czwartek, 6 czerwca 2013

Pogromca wilków. Trzy duety literackie - Martin Pollack, Christoph Ransmayr

tytuł: Pogromca wilków. Trzy duety literackie
autor: Martin Pollack, Christoph Ransmayr
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2012
ilość stron: 64
moja ocena: 9/10

Martin Pollack i Christoph Ransmayr – dwóch zasłużonych pisarzy austriackich, ten pierwszy dobrze znany polskiemu czytelnikowi, ten drugi nieco mniej. Obaj przyjechali do Polski w poszukiwaniu zaginionych historii. Stworzyli duet doskonały, który zaowocował niewielkim zbiorkiem zaledwie trzech reportaży. Ten tomik nawet trudno nazwać książką. Zaledwie 64 strony. Przecież nawet zeszyty produkują grubsze. Jednak ilość w tym przypadku nijak się ma do jakości. Minimum treści przekłada się na maksimum emocji! Kilkustronicowe reportaże wywołują niepokój, strach, że coś ważnego nam umyka. Swoimi tekstami autorzy ocalą od zapomnienia historie trzech ludzi dotkniętych piętnem okrutnej wojny. A co z resztą? Podobnych opowieści mogą być miliony. Kto dziś o nich pamięta? Kto przejmuje się tym co było kiedyś?

Autorzy prowadzą trzy śledztwa. Pierwsze z nich wiedzie ich w głąb bieszczadzkich lasów. Reporterzy trafiają na całkowite odludzie. Na tym zadupiu szukają śladów pogromców wilków. Znajdują Wasyla Borsuka, który mieszka sam w skromnej chatce. Okrutna przeżycia, których doświadczył będąc nastoletnim chłopcem zaważyły na całym jego późniejszym życiu.

„Wasyl miał szesnaście lat i potrzebował zaledwie trzech dni, żeby się nauczyć, że zło nie musi być bestią, może równie dobrze mieć twarz sąsiada, z którym wcześniej pilnował owiec.”

Drugim bohaterem reportażu jest Otton Schimek, młody żołnierz Wermachtu, który podobno poświęcił swe życie aby ratować polskich cywilów. Dzięki temu heroicznemu wyczynowi został obwołany świętym, a tym samym stał się gwiazdą i bohaterem PRL-u. Pisał o nim nawet Andrzej Stasiuk w swojej „próbie autobiografii intelektualnej”. Pisarze wpadają na trop, który sugeruje, że Schimek mógł zostać świętym nieco przez przypadek…

„Grób Schimka jest od dziesięcioleci celem podróży tysięcy ludzi, a wydarzenia polityczne w komunistycznej Polsce przysparzały mu stale nowych pielgrzymów.”

Ostatni tekst opowiada o losach żydowskiej rodziny, która przez nacisk władz komunistycznych musi wyemigrować z kraju. Pozbawione polskiego obywatelstwa, okradzione z majątku małżeństwo ucieka wraz z niespełna trzymiesięcznym synkiem. Zrządzeniem losu cała trójka trafia do Wiednia i tam osiada na stałe. Okruchy historii, opowiadanych przez Szymon za każdym razem zataczają krąg i zawsze  spotykają się we wspólnym punkcie, którym jest Leon – jego syn.

„Czasami muszę się uśmiechnąć, kiedy pomyślę o Polsce. Wyobrażam sobie, co Leon mógłby powiedzieć, gdyby musiał się usprawiedliwiać przed jakimś partyjnym sekretarzyną z dwóch butelek rosyjskiego szampana.”

