środa, 15 maja 2013

Uratuj mnie - Guillaume Musso


tytuł: Uratuj mnie
tytuł oryg.: Sauve-moi
autor: Guillaume Musso
wydawnictwo: Albatros
rok wydania: 2007
ilość stron: 365

moja ocena: 1/10

O Guillaume Musso, francuskim powieściopisarzu, autorze poczytnych książek skierowanych do kobiet, czytałam wiele dobrego. Pod wpływem wielu pozytywnych recenzji miałam ochotę poznać jego twórczość osobiście. Dzięki uprzejmości Agnieszki prowadzącej blog http://figlarneczytanie.blogspot.com/, której jeszcze raz dziękuję, tym razem publicznie, miałam okazję przeczytać powieść „Uratuj mnie”. Przeczytałam i zaniemówiłam. Bynajmniej nie z zachwytu...
Autor przedstawia nam Sama, lekarza pediatrę, który po śmierci żony jakoś nie potrafi ułożyć sobie życia osobistego. Równocześnie poznajemy Juliette, młodą Francuzkę, która rozczarowana nowojorskim życiem postanawia wrócić do domu. Oczywiście losy tej dwójki splatają się przypadkowo. Od początku rodzi się między nimi uczucie, jednak oboje zamknięci w swoich skorupach postanawiają spędzić ze sobą tylko weekend bez zobowiązań, gdyż na dniach Juliette wraca do Francji. Para rozstaje się na lotnisku. Krótko po starcie samolotu dochodzi do katastrofy. Sam jest zrozpaczony, jednak okazuje się, że w ostatniej chwili dziewczyna nie wsiadła na pokład. Śmierci nie można oszukać, dlatego na ziemię zostaje wysłana Grace, która ma zabrać Juliette na tamten świat. Sam zamierza oszukać przeznaczenie i uratować kobietę, którą kocha. 
Muszę stwierdzić, może w niezbyt elegancki sposób, że takiej pierdoły to już dawno nie czytałam. Nadal nie wiem w jaki sposób udało mi się dobrnąć do końca. Koszmar! Przesłodzona, polana lukrem, ckliwa i płaczliwa. Od nadmiaru miłości robi się niedobrze. Sztuczne dialogi, bzdurna fabuła, nudni bohaterowie. Brzydko mówiąc postaci zostały wystrugane z ziemniaków! Nie ma w nich nic intrygującego, żadnej tajemnicy, nie zmieniają się w trakcie rozwoju fabuły. Autor wszystko podaje czytelnikowi na tacy. Nie musimy się niczego domyślać, oczekiwacz w napięciu, ekscytować się tym co dopiero ma nadejść. Całość podszyta jest filozofią rodem z Paula Coelho, chociaż przy panu Musso autor "Alchemika" jawi się jako koneser słowa. Gdyby wypić butelkę wina i zjeść bombonierkę czekoladek każdy byłby w stanie napisać takie mdłe bzdety.
Wesoła twórczość autora zupełnie nie przypadła mi do gustu. Może jestem za stara na takie historyjki? Może zbyt cyniczna? Nie wiem, ale szkoda mi tych drzew, które zmarnowano na produkcję książki, więc jakąś tam wrażliwość jednak mam.
Nie polecam, a nawet odradzam!

31 komentarzy:

  1. Wow, ale skrajna ocena! Wierzę Ci i na pewno nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę omijać szerokim łukiem! Dzięki za ostrzeżenie, chyba się za stara robię na takie powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam jedną książkę autorstwa tego pana i zauważyłam te same rzeczy co Ty, więc cóż... Raczej nie sięgnę, takie historie to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurczę... No to teraz mnie zaciekawiłaś. Pewnie kiedyś sama sprawdzę, czy to faktycznie aż taka zła książka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę czytałam dość dawno temu i nawet niewiele pamiętam z fabuły, ale z mojej oceny wynika, że powieść mi się podobała, jednak trudno mi polemizować z Twoimi zarzutami, bo po prostu nie pamiętam szczegółów :) Mi twórczość Musso przypadła do gustu, czytałam wszystkie jego książki i z jednym się zgodzę - trochę lukru jest, ale jak sięgam po takie lekkie historyjki o uczuciach, to czekam na banalne happy endy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, oj katastrofa jednym słowem. W takim razie nie będę szukać tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. O jejku... a okładka taka obiecująca;)

    OdpowiedzUsuń
  8. dziewczyna nie wsiada do samolotu, ale i tak musi umrzeć? Zalatuje trochę predestynacją... Naciągane :) Zdecydowanie to książka nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj a ja mam wielką ochotę na akurat tę książkę... I tak przeczytam :P Niebawem i u mnie pojawi się recenzja książki tegoż oto pisarza :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie się podobała , ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam autora, ale czy się z nim zapoznam - zobaczymy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam dosyć dawno tę książkę, ale miło ją wspominam dlatego jestem zdziwiona Twoją oceną.

