poniedziałek, 6 maja 2013

Mapa i terytorium - Michel Houellebecq



tytuł: Mapa i terytorium
tytuł oryg.: La carte et le territoire
autor:  Michel Houellebecq
wydawnictwo: W.A.B.
rok wydania: 2011
ilość stron: 384

moja ocena: 8/10

W mojej wiejskiej bibliotece działa Dyskusyjny Klub Książki. Chciałabym napisać, że działa prężnie, ale byłaby to nieprawda, gdyż w comiesięcznych spotkaniach biorą udział zaledwie cztery osoby: ja, Kasia, Pani Hania i Michał – nasz bibliotekarz. Chłopak dwoił się i troił w swoich staraniach, jednak nie udało mu się namówić nikogo, aby dołączył do naszego skromnego grona. Lubię myśleć, że w tym przypadku jakość bierze górę nad ilością, a w naszej zaprzyjaźnionej grupce nie potrzebujemy obcych. Najczęściej na spotkaniach rozmawiamy chwilę na temat książki, którą trzeba było przeczytać, jeśli ktoś nie doczytał, to opowiadamy zakończenie, a dalsze konwersacje kręcą się wokół tematów kulturalno-życiowych. Jednak kwietniowe spotkanie zdominowała część refleksyjna skupiona wokół powieści Michela Houellebecqa „Mapa i terytorium”. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z prozą francuskiego pisarza i już wiem, że na pewno nie ostatnie. Powieść wywarła na mnie i współklubowiczach duże wrażenie (co prawda Michał trochę narzekał, że poprzednie powieści autora były lepsze) i każdy miał swoje trzy grosze do dorzucenia do ogólnej dyskusji.
Narracja prowadzona jest niespiesznie, leniwie, jakby od niechcenia. I chyba w tym tkwi jej moc, bo powieść przykuła moją uwagę od pierwszej strony. Choć przez cały czas nic szczególnego się nie dzieje, poznajemy koleje Jeda Martina – malarza i fotografa, a jego życie nie należy do emocjonujących, to jednak ja zatonęłam w tej opowieści. W pewnym momencie krzyżują się drogi Martin i Michela Houellebecqa – ekscentrycznego pisarza, który ma być autorem wstępu do katalogu  wystawy obrazów Jeda. Między dwóją artystów rodzi się nić porozumienia, która z czasem ma szansę stać się namiastką przyjaźni, jednak rozwijającą się znajomość przerywa brutalne morderstwo Houellebecqa.
Przez cały czas czekałam czy w powieści w końcu coś się wydarzy, a akcja nabierze rozpędu. Teoretycznie takim momentem powinien być motyw morderstwa pisarza, prowadzone dochodzenie, tajemnica skradzionego obrazu. Jednak ten rozdział zupełnie nie pasuje do całości, sprawia wrażenie przypadkowego. Jakby autor pisał na komputerze dwie książki i w pewnym momencie pomyliły mu się pliki, a cały ten fragment przekleił się niechcąco do „Mapy i terytorium”. Wiem, że jest to zabieg celowy i ta świadomość niezwykle mnie bawi, choć muszę przyznać, że „kryminalny” rozdział jest najsłabszym w całej powieści.
Houellebecq użył starego jak świat motywu artysty jako jednostki wybitnej, niezrozumiałe przez otoczenie. I choć Jed Martin odnosi zasłużony sukces, jest powszechnie szanowany i doceniany, to przez cały czas pozostaje samotny. Jednakże jego samotność nie jest karą, ciężarem, jakimś brzemieniem, ale świadomym wyborem. Zarówno Martin, jak i Houellebecq nie potrzebują ludzi. Obaj artyści są nieco autystyczni, ale dobrze im z tym. Poza wcześniej wymienioną dwójką w powieści ukazany zostaje jeszcze jeden artysta, a mianowicie Martin senior. Ojciec Jeda jest chyba najtragiczniejszą postacią z całej opowieści. To on porzucił  twórcze zapędy i dał się pochłonąć realnemu życiu. Przez to nie spełnił się ani w życiu zawodowym, ani osobistym. Z synem nie łączy go żadna autentyczna relacja, zdrowie poważnie szwankuje, a myśli staruszka zdominowały smutek i samotność. Mężczyzna świadomie zaczyna rezygnować z życia, poddaje się, bo wie, że i tak nie czeka go już nic dobrego.
Inną kwestią jest samotność człowieka współczesnego, żyjącego w świecie konsumpcjonizmu. W tym przypadku doskonałym przykładem staje się Olga - dziewczyna Jeda. Ich związek jest sterylny, oparty na zaspokajaniu potrzeb, pozbawiony głębszych uczuć. I nie jest to tylko wina wyobcowanego Martina, ale również Olgi, dla której posiadanie mężczyzny u boku jest raczej kolejnym dodatkiem do nowoczesnego stylu życia, obok oszałamiającej kariery, drogich szpilek, spotkań towarzyskich w modnych klubach i restauracjach. Związek nie ma nic wspólnego z potrzebami emocjonalnymi. Smutne to i niestety coraz częściej spotyka we współczesnym świecie.
Nie chcę się silić na kolejne daleko idące interpretacje, bo mogłabym zszokować samego autora swoimi przemyśleniami. Jak dla mnie ogólny wydźwięk powieści jest smutny, a ja bardzo lubię smutne książki. Szczerze polecam!!!

