czwartek, 10 października 2013

Alchemia miłości - Eve Edwards


tytuł: Alchemia miłości
tytuł oryg.: The Other Countess
autor: Eve Edwards
wydawnictwo: Egmont
rok wydania: 2013
ilość stron: 230

moja ocena: 6/10
 

Anglia, rok 1582. Młody Will Lacey zjawia się na dworze królowej Elżbiety I, aby tam wśród bogatych panien znaleźć dla siebie żonę. Wszystko rozchodzi się o pieniądze, bo co prawda Will może poszczycić się tytułem hrabiego Dorset, ale cały majątek znajduje się w ruinie. Jedyną nadzieją jest małżeństwo z posażną panną, której wkład finansowy uratuje rodzinę młodego hrabiego. Wszystko idzie zgodnie z planem, gdyż wśród panienek na wydaniu znajduje się lady Jane, piękna i nieprzyzwoicie majętna szlachcianka, która patrzy przychylnym okiem na zaloty Willa. Niestety spokój młodzieńca zostaje zmącony, kiedy poznaje bliżej Ellie, uroczą i uczoną córkę alchemika, która poza hiszpańskim tytułem szlacheckim nie posiada nic wartościowego. Jak łatwo się domyślić bohaterowie zostają uwikłani w skomplikowany trójkąt miłosny, a Will jest rozdarty między tym czego pragnie, a tym czego się od niego oczekuje. Jakby problemów było mało obie panienki zaprzyjaźniają się...

Nie można odmówić autorce lekkości pióra i naturalności w prowadzaniu dialogów. Kilka razy zdarzyło mi się poprzewracać oczami na bohaterów i ich perypetie, ale tak zazwyczaj reaguję na wszystkie romanse. Postaci zostały tak wykreowane, że intuicyjnie wiemy kto jest dobry, a kto zły i z kim należy sympatyzować. Szczerze polubiłam Ellie, Jane i Will'a i zaangażowałam się emocjonalnie w ich problemy, choć nie przeczę, zdarzały się momenty przewidywalne i przesadnie słodkie. Najbardziej niejednoznaczną postacią jest pokojówka Nell, która choć jest postacią poboczną, to jednak najbardziej zapadła mi w pamięć.

Eve Edwards ujawnia lekkość obyczajów panujących na dworze, która objawia się głównie tym, że panienki (zarówno szlachcianki, jak i te nisko urodzone) bez większych oporów dają się zaciągnąć na siano i w krzaki. A przy tym dwoją się i troją, żeby zmanipulować mężczyzn zgodnie z własnymi planami, a tym samym zapewnić sobie względnie bezpieczne i dostatnie życie. Mistrzynią takich gierek jest zdecydowanie Nell, która pomimo wyrachowania wzbudziła moją sympatię swoim bezpośrednim sposobem bycia. Ponadto ciekawym tematem poruszonym w powieści jest problem prześladowania katolików przez ich protestanckich braci. 

„Alchemia miłości” to lekkie i niezobowiązujące czytadło, które usatysfakcjonuje wszystkie wielbicielki romantycznych powieści. Zdecydowanie najprzyjemniej czyta się takie historie w długie, jesienne wieczory. Już wkrótce wydawnictwo Egmont wypuści drugą część „Kronik rodu Lacey”, czyli tomik o wiele obiecującym tytule „Demony miłości”. Przeczytam z przyjemnością! A wy?
***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Kasi 
i Wydawnictwu Egmont!

21 komentarzy:

  1. Strasznie fajnie się zapowiada ta lektura, poza tym jestem w temacie, więc dobrze by było jak najszybciej dorwać tę książkę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że i u Ciebie jest ta książka, super że przypadła Ci do gustu :) Mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolę kiedy akcja w danej powieści rozgrywa się w czasach współczesnych a tutaj tego nie ma, więc tym razem jednak podziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od jakiegoś czasu mam ją w planach, a teraz nie mogę się doczekać jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj nie, romantyczne opowieści z historycznym tłem, nie przemawiają do mnie, dlatego tym razem podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie jakoś ta pozycja nie kusiła i widzę, że miałam dobre przeczucie...nie jestem fanką powieści historycznych, ale czasem je podczytuje :) - Ja wybrałam Błękitny zamek...

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę żałuję, że nie zainteresowałam się tą książką, bo zbiera dobre opinie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To już chyba wolę książki Gregory :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekkie i niezobowiązujące? W takim razie w sam raz dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ciągnie mnie do takich książek, ale nie mówię nie - może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Romans to chyba jednak nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lekkie pióro w przypadku takich książek to połowa drogi do sukcesu :) No i odpowiednia okładka ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam chrapkę na tą książkę, gdyż uwielbiam takie klimaty - pokazania dawnych czasów i takiej pięknej miłości. Kiedy będę mieć chwilę czasu to na pewno po nią sięgnę :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Mimo, ze nie przepadam za powiesciami, ktorych akcja dzieje sie w innych czasach, to ta powiesc mnie zainteresowala. Chetnie bym ja przeczytala.

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna. Bardzo mi się podobała! Lubię połączenie historii z romansem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chociaż nie za bardzo przepadam za historiami o miłości, tą ksiązkę chętnie poznam, poniewaz czytałam wiele na prawdę zachęcających recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zła nie była, rewelacyjna też nie. W sam raz na leniwe popołudnie ;) Ciekawa jestem kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nieco słabsza recenzja, niż te, które do tej pory czytałam, ale i tak się na nią pozytywnie nastawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie jestem miłośniczką tego typu historii (chociaż czasem czytam i takie;) ale akurat ta powieść mnie zainteresowała. Coś lekkiego, dla relaksu...czemu nie?;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Romantyczną powieść chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam ochotę na powieść o takim zabarwieniu ):

    OdpowiedzUsuń