środa, 29 maja 2013

Układ doskonały - Jennifer Probst


tytuł: Układ doskonały
tytuł oryg.: The Marriage Bargain
autor: Jennifer Probst
wydawnictwo: Akapit-Press
rok wydania: 2013
ilość stron: 266

moja ocena: 4/10

Raczej nie czytam romansów, czy książek obyczajowych skierowanych typowo do kobiet, bo tego typu literatura najczęściej mnie irytuje. Młodzieżowe powieści dla dziewcząt jeszcze mnie bawią, ale tych skierowanych do dorosłych pań zupełnie nie mogę przełknąć. Nie wiedzieć czemu przyciągam ostatnio tomiki tego typu jak magnes, a jak już wpadną mi w ręce, to niestety decyduję się na lekturę. Jedną z takich książek był „Układ doskonały” Jennifer Probst.

Fabuła powieści nie jest zbyt wymagająca i przywodzi na myśl harlequin, w którym wątki zostały bardziej rozbudowane niż zazwyczaj się to spotyka w książeczkach z tej serii (czytałam kilka, więc wiem o czym mówię). Aleksa i Nick znają się od wielu lat, ona przyjaźni się z jego młodszą siostrą, często bawili się wspólnie dopóki nie weszli we wstydliwy okres dojrzewania. Po latach spotykają się ponownie, aby dokonać transakcji. Otóż Nick odziedziczy po wujku dobrze prosperującą firmę architektoniczną, jednak zapis z testamentu wymaga, aby mężczyzna się ożenił i wytrwał w tym stanie chociaż rok. Z kolei Aleksa potrzebuje pieniędzy, aby spłacić długi swojej rodziny. Ślub będzie korzystny dla obu stron. Młodzi ustalają warunki, ich pożycie będzie tylko formalne, oczywiście jakikolwiek kontakt fizyczny nie wchodzi w grę. Po roku rozejdą się polubownie i każde z nich będzie żyć własnym życiem. Układ idealny? Tylko pozornie...
Autorka wykreowała Aleksę na kobietę idealną. Piękna, zmysłowa, z doskonałą figurą, długimi włosami, ponętnymi ustami. Na sam jej widok Nickowi robi się ciasno w spodniach. Do tego ma nieskazitelnie dobre serce dla ludzi i zwierząt. Prowadzi księgarnie, którą chciałaby rozbudować, pisze wiersze, maluje obrazy i marzy o mężczyźnie doskonałym, który będzie domatorem, kibicem tej samej drużyny sportowej, romantykiem kochającym dzieci i psy. Jak łatwo się domyślić Nick jest zupełnym przeciwieństwem tych wyobrażeń. Oczywiście jest nieprzyzwoicie przystojny i obrzydliwie bogaty. Problem w tym, że nie ma zamiaru się ustatkować i stworzyć prawdziwej rodziny, bo ma jakiś powód związany z traumą z przeszłości, ale tak banalny, że Freud byłby rozczarowany. Cały czas zastawiałam się dlaczego taka stuprocentowa, rasowa kobieta jak Aleksa nie miała faceta, skoro wszystko wskazuje na to, ze jest ucieleśnieniem wszelkich męskich pragnień, więc wielbicieli powinna mieć na pęczki. Ale cóż, widać czekała na tego jednego, idealnego... 
Akcja powieści jest banalna i przewidywalna. Autorka stosuje same ograne sztuczki, wszystko to już kiedyś było w takiej lub innej komedii romantycznej. Jedyne pytanie, które frapuje czytelnika, to kiedy oni w końcu wylądują w łóżku! Bo, że wylądują jest więcej niż pewne. Opisy erotyczne mają dodać tylko smaczku całej opowieści i rozbudzać wyobraźnię czytelnika. Co jakiś czas on wpija się w jej usta, ona mdleje w jego ramionach i drży pod wpływem jego dotyku (jak dla mnie  to drżenie może być zapowiedzią jakiejś choroby neurologicznej). Mimo wszystko powieść czyta się przyjemnie i dobrnięcie do końca nie stanowi wielkiego problemu. Kilka razy można się nawet uśmiechnąć. Jednak „Układ doskonały” to książka, o której za jakiś czas zupełnie nie będę pamiętać. W zasadzie można przeczytać, tylko po co?

18 komentarzy:

  1. Lubię książki obyczajowe, od romansów też nie stronię. Jednak powyższa książka mnie samą fabułą już nie zainteresowała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się uśmiechnęłam, czytając o chorobie neurologicznej ;) nie ma po co, za romansami też nie przepadam, więc czytać nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha nie mogłaś napisać nic bardziej zachęcającego mnie do sięgnięcia po tę książkę! Kocham pastwić się nad sobą, po prostu to uwielbiam :) A czytanie czegoś takiego zaliczam do czynności zdecydowanie masochistycznych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będziesz usatysfakcjonowana :)

      Usuń
  4. Podejrzewam, że Freud byłby rozczarowany wszystkimi współczesnymi romansami. Ciekawe co by powiedział na "Zmierzch".
    Książki nie zamierzam czytać, bo i po co?

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, tym razem zdecydowanie sobie daruje. Mój mentalny masochizm ma jakieś granice i nie chcę ich przez przypadek przekroczyć :P

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja bardzo lubię romanse rodem z harlequina, dlatego zaraz rozejrzę się za tą książkę, gdyż jego fabuła mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  7. takie książki, jeszcze tak nie dopracowane, to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja czasem lubię przeczytać coś takiego. Totalnie nie wymagające, zwykły relaks, historia, o której za chwilę zapomnę.. Dobry pożeracz nudy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Również nie przepadam za tego typu literaturą, dlatego będę omijać tę pozycję szerokim łukiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, słabiutko... Ja też nie przepadam za tego typu lekturami, aczkolwiek w okresie wakacyjnym zdarza mi się dwie lub trzy przeczytać, dlatego szukam ostatnio na blogach czegoś ciekawego. Co prawda do tej pory nie znalazłam, ale wiem już czego unikać...:)

    OdpowiedzUsuń

  11. Niestety fabuła powyższej książki nie wzbudza mojej ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Typowe romansidełko z tego co widzę, raczej mnie nie przyciąga, chociaż w okresie letnim, kto wie, jakby w ręce wpadło dla relaksu i zabicia nudy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach jak widzę takie książki to zastanawiam się jak można się czymś takim zachwycać. Ja romansidła omijam szerokim łukiem i dzięki Tobie ominę kolejne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Już okładka krzyczy "nie czytaj!", a Twoja recenzja tylko ten krzyk wzmacnia. :P

    OdpowiedzUsuń
  15. "Układ doskonały" to na pewno nie książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Na razie nie ma. ochoty na tę powieść, potem pewnie to się nie zmieni:p

    OdpowiedzUsuń
  17. Już gdy czytałam jak przedstawia się fabuła miałam na myśli jedno słowo - banał. I widzę, że Ty również doszłaś do takich wniosków :)

    OdpowiedzUsuń