. Utwory Klenczona mógł tylko on wykonywac nikt inny np 10 w skali Beauforta
      Port, i wiele innych
      Lech Jan Jamka ze Szczytna

      Usuń
    4. Utwory Klenczona mógł tylko on wykonywac nikt inny np 10 w skali Beauforta
      Port, i wiele innych
      Lech Jan Jamka ze Szczytna

      Usuń
  14. Raczej nie jestem fanem takich książek, ale twoja recenzja mnie bardzo zachęciła. Więc czemu nie? :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka już czeka na swoją kolej w domowej biblioteczce. Oj, zapowiada się zacna lektura. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zazdroszczę Ci. Klenczon to moja młodość.

    OdpowiedzUsuń
  17. Sama nie wiem, jak kiedyś bym ją gdzieś dorwała, to w sumie czemu nie przeczytać. :) Wydaje się być ciekawa, już dawno zauważyłam, że muzyka to twoja pasja. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Recenzja dodana do wyzwania:) Proszę o info pod recenzją;)

    OdpowiedzUsuń