środa, 13 listopada 2013

Praktykujący, ale czy... wierzący? - o. Lech Dorobczyński OFM



tytuł: Praktykujący, ale czy... wierzący?
autor: o. Lech Dorobczyński OFM
wydawnictwo: Esprit
rok wydania: 2013
ilość stron: 136

moja ocena: 9/10

Ojciec Lech Dorobczyński jest franciszkaninem, rekolekcjonistą, katechetą. I wyjątkowo mądrym facetem. Serio!

„Praktykujący, ale czy... wierzący?” to jego pierwsza, ale mam nadzieję, że nie ostatnia, książka. Pomysł na jej napisanie zainspirowany została spotkaniami ojca Lecha z młodzieżą i to właśnie do młodych ludzi jest głównie skierowana. Zakonnik zaczyna od stwierdzenia, że obok dwóch grup wierzących-praktykujących i wierzących-niepraktykujących istnieje także trzecia – praktykujących-niewierzących (stąd tytuł całego tomiku). Tych ostatnich jest całkiem spora grupa, a zaliczają się do niej wszyscy, którzy popadli w rutynę i chodzą do kościoła z przyzwyczajenia, bo mama kazała, bo babcia obiecała dać jakąś dodatkową dychę, bo co ludzie powiedzą... A tu przecież nie o to chodzi, bo nie jest ważna fizyczna obecność w budynku, ale relacja z Bogiem.

Prosty, mówiony język, współczesne słowa, których używa młodzież, luzacki styl, ogromne poczucie humoru autora, to tylko kilka „technicznych” zalet tej publikacji. Przypisy zawierające osobiste wyjaśnienia księdza są rewelacyjne! Najważniejsza jest oczywiście treść. A w niej zawarte są tematy wzbudzające wątpliwości wśród młodzieży. Miłość do Boga, czytanie Biblii, sens sakramentów, problem spowiedzi, codzienna modlitwa i uczestnictwo we mszy świętej, Twoja droga do świętości, to tylko kilka najważniejszych wątków. Autor sypie błyskotliwymi komentarzami, żartuje i bawi, choć wszystko o czym pisze traktuje całkiem serio. Widać, że ma podejście do ludzi i wie, co chce przekazać.   

Ojciec Lech tłumaczy wszystko krótko i konkretnie. Nie narzuca swojego zdania, ale prowokuje do myślenia. I tak zrobisz jak zechcesz. Takie Twoje prawo, w końcu masz wolną wolę. Na zakończenie każdego rozdziału zakonnik rzuca myśl, jedno zdanie, które wwierca się w umysł, trochę uwiera, zmusza do zastanowienia się nad przeczytanymi słowami.

Książka „Praktykujący, ale czy... wierzący?” to moje tegoroczne odkrycie w gatunku literatura religijna! Ja wiem, że grupą docelową jest młodzież, ale starsi czytelnicy również będą zachwyceni. Ja jestem! I jeszcze wam powiem, że to najlepsza książka „kościółkowa”, jaką przeczytałam w tym roku! A przeczytałam ich sporo. Polecam bez względu na stan waszej wiary (a może głównie z tego powodu), wiek, płeć, doświadczenie życiowe. No nie dajcie się dłużej namawiać, tylko obiecajcie, że przeczytacie ten tomik! Warto!

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Małgosi i wydawnictwu Esprit!

15 komentarzy:

  1. Myślę, że ta książka mogłaby mi się spodobać :-)
    Chyba się skuszę!

    Zapraszam: im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. To podstawowe pytanie.
    To cieszy, że autor sobie z tematem świetnie poradził.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie ciekawie przedstawiony temat :) Często widziałem takie osoby i zastanawiałem się czy to co robią ma sens. I ta książka, może nie jest odpowiedzą ale jest sygnałem dla tych osób, które i tak pewnie odwrócą wzrok od tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie jest na odwrót. Ja jestem wierząca, ale nie praktykująca. Ciekawa książka, muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już sam tytuł jest bardzo ciekawy. Częściej słyszymy określenie "wierzący, ale niepraktykujący", a tu mamy małe odwrócenie i chyba bardzo słuszne. Znam wiele osób, które chodzą do kościoła bo trzeba, bo wypada, bo co sąsiedzi powiedzą, a sens tego gdzieś im dawno temu umknął. To może być ciekawa lektura:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam, że właśnie większość ludzi jest wierząca, ale nie praktykująca. Zawsze to tym przejmowali się duchowni i ciągle to nagłaśniali, ale teraz przyznam, że rzeczywiście może problem tkwi w innym miejscu. Nawet jeśli machinalnie chodzimy do kościoła, to czy tak naprawdę jesteśmy tam duszą i czy wiemy tak właściwie po co? Niektórzy idą, po to aby "odpękać", a myślą o czymś innym, co niestety mija się z celem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Narobiłaś mi apetytu na tę książkę, muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Popieram całą recenzję, mi też ta książka ogromnie przypadła do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z pewnością warto zaglądnąć do tej pozycji i przemyśleć to i owo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mądrze postawione pytanie w tytule. Zwykle spotykałam się z odwrotnym rozumowaniem, z zachętą do "praktykowania" nawet wówczas, gdyby to miało oznaczać puste gesty...

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie książki lubię! Na temat i z humorem;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze parę lat temu tytuł pasowałby do mnie jak nic! Teraz nie jestem ani praktykująca, ani wierząca, ale książka nadal brzmi bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chętnie bym ją przeczytała. Zawsze nasuną się jakieś refleksje...

    OdpowiedzUsuń
  14. Temat "na czasie", tak się wydaje, jednak ja nie przepadam za literaturą religijną :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Literatura religijna to nie mój dział więc przejdę do kolejnej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń