piątek, 4 października 2013

Ostatni wyścig - Jean Hatzfeld


tytuł: Ostatni wyścig
tytuł oryg.: Où en est la nuit
autor: Jean Hatzfeld
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2013
ilość stron: 192

moja ocena: 6/10

Jean Hatzfeld, francuski korespondent wojenny, reporter, autor głośnej trylogii poświęconej ludobójstwu w Rwandzie, pokusił się o napisanie powieści. „Ostatni wyścig” to oszczędna w słowach proza, która opowiada o ogromnym rozczarowaniu... nie, nie człowiekiem, ale  współczesnym światem.

Ayanleh Makeda był kiedyś wspaniałym biegaczem. Najlepszym z najlepszych. Na olimpiadzie w Pekinie odniósł spektakularny sukces. Jego triumf nie trwał jednak długo, bo już wkrótce wybuchła wielka afera dopingowa. Kariera Makeda skończyła się z wielkim hukiem, a niedawny bohater odesłany został do ogarniętej wojną domową ojczyzny i z bronią w ręku trafił do okopów. Po latach francuski reporter Frédéric spotyka przypadkiem etiopskiego maratończyka, który opowiada mu o tym, jak w ciągu chwili stracił dosłownie wszystko i został wykluczony ze społeczności, która chwilę wcześniej otaczała go uwielbieniem. Poruszony historią Makeda, dziennikarz rozpoczyna prywatne śledztwo, aby odkryć prawdę.

To co najbardziej rzuca się w oczy, to potulność Makeda. Cichy i skromny maratończyk nie potrafi się buntować. Swój los akceptuje ze spokojem i pokorą. Tak przyjmował zwycięstwo, tak też przyjmuje porażkę. I nie ważne, że chodzi tu o całe życie, a nie tylko jeden wyścig.

„Kiedy człowiek skarży się na krzywdy z przeszłości, zatruwa nadzieję, którą zdołał zachować.”

Fabuła powieści skupia się wokół rozmów z żoną i dawnymi współpracownikami sportowca. W tych fragmentach szczególnie widać reporterskie zacięcie Hatzfelda, który posługuje się precyzyjnym językiem. Cały utwór zbudowany został z konkretnych zdań, bez niepotrzebnego gadania i ozdabiania treści środkami stylistycznymi. Żona nie szczędzi reporterowi gorzkich słów: „U nas, jak się kogoś wyrzuca z pracy, przedstawia mu się powody decyzji lub mu się wymyśla. Krzyczy się na niego, lub zabija wzrokiem. Ale żeby tak kogoś odtrącać bez słowa, nie, czegoś takiego się nie robi. To coś niebywałego, nawet zwierzę sobie na coś takiego nie pozwoli.”

Sprawa Makeda została wyciszona, zamieciona pod dywan. Wszystko skończyło się niespodziewanie i nikt nie pokusił się nawet o kilka słów wyjaśnienia. Wydaje się, że nikomu  poza Frédéric nigdy nie zależało na tym, aby wytłumaczyć okoliczności afery dopingowej. Bo i po co, skoro wszystko wydawało się być aż nazbyt oczywiste? Nasuwa się pytanie, czy gdyby sportowiec był Europejczykiem, to potraktowano by go inaczej? Może oskarżony potrafiłby wykorzystać media do własnych celów? Czy kolor skóry nadal jest czynnikiem decydującym o wartości człowieka? A jeśli dojdzie się do prawdy, to co zrobić z posiadaną wiedzą? Czy tajemnica odkryta po latach może cokolwiek zmienić? Jaki ma sens rozgrzebywanie przeszłość, wracanie do tamtego bólu i rozczarowań?

„Lepiej nie słuchać takich spóźnionych prawd, bo mogą zmącić spokój, który udało się nam zachować. Nie jestem ciekawa, nie mam ochoty patrzeć za siebie i rozpamiętywać żalów. Doświadczenie mi podpowiada, że lepiej z tym zaczekać.”

Niestety „Ostatni wyścig” nie poruszył mego serca tak, jak bym sobie tego życzyła. W powieści zabrakło mi jakiegoś napięcia, kotłujących się uczuć. Opowieść autorstwa Hatzfeld przeczytałam z zainteresowaniem, ale bez większych emocji. Nawet ta cała niesprawiedliwość nie dotknęła mnie specjalnie. Nie zmienia to faktu, że „Ostatni wyścig”, to dobrze napisana książka, która z pewnością znajdzie swoich zwolenników. Polecam!
***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Annie i Wydawnictwu Czarne!

17 komentarzy:

  1. Niewątpliwie to ciekawa lektura, ale niestety nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Na tyle mnie zainteresowałaś, że chciałabym się dowiedzieć jak się skończyła ta afera...

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki co zależy mi na przeczytaniu reportaży Hatzfelda z Rwandy - trochę martwi mnie to, że - jak piszesz - książka nie porusza tak, jak powinna, ale się zobaczy, może mnie poruszy?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jako reporter Hatzfeld radzi sobie lepiej niż prozaik, bo można u niego wyczuć takie dziennikarskie zacięcie, nie potrafi owijać w bawełnę i na pewno jest wrażliwy na trudne tematy :)

      Usuń
  4. Również raczej nie moje klimaty. :<

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka wydaje się ciekawa, ale jej tematyka nie do końca podchodzi pod mój gust. Sprawy dotyczące spotu i dopingu to nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hehe, myślałam, że tylko ja odebrałam tak tę książkę. Przeszłam obok niej, długo czytałam i szybko zapomniałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam okazji czytać i chyba raczej nie sięgnę po nią 

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie również nie ruszyła - przez to, że to powieść, a nie literatura faktu, ta cała historia nie była dla mnie wiarygodna. Autor przyczyn życiowej porażki sportowca upatruje w tym, że jest on Afrykańczykiem - a moim zdaniem to zbytnie uproszczenie i robienie z Afrykańczyków ofiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, założenie jest złe. Problemem Makeda nie jest to, że pochodzi z Afryki, ale że jest zbyt potulny i nie potrafi walnąć pięścią w stów w odpowiednim momencie.

      Usuń
  9. Zupełnie nie moje klimaty, więc podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. Interesuje mnie fabuła, więc poszukam :) Chociaż mam tyle książek do czytania na półce...

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że nie dostarczyła Ci ta książka emocji. Podejrzewam, że jeśli Tobie nie, to mi również nie dostarczy... Mimo tego, iż fabuła jest ciekawa, to wcale mnie nie ciągnie do tej książki :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Tym razem podziękuje, zupełnie mnie nie zainteresowała ):

    OdpowiedzUsuń