sobota, 16 listopada 2013

Był sobie książę - Rachel Hauck


tytuł: Był sobie książę
tytuł oryg.: Once upon a prince
autor: Rachel Hauck
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania:  2013
ilość stron: 350

moja ocena: 6/10

Wszystkie małe dziewczynki marzą o księciu z bajki. Te duże też, nawet jeśli wstydzą się przyznać (chociaż zamiast białego konia lepszy byłby fajny samochód). A co by było gdyby na waszej drodze stanął prawdziwy książę z koroną i własnym państwem? Takie oto szczęście spotkało bohaterkę powieści „Był sobie książę” Rachel Hauck.

Susanna jest w związku z Adamem od dwunastu lat. Kiedy dziewczyna oczekuje zaręczyn i rychłego zamążpójścia, Adam informuje ją, że się zakochał, bynajmniej nie w swojej obecnej dziewczynie. Wszystkie marzenia Suz nagle legły w gruzach, a po niewielkiej, rodzinnej wyspie lotem błyskawicy rozchodzi się informacja, że Adam zerwał z nią słowami: „Znalazłem właściwy pierścionek, ale niewłaściwą dziewczynę”. Co może być gorsze? Chyba tylko to, ze Susanna dostosowała cale swoje życie do byłego chłopaka, a teraz została z niczym. Splot rożnych wydarzeń sprawia, że bohaterka poznaje Nate'a, który ratuje ją z opresji, czyli wymienia przebitą oponę. Oboje spotykają się jeszcze kilka razy, a nić sympatii zaczyna zmieniać się w silniejsze uczucie. Problem w tym, że Nate ukrywa przed Suz, że jest Księciem Nathanielem Henrym Kennethem Markiem Strattonem z Dynastii Straton, Królestwa Brighton, który niebawem ma zostać królem... 

Główni bohaterowie powieści zostali fajnie wykreowani i są postaciami zdecydowanie pozytywnymi. Z łatwością mogłam identyfikować się z Suz, zwyczajną, porzuconą dziewczyną, która znalazła się w przełomowym momencie życia i nie widzi przed sobą żadnych perspektyw na przyszłość. Nie powiem, żeby miałam wielką ochotę się z nią solidaryzować, ale ogólnie polubiłam ją jako kobietę. Z kolei Nathaniel to nieprzyzwoicie przystojny ideał z czystym sercem i wielkim… kontem w banku. Co prawda mam słabość do złośliwych i ironicznych typków, ale nie pogardziłabym również nieskazitelnym Natem. W końcu to książę!  

Powieść jest słodka, urocza, czarująca i przewidywalna. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się jakie będzie zakończenie. W końcu wszystkie bajki Disneya kończą się happy endem, a „Był sobie książę” jest właśnie taką bajką. Mimo wszystko lektura sprawiła mi ogromną przyjemność i o dziwo, nie drażniła mnie swoją słodyczą. Zanim zaczęłam czytać książkę zerknęłam najpierw do podziękowań znajdujących się na samym końcu. Dzięki temu dowiedziałam się, że autorka dziękuje między innymi Księżnej Cambrige, znanej lepiej jako Kate Middelton za marzenia, współczesną bajkę o zwykłej dziewczynie i księciu, za inspiracje. Sympatyczna sprawa. 

„Był sobie książę” nie jest książką wybitną, ani zaskakującą. To dobrze napisana, przepełniona miłością i czułością opowieść o marzeniach, które stały się rzeczywistością. Pyszna jak ptasie mleczko powieść może być zbyt idealna dla dziewczyn twardo stąpających po ziemi, ale właśnie takie historie, całkowicie nierealne i wyidealizowane, pozwalają oderwać się od codzienności i zatopić w marzeniach. Polecam wszystkim małym marzycielkom ukrywającym się w ciałach dorosłych kobiet! 


 ***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Jolancie i wydawnictwu Święty Wojciech!




33 komentarze:

  1. Jestem w trakcie lektury tej książki. Na razie jest dobrze, aczkolwiek trochę za ckliwie, ale zobaczymy, co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na nią ochotę. Koniecznie muszę gdzieś dorwać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oceniłaś tak samo jak ja ;) nie ukrywam jednak, że jestem ciekawa innych książek tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale śliczna okładka! Przykuwa uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Żeby oderwać się od rzeczywistości - jestem na tak :) Dlatego myślę ze przeczytam ją dla poprawy samopoczucia.