Przedstawione historie są jakby urwane przed końcem. Aż chce się wołać: „I co było dalej?” Autorzy nie zdradzają nic więcej, nie szafują wyrokami, powstrzymują się od jakichkolwiek prywatnych ocen czy komentarzy. A czytelnik zostaje sam, bezradny z szeroko otwartymi oczami i garścią pytań bez odpowiedzi. Najważniejsze z nich dotyczy chyba prawdy. Na ile opowiedziane historie są autentyczne? Co jest tylko mitem, lokalną legendą? Kto jest faktycznym pogromcą wilków? Czy niemiecki żołnierz zasługuje na miano świętego? Ile w jego postawie było buntu i przekory, a ile lenistwa i ignorancji dla zasad panujących w wojsku? Na kogo wyrósłby młody żydowski chłopak w komunistycznej Polsce? Czy byłby tak samo odważny i bezkompromisowy? Co jest prawdą w tych wszystkich opowieściach? O tym, którą wersję wybrać każdy czytelnik musi zadecydować sam.
Gorąco polecam!

21 komentarzy:

  1. Szkoda, że autorzy nie pokusili się o indywidualne komentarze, czy odczucia, ale mimo to, ich śledztwa zapowiadają się niezwykle ciekawie. Myślę, że mój tato odnajdzie się w tej pozycji, więc jemu ją polecę.

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, ale mam ochotę to przeczytać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie, dlatego jeżeli książka wpadnie mi w łapki, nie odmówię.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O samym Martinie Pollacku słyszałam nie raz, ale o istnieniu tych reportaży nie miałam pojęcia. Chętnie przeczytałabym ten zbiorek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli reportaże, to tylko tego wydawnictwa! Może i tę książkę kiedyś przeczytam, wygląda ciekawie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajna, szkoda, że taka króciutka ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej książce, ale już po twojej recenzji widzę, że w tych reportażach jest coś niesamowitego, coś co bardzo mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda na bardzo ciekawą książkę :) Chętnie bym przeczytała

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę w końcu sięgnąć po jakiś reportaż, bo aż min głupio przed samą sobą, że nie czytam lit. faktu:/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapowiada się ciekawie. Postaram się ją gdzieś dopaść :D

    OdpowiedzUsuń
  11. hmm ostatnio czytuję JApońskich pisarzy he może czas już to zmienić ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasami, gdy ktoś pisze o autorze, który powinien być mi znany, a go nie znam, to trochę się załamuję:p Chętnie bym przeczytała tę krótką książkę, wygląda, że jest bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakoś nie wydaje mi się, żeby ta książka trafiała w moje gusta...

    OdpowiedzUsuń
  14. No i książka w sam raz na mnie skrojona :) Bardzo mi się podoba, na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Narazie nie potrafię zdecydować czy ta pozycja by mnie zainteresowała - trochę ciekawa jestem, ale narazie jeszcze nie na tyle by jakoś specjalnie tej książki szukać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wypraszam sobie używanie słowa "zadupie" w stosunku do Bieszczad! Mieszkam tam i jestem bardzo przeczulona na tym punkcie;)
    Książka wydaje się ciekawa, chociaż szkoda że historie jakby urywają się przed końcem. Wolę, kiedy wszystko jest wyjaśnione, zwłaszcza w przypadku reportaży. Ale zainteresowałaś mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkasz na pięknym terenie :) zazdroszczę :) ale panowie odwiedzili istne zadupie :p przeczytasz to się przekonasz :) pozdrawiam :)

      Usuń
  17. Nie potrafię się odnaleźć w tematyce wojennej. Wiem, że to wartościowa lektura, ale na razie nie mam na taką czasu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak widzę słowo "wilk" to mam takie ślepia *_* Uwielbiam wilki :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Hm, ja czasami lubię takie niedopowiedzenia, dodają uroku historiom, a ten reportaż muszę przeczytać. I tak, zgadzam się - ilość stron nie przekłada się na jakość. Nie wiem, dlaczego panuje przekonanie w blogosferze, że im dłuższa książka tym lepiej. Ja ostatnio stwierdzam po tym, co czytam, że minimalizm jednak jest lepszy niż bezsensowne opisy, zbyteczne dialogi... :)

    OdpowiedzUsuń