piątek, 29 listopada 2013

Thomas Merton. Życie w listach - William H. Shannon, Christine M. Bochen


tytuł: Thomas Merton. Życie w listach
tytuł oryg.: THOMAS MERTON. A LIFE IN LETTERS: The Essential Collection by Thomas Merton edited by William H. Shannon and Christine M. Bochen
autor:  William H. Shannon, Christine M. Bochen
wydawnictwo: W drodze
rok wydania: 2011
ilość stron: 440

moja ocena: 8/10

Publikacja „Thomas Merton. Życie w listach” to taka nietypowa autobiografia, bo zapisana w listach. Właśnie z korespondencji Mertona możemy wyczytać jego historię.

Thomas Merton (31.01.1915 – 10.12.1968) pochodził z artystycznej rodziny, został ochrzczony w kościele anglikańskim. Wcześnie osierocony, najpierw przez matkę, następnie przez ojca, został sam z młodszym bratem, który później zginął w czasie II wojny światowej. Merton był zdolny i ambitny. Mając dwadzieścia lat studiował język hiszpański, niemiecki, angielski, prawo i literaturę francuską na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Uczył angielskiego, był reporterem gazet New York Times i New Herold Tribune. Jego fascynacja scholastyką oraz przyjaźń z mnichem hinduskim skierowała uwagę Mertona w kierunku chrześcijaństwa. W 1938 r. przyjął chrzest w kościele katolickim, a trzy lata później wstąpił do zakonu trapistów, gdzie przyjął imię Ludwik. To tam odnalazł spokój i sens życia. Zmarł w  hotelowej łazience w Bangkoku  porażony prądem zepsutego wentylatora.
„Chociaż dzielą nas wielkie odległości, a nawet jeszcze większe bariery, ogromną przyjemność sprawia mi to, że mogę mówić do Pana jak do kogoś o pokrewnym, w moim odczuciu, umyśle. Jesteśmy obaj poetami – Pan wielkim, ja bardzo podrzędnym.”
(z listu do Borysa Pasternaka, 22.08.1958 r.)
Merton dużo czytał, a jeszcze więcej pisał. Tylko w Polsce ukazało się ponad czterdzieści rożnych książek z jego nazwiskiem na okładce. Pomimo odosobnienia wynikającego z reguły zakonnej pozostawał w ciągłym kontakcie z ludźmi, dbał o bliższe i dalsze znajomości, interesował się aktualnymi wydarzeniami na świecie. Jego korespondencja składa się z ponad dziesięciu tysięcy listów! Nieprawdopodobne! Momentami miałam wrażenie, że Merton korespondował z wszystkimi i o wszystkim. Kontaktował się z pisarzami, bo lubił dzielić się wrażeniami z lektur, przekazywał ciepłe słowa, zadawał pytania, wymieniał uwagi. Przesyłał również fragmenty swoich teksów. Z ogromnym szacunkiem traktował wyznawców innych religii, dzielił się z nimi własnymi przemyśleniami na temat wiary i Boga. W publikacji „Thomas Merton. Życie w listach” znajdziemy przemyślenia pisarza związane z problemami duchowymi, społecznymi, politycznymi, kulturalnymi, których w XX wieku nie brakowało. Przyznaję, że najbardziej interesujące były dla mnie listy Mertona z artystami, a już w szczególności z Czesławem Miłoszem!
„Ma pan rację, czując pewne zawstydzenie z powodu pisania. Ja też je odczuwam, ale zawsze za późno – w pięć lat po ukazaniu się książki myślę sobie: czemuż byłem wtedy takim głupcem i ją napisałem. Ale kiedy ją piszę, myślę, że jest dobra. Gdybyśmy my wszyscy nie byli wariatami, to nigdy niczego byśmy nie dokonali.”
(z listu do Czesława Miłosza, 12.09.1958 r.)
Redaktorzy tomu wykonali kawał dobrej roboty! Listy zawarte w publikacji zostały uporządkowane tematycznie i zamknięte w dziewięciu rozdziałach. W obrębie każdego rozdziału korespondencję uszeregowano według adresatów, a wiadomości do nich pojawiają się w porządku chronologicznym. Każdy odbiorca został przedstawiony w kilku słowach, a w przypadkach bliższej lub bardziej intensywnej znajomości ukazano jego związki z Mertonem. Co ważne te krótkie biogramy pojawiają się przed korespondencją właściwą z daną osobą, co stanowi niejako wstęp do listów i nadaje całości logiczny sens.
„Tym razem przyszła moja kolej na to, by zemdleć! Nigdy jeszcze nie dostałem tak wspaniałego prezentu na Boże Narodzenie. Twoja szczodrość i gotowość na podzielenie się relikwią św. Teresy to z pewnością czyn heroiczny.”
(z listu do siostry Therese Lentfoehr, 27.12.1948 r.)
Korespondencja Mertona nie jest łatwa w odbiorze, choć styl autora jest przystępny, podszyty humorem i dystansem do samego siebie. Lektura listów wymaga ciszy i skupienia. Trudno też przeczytać ich dużo na raz. O wiele lepiej smakują podczytywane po troszeczku, ale z uwagą i zadumą. Faktycznie czytałam ten imponujący tom dość długo, po niewielkich kawałeczkach, od czasu do czasu. Mam nadzieję, że dzięki temu lepiej zrozumiałam sens płynący ze słów autora. Czego i wam życzę. Gorąco polecam!


 ***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Agnieszce i Wydawnictwu W drodze!

10 komentarzy:

  1. raczej nie sięgnę, nie przepadam za tego rodzaju książkami, a po co się zmuszać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tego autora i póki co nie interesuje mnie ta książka, ale duży plus za ciekawą formę - lubię autobiografie w formie listów, czy pamiętników :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za czytaniem biografii wprawdzie nie przepadam, ale zaciekawiła mnie forma jej prezentacji, gdyż życiorys w listach, to jest coś nietypowego. Szkoda, że trzeba dawkować je sobie stopniowo, ale z drugiej strony czasem potrzebna jest taka dłuższa przerwa, aby rozsmakować się w zawartości danej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę że to chyba nie łatwa lektura, ale kiedyś chciałabym się z nią zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za biografiami ani autobiografiami ani w ogóle :) Więc nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię czasem sięgnąć po lekturę, która każe się pochylić i zadumać...

    OdpowiedzUsuń
  7. Na książkę się nie skuszę, ale recenzja świetna

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię biografie i autobiografie, nie miałam jednak okazji poznać człowieka poprzez czytanie jego korespondencji. Kto wie, może sięgnę po tę książkę... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mertona znam z poezji, na pewno wart poznania i od innej strony.

    OdpowiedzUsuń