wtorek, 8 października 2013

Kogut w rosole – reż. Marek Gierszał



tekst Samuel Jokic, przekład Herbert Kaluza, Marek Gierszał
reżyseria Marek Gierszał
scenografia Hanna Sibilski, choreografia Grzegorz Suski

 Obsada:
Collin – Andrzej Deskur
Dave – Marek Gierszał
Mustafa – Kamil Guzy
Spencer – Andrzej Kowalczyk
Lewis – Mirosław Książek
Larry – Krzysztof Pluskota
Gordon – Adam Szymura 

Uwielbiam teatr. Niestety z różnych przyczyn bywam w nim zbyt rzadko. Gdybym musiała wskazać ten jeden najulubieńszy, to bez wątpienia jest nim Teatr Rozrywki w Chorzowie. 

Ostatnimi czasy miałam okazję zobaczyć spektakl „Kogut w rosole” Samuela Jokica w reżyserii Marka Gierszały. Pomysł na fabułę jest prosty, ale dosyć zaskakujący. Poznajemy grupę Anglików, którzy od dłuższego czasu przebywają na bezrobociu. Kiedyś pracowali w stalowni, ale zakład zamknięto, a nasi bohaterowie zostali bez pracy. Obecnie próbują związać koniec z końcem wykonując rożne fuchy (mniej lub bardziej podejrzane). Podczas jednego ze wspólnych spotkań cwaniaczkowaty Dave wpada na genialny pomysł – panowie powinni założyć zespół chippendalesów, ponieważ męski striptiz jest tym co kręci kobiety. I co z tego, że nie mają żadnego doświadczenia, zupełnie nie potrafią tańczyć, a do wyglądu seksownych striptizerów im daleko. Przecież wszystkiego można się nauczyć, a i wizja ogromnych pieniędzy jest niesamowicie kusząca. Cała akcja skupia się na poszukiwaniu kandydatów do zespołu, późniejszych prób „Dzikich Buhajów”, aż do nieprawdopodobnego finału, czyli debiutanckiego występu grupy! 

Czegoś tak komicznego jeszcze nie widziałam!!! Panowie podchodzą do nowego zadania bardzo poważnie, choć dosłownie trzęsą się ze strachu. Decydują się na kompromitujące rozbieranie się przed grupą napalonych kobiet, choć zdają sobie sprawę ze swoich ograniczeń wiekowych, czy fizycznych. Widz ma okazję poznać bliżej każdego bohatera, dzięki temu rozumiemy ich osobiste motywacje, kompleksy i problemy. Dave'a szukają komornicy, a była żona chce go odsunąć od syna. Spencer ma ewidentny problem z alkoholem. Gordon jest pantoflarzem, któremu od roku udaje się ukryć przed żoną bezrobocie. Larry ma kompleks na punkcie swojej męskości, a do tego podejrzewa, że jego kobieta przyprawia mu rogi. Collin jest przeuroczym gejem, który marzy o wielkiej scenicznej karierze. A pochodzący z Czeczenii Mustafa nie do końca odnajduje się w nowej rzeczywistości, szczególnie, że nie rozumie języka. Każdy z sześciu panów (pięciu tancerzy i ich manager) ma swoje wady i zalety, które tworzą mieszankę wybuchową i gwarantują doskonała rozrywkę. 

Obsada aktorska jest wyśmienita. Najlepsze teatralne głosy mają Adam Szymura i Andrzej Kowalczyk, ale nie ma się co dziwić, bo obaj panowie są wybitnymi aktorami i stanowią aktorską śmietankę chorzowskiej Rozrywki. Zdecydowanie najzabawniejszy był dla mnie Andrzej Deskur wcielający się w Collina. Jego postać jest na wskroś przerysowana, jak z dowcipów o gejach, a Deskur ani przez moment nie wypada z roli. Cały czas kręci biodrami, chodzi tanecznym krokiem, zagląda ukradkiem na rozbierających się kolegów i robi przy tym rozkoszne miny. Patrząc na niego można płakać ze śmiechu. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie Kamil Guzy w roli Mustafy. Jak ten chłopak się porusza (Kamil jest profesjonalnym tancerzem, co widać w każdym jego geście)! Przy tym najmłodszy, najprzystojniejszy, z chłopięcym urokiem, musi zwarć na siebie uwagę (ja nie mogłam od niego oderwać oczu). To on uczy Buhaje tańca, a przez to napędza komizm sytuacji. Finału spektaklu nie zapomnę chyba nigdy, tak jak i wszystkie panie siedzące na widowni, które razem ze mną piszczały, klaskały i śmiały się w głos. Panowie też byli ubawieni, choć podejrzewam, ze mniej interesowały ich fizyczne walory aktorów. Całość jest tak śmieszna, że zwyczajnie nie da się tego opowiedzieć, to trzeba zobaczyć! Z całego serca polecam ten spektakl i inne znajdujące się na afiszach Teatru Rozrywki! A więc do teatru marsz!

10 komentarzy:

  1. Chętnie wybrałabym się na ten spektakl:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa fabuła tego spektaklu. Prosta, ale pomysłowa poniekąd :) Ja uwielbiam Teatr Słowackiego w Krakowie... Ostatnio byłam na sztuce "Maskarada" i polecam! Bardzo mi się podobało :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna już nie oglądałam żadnego spektaklu. Z reguły wolę kino, ale chyba trym razem wybiorę się do teatru, gdyż ,,Kogut w rosole'' zapowiada się super.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybym tylko mieszkała w większym mieście z możliwością pójścia na naprawdę fajny spektakl, a nie tylko te "szkolne" to z pewnością bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstyd sie przyznac, ale ja takze dawno nie bylam w teatrze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie teatr ani ziębi, ani grzeje (że tak powiem ;)), ale mój ostatni spektakl, na którym byłam na początku czerwca bardzo mile wspominam. Było to "Bóg" - polska adaptacja scenariusza autorstwa Woddy'ego Allena. Jeżeli będziesz miała okazję obejrzeć ten spektakl, nie wahaj się! Co do "Koguta w rosole", to po Twojej relacji jestem do niego bardzo pozytywnie nastawiona, aczkolwiek jakoś powątpiewam, aby był wystawiany w teatrze w moim mieście...

    OdpowiedzUsuń
  7. Och, jak ja dawno nie byłam w teatrze, aż wstyd się przyznać:( Wszystko sprowadza się do tego, że jak mam już wydać pieniązki, to wolę iść na koncert zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już nie pamiętam, kiedy byłam w teatrze :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Zresztą w kinie też dawno już nie byłam, ale ostatnio wygrałam bilety więc już niedługo ... :) Tylko póki co 2 soboty odpadły bo Wiki chora była, ta sobota znowu nie bardzo ... ciągle na wszystko brak mi czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh w teatrze byłąm ładnych parę lat temu, więc trzeba nadrobić ):

    OdpowiedzUsuń