czwartek, 5 grudnia 2013

Grandhotel. Powieść nad chmurami - Jaroslav Rudiš


tytuł: Grandhotel. Powieść nad chmurami
tytuł oryg.: Grandhotel
autor: Jaroslav Rudiš
wydawnictwo: Good Books
rok wydania: 2011
ilość stron: 240

moja ocena: 9/10

Jaroslav Rudiš, pisarz (český spisovatel :D), scenarzysta, autor komiksów, kabareciarz i muzyk z zamiłowania, germanista i historyk z wykształcenia, jest jednym z najpopularniejszych czeskich autorów młodego pokolenia. Na swoim koncie ma liczne nagrody literackie. W Polsce ukazały się trzy jego powieści oraz trzy komiksy, nazwane ładnie powieściami graficznymi, o przygodach Aloisa Nebela. Dziś chciałabym wam opowiedzieć o Fleischmanie i Grandhotelu.

Tytułowy Grandhotel, zbudowany na szczycie góry Ještěd w Libercu, wznosi się nad chmurami, dominuje nad małym, szarym i byle jakim miasteczkiem. Tam spotykają się bohaterowie powieści, same niepowtarzalne i zaskakujące typy. Najważniejszym z nich jest Fleischman, pierwszoosobowy narrator, który w specyficzny sposób opowiada nam historię swojego życia.
„Unoszę się, na wyciągnięcie ręki mam chmury. Niebo. Sny. Nieskończoność. No i w końcu też samego siebie.”
Fleischman to takie skrzyżowanie Foresta Gumpa i Don Kichota. Uroczy, ofermowaty, romantyczny, zaangażowany w walkę z wiatrakami na przekór światu i sobie. Zafascynowany pogodą przez cały czas patrzy w niebo. Chmury odrywają go od rzeczywistości, nadają sens jego życiu. Fleischman wyraźnie odstaje od szeroko pojętej normalności. Szczerze powiedziawszy wszyscy pracownicy i goście Grandhotelu są co najmniej dziwni, ale lepiej się maskują. Bohaterowie Rudiša to postacie smutne, niespełnione, nieszczęśliwe, a przy tym przerysowane i komiczne. Trudno nie lubić nawet tych, którzy nie powinni wzbudzać sympatii. Atmosfera powieści jest melancholijna, przygnębiająca, a przy tym urocza, romantyczna i dowcipna. Taki uśmiech przez łzy.
„W uszach zaczyna mi grać najpiękniejsza muzyka, której nikt inny nie słyszy, dlatego że człowiek  musi być sam, kiedy chce zrealizować swój sen, żeby nikt mu go nie ukradł. Żeby mógł się nim nacieszyć. Albo przynajmniej powinien być sam.
Tą muzyką jest cisza.”
Zakochałam się w humorze i stylu Rudiša. W jego romantyzmie (wiem, że nadużywam tego słowa, ale w tym przypadku nie ma lepszego określenia), trafnych spostrzeżeniach i czułości do świata, w którym nie każdy potrafi się odnaleźć. Udało mu się wykreować jednego z najsympatyczniejszych bohaterów literackich, jakich miałam okazję poznać. Pozornie w powieści nie dzieje się nic szczególnego, akcja się wlecze, brak zaskakujących momentów. A jednak przepadłam! Wiem, że proza Rudiša będzie mnie teraz prześladować, dopóki nie przeczytam wszystkiego co ukazało się w języku polskim (już nawet kupiłam „Koniec punku w Helsinkach” i  Aloisa Nebela”. Jakby ktoś chciał się pozbyć „Nieba pod Berlinem” to piszcie śmiało, chętnie odkupię!).

Miałam przyjemność oglądać również film „Grandhotel” z 2006 r. w reż. Davida Ondříčka. Film nie jest adaptacją książki, a powieść nie stanowi scenariusza literackiego. To dwa osobne twory, choć ta sama historia, z tym że zmodyfikowana dla potrzeb filmu. Książka jest oczywiście lepsza, zawiera więcej istotnych wątków i inne zakończenie. Za to filmowa wersja „Grandhotelu” ma bardziej komediowy charakter. Fajnym akcentem jest fakt, że w pewnym momencie w hotelu melduje się sam Jaroslav Rudiš (spotkałam go na Tragach Książki w  Krakowie w 2012 r., więc rozpoznałam przystojnego pisarza).

Szczerze polecam, zarówno książkę, jak i film, ale książkę bardziej! Dajcie się uwieść czeskiej prozie w najlepszym wydaniu!

19 komentarzy:

  1. Zaskakująca książka. Niby nic się w niej nie dzieje, a potrafi zauroczyć. Chyba się na nią skuszę, jestem ciekawa tego tego wyjątkowego bohatera i interesującego stylu pisarza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajnie się zapowida ta książka! Tak fajnie o niej napisałaś:) Muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie! Chyba już wiem co bym chciała pod choinkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tej historii ani w wersji książkowej, ani w filmowej, ale będę o niej pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie pamiętam bym czytała jakąś prozę czeską nie mówiąc już o tym że nie znam tego autora, ale tak mnie zainteresowałaś że to się zdecydowanie zmieni;) Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda na ciekawą powiastkę, przyznam że nie czytałem za wiele książek czeskich autorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przechodzę właśnie okres fascynacji literaturą czeską. A Rudiš wymiata! :)

      Usuń
  7. Ciekawa pozycja. Dodaję do poszukiwanych:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Zachęciłaś mnie, mam nadzieję, że ta książka trafi na moją półkę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę skrzyżowanie Gumpa i Don Kichota? W dodatku z humorem... w takim razie to coś dla mnie, chętnie poznam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. O ja Cię! Po Twojej recenzji mam ochotę natychmiast zabrać się za czytanie tej książki! Jest tylko jednen problem... z mojej wsi nie można dzisiaj wyjechać ; ( Oczywiście zapisuje tytuł i szukam go przy najbliższej okazji! ; )

    OdpowiedzUsuń
  11. Liberec kojarzy mi się ze skocznią narciarską, więc już z samej tej tylko przyczyny nie jest dla mnie nijakim miastem ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałam o tej historii, ani o filmie ani o książce. Wydaje się być strasznie prosta, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zapamiętam sobie ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna recenzja :)
    Główny bohater to chyba bardzo ciekawa postać, koniecznie muszę go poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię prozę czeską. Najlepiej brzmią w oryginale. Żałuję, że nie znam tego języka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem mocno zainteresowana. Ciekawi mnie czeski humor, a także lubię tego rodzaju postacie w książkach. Przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  16. A oglądałaś może "Grand Budapest Hotel"? Specyficzny film (taki uroczo inny ;) ) i bardzo zabawny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam i nawet mi się podobał, ale zabrakło mi w nim czegoś. Sama nie wiem czego, ale chyba to jednak nie była moja wrażliwość i moje poczucie humoru :)

      Usuń