piątek, 14 czerwca 2013

Bractwo Bang Bang - Greg Marinovich, João Silva

tytuł: Bractwo Bang Bang
tytuł oryg.: The Bang-Bang Club
autor: Greg Marinovich, João Silva
wydawnictwo: Sine Qua Non
rok wydania: 2012
ilość stron: 306

moja ocena: 8/10


Bractwem Bang Bang nazywano czterech młodych fotoreporterów wojennych – Grega Marinovicha, João Silva, Kena Oosterbroeka i Kevina Cartera. Oosterbroek i Carter już nie żyją. Pozostała dwójka postanowiła podzielić się ze światem swoją prywatną, traumatyczną historią, a nie tylko tą znaną ze zdjęć.
Tym samym książka, którą trzymam w rękach jest swego rodzaju terapią, rozliczeniem się z przeszłością, próbą wyjaśnienia jak było naprawdę. Przedmowę do polskiego wydania napisał sam Wojciech Jagielski, kolega po fachu bohateró2)w tej wyjątkowej publikacji. Dodatkowym atutem książki są wklejki z fotografiami, więc czytelnik może połączyć treść ze zdjęciami, o których aktualnie mowa. Co prawda lepiej byłoby, gdyby fotografie wkomponowane były w tekst, ale cieszy mnie fakt, że w ogóle zostały one opublikowane.
„Bractwo Bang Bang” to opowieść o męskiej przyjaźni, rywalizacji i ogromnej odwadze czwórki młodych chłopaków z aparatami fotograficznymi. Ale to także przejmująca historia południowoafrykańskiego Johannesburga ogarniętego wojną domową. Cztery lata walki o wolność (1990 - 1994) i ich konsekwencje zostały udokumentowane przez fotoreporterów, którzy bez wahania pojawiali się w centrum niebezpiecznych wydarzeń, aby zrobić jak najlepsze zdjęcie. Ich fotografie obiegły kulę ziemską, widniały na okładach wszystkich najpoważniejszych czasopism świata, a tym samym przysporzyły autorom chwały i popularności. Ale okazuje się, że codzienne bycie świadkiem nieszczęść innych ludzi ma swoją cenę. Nie da się patrzeć na rozlew krwi, a po powrocie do domu zostawić wszystko na progu i wieść normalne i spokojne życie rodzinne. Nietsche twierdzi, że „Kiedy patrzysz w otchłań, ona także patrzy w ciebie”. Coś w tym musi być, bo bohaterom przedstawionej opowieści nie udało się odnaleźć szczęścia. Oosterbroek został zabity w czasie pracy, Carter nie wytrzymał psychicznie i popełnił samobójstwo. Marinovich i Silva ocaleli, choć fakt ten zakrawa na cud. Fotoreporterzy oskarżani o brak uczuć i bezczynność, przeszli przez piekło, gdy opinia publiczna odwróciła się przeciwko nim. Musieli walczyć nie tylko z atakami ze strony ludzi, ale przede wszystkim z własnymi demonami i wyrzutami sumienia. Bo jak żyć, kiedy w uszach wciąż słychać krzyk katowanych ofiar, kiedy z każdym zamknięciem powiek przed oczami stają zmasakrowane ciała ludzkie? Kiedy do świadomości dociera, że w wielu przypadkach profesjonalizm wziął górę nad człowieczeństwem i zamiast ratować małą dziewczynkę czekało się w napięciu, aż sęp stojący za nią rozłoży skrzydła? I co z tego, że fotografia zdobyła Pulitzera, skoro ty czujesz się jak ostatnia szumowina. Jak znaleźć odpowiedź na pytanie gdzie kończy się praca, a zaczyna moralny obowiązek ratowania drugiego człowieka?
„Bractwo Bang Bang” to mocna, wstrząsająca proza, która serwuje czytelnikowi mnóstwo emocji, ale nie tylko tych bolesnych, bo w historii opowiadanej przez Marinovicha nie brakuje humorystycznych akcentów. Gdyby choć na moment zapomnieć, że całość opisanych wydarzeń to nic innego, jak najprawdziwsza prawda, to książkę można by uznać za świetną powieść sensacyjną, której najmocniejszą stroną jest wartka akcja i sympatyczni bohaterowie. Dla wszystkich fanów literatury faktu jest to pozycja obowiązkowa. Gorąco polecam! Warto!
zdjęcie Kevina Cartera, które otrzymało Nagrodę Pulitzera
ranny Greg Marinovich
Ken Oosterbroek
Gary Bernard i Joao Silva
Kevin Carter robiący zdjęcie Kenowi Oosterbroekowi

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Oskara i Wydawnictwa Sine Qua Non!

20 komentarzy:

  1. te zdjęcia sa takie eh przerażające biedne dzieci

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie zapomniałam, że mam tę książkę u siebie na półce. Muszę się za nią zabrać w wolnej chwili, gdyż widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, to była jedna z najmocniejszych i najlepszych książek, jakie w życiu czytałam! Fotoreporter wojenny to dla mnie stan psychiki, którego nigdy nie pojmę, nie zrozumiem, ale który mnie piekielnie fascynuje. Do tej pory myślę o tej lekturze, jest genialna!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nagrodzone zdjęcie jest wstrząsające...Dobrze je pamiętam. Książkę obiecałam sobie przeczytać już dawno...

    OdpowiedzUsuń
  5. To musi być świetna, mocna książka. Kiedyś już czytałam u kogoś równie pozytywną recenzję i od tej chwili mam tę książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię książki które wstrząsają, więc poszukam tej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna recenzja. Widać, że książka pokazuje, że człowiek ewoluował, ale nadal zachowuje się jak zwierzę, a nawet gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się ze to książka nie dla mnie, bardziej klimaty mojego męża, teraz stwierdzam że sama chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Książkę mam już za sobą i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Z całą pewnością jest to książka, po którą warto sięgnąć;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tez szanuję takie książki, które wstrząsają czytelnikiem, jak ta, będę jej szukał

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie książki to jednak nie moje klimaty. Wolę coś znacznie lżejszego tematycznie ;) Jednak podziwiam pracę fotoreporterów wojennych za tą odwagę. Nigdy nie podjęłabym się takiego czegoś, ale w sumie ja to ja. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapowiada się mocna i poruszająca lektura.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Te zdjęcia są tak poruszające... coraz bardziej zaczynam interesować się literaturą faktu, więc bardzo chciałabym przeczytać te książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Skoro polecasz to z chęcią ją kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakos nie mogę się przemóc.

    OdpowiedzUsuń
  16. Szczerze powiedziawszy to patrząc na okładkę, tytuł w ogóle nie zainteresowałabym się tą książką, ale po przeczytaniu recenzji okazuje się, że jednak warto :) Spodobała mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zdjęcią są mocne, poruszające, a i tematyka pewnie wbiłaby mnie w fotel. Nie wiem jednak, czy teraz dam radę zmierzyć się z taką lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo interesująca pozycja. Z chęcią bym ją przeczytała, zwłaszcza, że pan Carter z tego co się orientuję był w swoim czasie bardzo krytykowany za swoje zdjęcie z dzieckiem i sępem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem bardzo ciekawa jak ja sama bym odebrała ich pracę i zachowania - chwilowo odczuwam bowiem jakiś dysonans - z jednej strony dokumentowanie takich tragedii jest ważne, ale z drugiej gdzieś musi być granica. Zapisuję tytuł!

    OdpowiedzUsuń
  20. Interesująca pozycja. Zawsze zastanawiałam się jak taki reporter radzi sobie z traumatycznymi przeżyciami.

    OdpowiedzUsuń