wtorek, 10 września 2013

Paul McCartney. Życie - Peter Ames Carlin


tytuł: Paul McCartney. Życie
tytuł oryg.: Paul McCartney. A Life
autor: Peter Ames Carlin
wydawnictwo: Axis Mundi
rok wydania: 2011
ilość stron: 352

moja ocena: 10/10

Zacznę szczeniacko i banalnie: kocham The Beatles. Johna Lennona, Georga Harrisona, Paula McCartneya i Ringo Starra. W tej kolejności. Lennon jest dla mnie artystą totalnym, geniuszem, tym najukochańszym z ulubionych. Ale przecież to nie o nim dziś chciałam mówić. Chociaż od niego muszę zacząć, a raczej od słów, które kiedyś wypowiedział. Otóż urzeczony jedną z kompozycji Paula, John stwierdził: „Twoje piosenki są lepsze od moich.” Mimo całej mojej miłości i uwielbienia, które graniczy z obsesją, muszę stwierdzić, że Lennon miał rację. Choćbym chciała zaprzeczać i upierać się, że to Lennon był, jest i będzie tym „naj” pod każdym względem, to moje trzy najulubieńsze piosenki Beatlesów są autorstwa McCartneya. Bez „Let It Be”, „Hey Jude” i „Yesterday” nie potrafiłabym już żyć. 
Dzięki publikacji „Paul McCartney. Życie” z bardzo bliska poznajemy tytułowego bohatera – dobrze ułożonego, grzecznego i nadzwyczaj ambitnego chłopca, dążącego do doskonałości człowieka, zaborczego i lubiącego kontrolę muzyka, który dyryguje kumplami z kapeli i bez mrugnięcia okiem poprawia ich błędy, doprowadzając ich tym samym do rozpaczy, wybitego kompozytora i autora tekstów, oddanego przyjaciela, wrażliwego mężczyznę, który mimo upływu lat czaruje swoim chłopięcym urokiem. Na kolejnych stronach śledzimy jego prywatne życie, kolejne związki, miłości i przyjaźnie. Na tym tle wybija się szczególnie jego niezwykła przyjaźń z Lennonem. Stajemy się świadkiem szczeniackich początków, kiedy to dwaj zagubieni i piekielnie utalentowani chłopcy dostrzegają nie tylko wzajemny muzyczny potencjał, ale także podobieństwo dusz, choć w zasadzie wszystko inne ich dzieli. Obserwujemy całkową harmonię i symbiozę, sformalizowaną do podpisu „Lennon-McCartney”. Widzimy pierwsze scysje i nieporozumienia, aż do przykrego finału zespołu, publicznego prania brudów, nienawiści zrodzonej z bliskości, która z czasem znika, zamienia się w ostrożną sympatię, która trwa do tragicznego dnia w grudniu 1980 roku i kończy się z hukiem pięciu strzałów skierowanych w stronę Lennona.
W książce znajduje się mnóstwo ciekawostek i anegdotek, które nadają tempa całej opowieści, są zabawnymi przerywnikami, czy też genialnymi zwrotami akcji. Szczególnie zapadła mi w pamięć historyjka o smarkatym Paulu, który z zazdrości podkradał młodszemu bratu liściki miłosne podrzucane przez dziewczyny. Autor doskonale wyważył fakty pomiędzy historią The Beatles, Wings, a samego McCartneya. Wiadomo, że wszystkie te informacje przeplatają się przez cały czas, bo nie da się oddzielić muzyki od życia człowieka, dla którego muzyka była całym życiem. Największą zaletą publikacji jest to, że Peter Ames Carlin nie próbuje wystawiać swojemu bohaterowi kolejnego pomnika, wystrzega się lukru i innych słodkości, a opowieść o życiu Paula jest zwyczajne szczera. Autor nie unika drażliwych tematów, nie stara się wybielić McCartneya, ale w równy sposób pisze o wszystkich bolączkach i świństwach, które z czasem były udziałem chłopaków z Liverpoolu.
„Paul McCartney. Życie” to bezwzględnie najlepiej napisana biografia jaką kiedykolwiek czytałam. Momentami czułam się, jakbym czytała powieść, a nie książkę biograficzną. Losy McCartneya śledziłam z zapartym tchem i wypiekami na twarzy, rozsadzały mnie emocje, choć przecież jego życiorys był mi wcześniej znany. Myślę, że jest to również zasługa świetnego tłumaczenia Piotra Metza.
Polecam z całego serca! Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej książki! Przede mną drugi tom z tej samej serii „John Lennon. Życie”. To dopiero będzie szaleństwo!!!

***
Za możliwość przeczytania tej genialnej książki serdecznie dziękuję Pani Marcie i Wydawnictwu Axis Mundi!
 
 

33 komentarze:

  1. Może i Paul tworzył lepszą muzykę, ale ja, jako dziecko, zanim poznałam The Beatles to słuchałam Lennona i to jemu przyznaję palmę pierwszeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, tę biografię chętnie poznam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem twojej recenzji. Świetna !! Co do samej książki to jednak podziękuję, gdyż nie znam tego zespołu ani jego składu, więc powyższa biografia nie ciekawi mnie na tyle, bym chciała ją lepiej poznać.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem może kiedyś jak na razie nie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie bym przeczytała. Beatlesi to moje lata w liceum - cudowny czas mimo szarego socjalizmu. Prywatki. na których tańczyło się przy ich muzyce z płyt i radio Luksemburg, w którym słuchało się to czego w naszych stacjach radiowych nie uświadczył.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super. Uwielbiam Beatlesów, choć nie tak jak Ty oczywiście:) Oby więcej takiej muzyki powstawało, choć to chyba nie wykonalne w dzisiejszych czasach, bo pokoleniu Lady Gagi chyba słoń na uszy nadepnął.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój egzemplarz wciąż stoi sobie grzecznie na półce (obok Lennona rzecz jasna) i czekają na swoją kolej. Jak to dobrze wiedzieć, że ta książka jest tak dobrze i rzetelnie napisana!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Lennona czytałaś? Ciekawi mnie Twoja opinia :D

      Usuń
  8. Wygląda ciekawie i jeszcze ta hipnotyzująca okładka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Brzmi zachęcająco :) Nawet jeśli jego muzykę tylko lubię, a nie uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi ciekawie, ale nie jest to mój "must have" Pozdrawiam ):

    OdpowiedzUsuń
  11. Na kanale z ''kamerą wśród książek'' oglądałam recenzję tej książki, przeczytałabym :)
    http://qltura.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę książka bardzo pasująca do Twojego blogu;)Ja jestem bardziej za Stonesami, ale jak książka nawinie mi się pod rękę, to czemu by nie?;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię biografię. Z chęcią przeczytałabym i tę, tym bardziej, że tak Ci się spodobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam biografie, a skoro to najlepsza jaką przeczytałaś, to na pewno warto po nią sięgnąć :) będę jej poszukiwać ;d

    OdpowiedzUsuń
  15. Biografie to jedna z moich ulubionych dziedzin literatury, a ta tworzy wręcz ich kolebkę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Osobiście to fanką The Beatles nie jestem, ale z chęcią przeczytałabym tę biografię. Uwielbiam biografie znanych ludzi, którzy coś wnieśli do świata.

    OdpowiedzUsuń
  17. Po pierwsze... Dziękuję Ci za ten artykuł, cieszę się, że są na świecie jeszcze tacy ludzie... Co do książki to prawie codziennie czytam ją z przyjaciółką, która dozgonnie kocha The Beatles( w szczególność Paul'a, na którego koncercie była w Warszawie) świetna książka :)
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuje pomiędzy mną a Wami pokrewieństwo dusz :):):)

      Usuń
  18. Jedyne co utkwiło mi o nim w pamięci to to, że jest leworęczny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki temu jak grali razem z Lennonem to wyglądali jak lustrzane odbicie :)

      Usuń
  19. A wiesz, któregoś razu widziałam tę książkę na wystawie księgarni i pomyślałam o Tobie i o tym czy już czytałaś i jak ją odebrałaś. Bo nie ma co ukrywać, przez blogowe zdjęcie Beatlesi kojarzą mi się z Tobą ;-). Fanką nie jestem ale lubię ich posłuchać, a książkę, jak będę miała okazję, przeczytam z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak miło Ci się kojarzę :)

      Usuń
  20. Nie jestem jego wielka fanką, ale wiem komu mogłabym polecić tę książkę ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Znając Twojego bloga nie spodziewałbym się żadnej innej oceny dla tego rodzaju pozycji :D Sam nie jestem największym fanem Beatlesów. Ale lubię od czasu do czasu posłuchać. A "Tomorrow never knows" to mógłbym nawet zapętlać bez końca :)

    OdpowiedzUsuń
  22. O McCartney'u nie wiem nic, więc może ta książka przybliżyłaby mi jego postać :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Lubię The Beatles, ale nie znam zbyt wielu szczegółów z życia członków zespołu, więc dla mnie powinna to być jeszcze ciekawsza lektura:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię biografie zawierające anegdotki i ciekawostki. Najgorsze są chyba takie biografie, w których przejawia się w kółko sztywny język...

    OdpowiedzUsuń
  25. Może nie jestem tak totalną fanką The Beatles, jak Ty ;), ale lubię ich piosenki i uwielbiam czytać biografie, dlatego cieszę się, że zarekomendowałaś tę książkę - z chęcią ją poznam. Cieszę się, że autor nie stara się wybielić sylwetki bohatera, ale mam nadzieję, że zachował umiar i nie przesadził też w drugą stronę. Pf, co ja piszę; skoro wystawiłaś książce tak pozytywną opinię, to znaczy, że na pewno jest napisana w profesjonalny sposób.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Rzadko czytam biografię, ale tej nie zamierzam pomijać!! Na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ta książka to zdecydowanie coś dla mnie! Już dodaję ją do poszukiwanych, a wszystko dlatego, że uwielbiam czytać biografie muzyków, łącząc tym dwie swoje pasje- książki i muzykę. Mam również pewien sentyment do The Beatles, ogólnie do nieco starszej muzyki, którą bardzo sobie cenię:)

    OdpowiedzUsuń