    OdpowiedzUsuń
  6. lubię ksiązki tego typu od czasu do czasu poczytać

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem dobrze i taką książkę przeczytać, zwłaszcza, gdy bierze kogoś jesienna deprecha...

    OdpowiedzUsuń
  8. O, bardzo fajna bajka. Chętnie bym przeczytała, bo kto nie lubi czytać o księciu? ;) To co, że słodka, przewidywalna. Czasem mam ochotę na właśnie tego typu powieści, dzięki nim zapominam o problemach, szarej rzeczywistości i mogę troszkę ochłonąć. I oczywiście powzdychać na samą myśl o księciu. ;) Poszukam jej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubie czasami poczytać takie ckliwe i przewidywalne książki, tak chętnie ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z Twojej recenzji wynika, że to taki odpowiednik amerykańskiej komedii romantycznej, czyli twór dobry na chłodny jesienny wieczór po ciężkim dniu ;) Może kiedyś się skuszę, ale na razie nie jest to mój must read ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie chyba to coś dla mnie :D Chociaż stąpam twardo po ziemi czasami przychodzi ochota na takie małe cuda ;) Bardzo podoba mi się Twoja recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo tych kilku minusów, planuję sięgnąć po tę książkę, bo już czeka na półce mojej przyjaciółki, więc ustawiłam się w kolejce :) Mam nadzieję miło spędzić z nią czas, bynajmniej wiem że nie jest to jakaś ambitna i wymagająca lektura, więc nie będę się nastawiało na coś genialnego, tylko na takie zwykłe czytadło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czasami miewam chęć na takie lekkie historie,ale zastanawiam się czy w tym przypadku nie byłoby za ckliwie ;) może kiedyś sama się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Całkiem ciekawa historia, chętnie bym zajrzała :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyczerpująca recenzja. Być może sięgnę po tę książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Może kiedyś się skuszę, zależy, na co będę miała ochotę:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię od czasu do czasu takie książki poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Odpowiedzi
    1. To zależy dla kogo :) dla dziewczyny, która lubi takie romantyczne bzdety będzie idealny :) wydanie jest bardzo ładne, więc pod względem wizualnym powieść robi imponujące wrażenie, pomimo miękkiej okładki :)

      Usuń
  19. Istna bajka... No cóż, jak przypadkowo wpadnie mi w ręce nie odmówię, ale szukać nie będę. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czasem miło jest poczytać takie ciepłe, przepełnione uczuciem książki, jednak to zupełnie nie mój styl i nie moja bajka, niemniej jednak zapamiętam książkę, bo znam osoby, którym by się spodobała, a wybór prezentu to zawsze niezłe wyzwanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie jestem jakąś szczególną fanką takiej literatury, ale jesienią, kiedy za oknem szaro, fajnie przeczytać i taką pozytywną opowieść.

    OdpowiedzUsuń
  22. O nie! O mamo jak ja nienawidzę takich książek. Ja wiem, że od czasu do czasu człowiek potrzebuje odmóżdżenia, ale ja nie potrafię odmóżdżać się przy romansidłach. No chyba, że przy takich, gdzie 90% bohaterów umiera.

    OdpowiedzUsuń
  23. To nie jest ta książka, którą pewien ksiąe reklamował na Targach w Krakowie? :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Zazwyczaj nie czytam takich książek, ale ta mnie jakoś zaciekawiła, zwłaszcza po przeczytaniu Twojej recenzji i tej słodyczy :) Przeczytam na pewno!
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com U mnie jak zawsze filmowo. Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja się jednak skuszę, mimo wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja to jestem taką sprzecznością: bajki Disneya uwielbiam, ale powieści romantyczno-obyczajowych już nie. :) Jak byłam mała, to, nawiązując do pierwszego akapitu, nie marzyłam o księciu, tylko o własnej czarownicy, z którą mogłabym przeżywać różne przygody. A zamiast konia miotła!
    PS W drugim akapicie masz "do byłego chłopka" zamiast "chłopaka". :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Uuuu na księcia to ja się zawsze piszę! :)

    OdpowiedzUsuń
  28. O! Tak naprawdę już sama okładka mnie przekonała :) Ale po twojej recenzji wiem, że ta książka jest dla mnie. Bardzo chętnie się za nią obejrzę :P

    OdpowiedzUsuń
  29. Myślę, że lektura może być bardzo przyjemna - jeżeli tylko odpowiednio do niej podejdę i nie będę oczekiwać arcydzieła;) Naprawdę dobrze od czasu do czasu poznać właśnie taką historię i trochę się odstresować;)

    OdpowiedzUsuń