    OdpowiedzUsuń
  13. tematycznie mnie nie kusiła, ale ostatnie zdanie całkiem mnie od niej odrzuciło :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Uuuu, literacka katastrofa jak widzę. Pasuuje, ze względu na swoją niechęć do romansów jako takich. Nic nie stracę, bo jak widzę książka jest beznadziejna. Poza tym, biorąc pod uwagę mą cyniczną osobę... Cóż, nie muszę chyba kończyć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pewno nie przeczytam! Mam nadzieję, że ja nigdy nie będę zmuszona dać książce 1...
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj oj oj, poważna sprawa... no ale nic, w takim razie trzymam się z daleka, a szkoda, bo okładka mi się bardzo podoba.

    OdpowiedzUsuń
  17. A tyle się zachwytów nad autorem naczytałam. Ale ja bardzo w książkach nie lubię tego, co Ty wymieniłaś jako wady, więc stwierdzam, że jednak nie dla mnie jego książki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Również wiele dobrego słyszałam o tym autorze, ale jakoś specjalnie mnie do niego nie ciągnęło. Widzę, że nie straciłam wiele. Tę książkę zgodnie z Twoją oceną będę omijać szerokim łukiem..

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie czytałam tej książki i w ogóle żadnej powieści tego autora, więc ciężko mi się odnieść do Twojej recenzji. Do tej pory spotykałam się raczej z pozytywnymi opiniami na temat twórczości Guillaume Musso...ale coś musi być na rzeczy, skoro ta książka tak bardzo Ci się nie podobała.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ojej! Czytałam tę książkę lata temu, jakoś na początku gimnazjum i pamiętam, że mnie wciągnęła. Ciekawe, jak teraz odebrałabym tę powieść, Twoja ocena sprawiła, że się nad tym zastanawiam. Jednak mam wiele innych książek do czytania, które bardziej mnie interesują. ;)
    Fajnie, że piszesz nie tylko pochlebne recenzje. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To i tak nie moje klimaty, ale jedynka już zupełnie odstrasza :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wszystkie te wady o których wspomniałaś bardzo odsraszają mnie od tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  23. Odstraszyłaś mnie, choć i tak nie miałam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przyznam, że choć słyszałam o tym autorze wiele dobrych słów to jego powieści dotąd nie czytałam. Po twojej recenzji raczej nie mam ochoty tego zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Aż tak słabo? No cóż, w takim razie omijam szeroki łukiem tę książkę...:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Mi ta powieść się podobała, chociaż zakończenia się domyśliłam. Nie było zbyt trudno:p

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie znam Musso, ale z tego co piszesz - nic nie straciłam:) Czyżby autorka naoglądała się filmów z serii "Oszukać przeznaczenie"?

    OdpowiedzUsuń

  28. Od dawna robię podchody do zapoznania się z twórczością Musso. W naszym Empiku stoi na półce kilka pozycji tego autora. Odłożę ten zamiar na dalszy plan. Za dużo innych ciekawszych pozycji mam na oku, żeby marnować czas:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mnie z podobnych powodów rozczarował Sparks. Evans też jest taki mdły, ale jakimś cudem jego mi się dobrze czyta...ot tak dla odmóżdżenia. Ale po Musso po Twojej recenzji raczej nie sięgnę. Już mam jednego cukierkowatego autora w zanadrzu i to mi wystarczy;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ułaaa aż tak źle? :) cóż zbyt dużo ilość lukru może zemdlić.

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo lubie tego autora i jak do dzisiaj jeszcze nie potknęłam się o jego ksiazke,wrecz przeciwnie.Z ciekawoscia przeczytam ta lukrowana powiesc.

    OdpowiedzUsuń