21 komentarzy:

  1. Ja też lubię smutne książki, bo są najpiękniejsze i najprawdziwsze, bo niestety, cytując klasyka "w życiu piękne są tylko chwile".
    Ps. Ja nie mogłabym być uczestnikiem żadnego klubu dyskusyjnego, bo to przypominałoby mi koszmarne lekcje polskiego i fakt, że nigdy nie umiałam nic wartościowego wnieść do dyskusji.

    A ten autor, już nawet sprawdzałam sobie kiedyś jak wymawia się jego nazwisko, mam nadzieję, że poznam go lepiej wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
  2. No patrz :) Jak fajnie, że zrecenzowałaś tę książkę, bo dostałam ją w wakacje od Cioci mojego chłopaka, która mieszka w Francji. A że jestem zapaloną miłośniczką zarówno kultury jak i języka francuskiego to muszę tę powieść przeczytać, ale pewnie dopiero w wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, dużo dobrego słyszałem o tym autorze, ale jeszcze nie zabrałem się za żadną z jego książek. Dopiszę to listy "Przeczytać" xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego w mojej bibliotece nie ma klubu dyskusyjnego? Bardzo fajna akcja :) A co do książki, zainteresowała mnie średnio, ale ostatnio odczuwam potrzebę czegoś refleksyjnego, więc może się skuszę

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie w mieście w domu kultury działa jakieś koło tego typu, jednakże przeznaczone jest dla osób starszych bądź dzieci. Młodzież niestety nie zalicza się do żadnej z tej grup, nad czym ubolewam.
    Ani o książce, ani o autorze nie słyszałam. Nie jestem pewna, czy sięgnę po ową pozycję, ale może kiedyś z ciekawości to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety należę do tej starszej już grupy :p chociaż młodzieżowy DKK tej jest i fajne książki tam czytają :)

      Usuń
  6. W liceum czytałam "Platformę" i wydała mi się trochę zbyt wulgarna. Wierzę jednak, że Houellebecq ma lepsze ksiązki, które bardzo chętnie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej książce nigdy wcześniej, ale muszę przyznać, że niekiedy warto poczytać takie smutne, refleksyjne powieści, które uwrażliwią nas na otaczające życie.Ja w każdym razie będę miała na uwadze powyższą publikacje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię smutnych książek, ale cenię sobie Houellebacq'a. Czytałam "Cząstki elementarne" i choć była to trudna lektura to moim zdaniem wyjątkowa. Akurat wtedy wyszła również "Mapa i terytorium", było głośno o przyznaniu jej nagrody Goncourtów, więc kupiłam i od tej pory leży. Muszę przekopać biblioteczkę i ją odnaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki Klub Dyskusyjny to fajna sprawa, autora nie znam, może kiedyś skuszę się na książkę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się do klubu dyskusyjnego nie nadaję, bo marna ze mnie dyskutantka. A książka zapowiada się dobrze, też lubię smutne historie.

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie nie ma takiego Klubu Dyskusyjnego, a szkoda, bo chętnie bym na takowe spotkania chadzała.
    Co do książki to lubię powieści smutne, ponieważ są po prostu bardziej życiowe i prawdziwe, ale obecnie chyba potrzeba mi czegoś nieco weselszego. Idąc tym tropem aktualnie czytam "Singli", ale "Mapę i terytorium" zachowam w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet nie wiem czy taki klub mamy, bo z pewnością nie odważyłabym się zabrać głosu. Co innego pisać, to jakby rozmawiać z sobą - zawsze mnie to zadziwia, że to jest potem czytane;)Książkę z pewnością przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie mnie okładka zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
  14. naleze do grona osob, ktore uwielbiają smutać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba nie ważne, czy 4 czy 14 osób, ważne że taki klub działa i chęci są, może się to rozrośnie z czasem. Sam bym z chęcią zapisał się do takiego klubu i podyskutował o książkach.

    Tego autora nie znam i nigdy o nim nie słyszałem, ale przyznam, że czuję się zainteresowany.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam ten motyw w literaturze - wyalienowany artysta. Tym chętniej sięgnę po tę książkę. Fabuła mnie oczarowała, a i problemy w niej przedstawione niezmiernie mnie interesują.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasem mam ochotę na smutne książki, dlatego z tą z chęcią się zapoznam.
    Żałuję, że u mnie w mieście nie działa taki klub, bo z pewnością bym się do niego zapisała.

    OdpowiedzUsuń
  18. Biedny Michał - bibliotekarz..oby udało mu się zachęcić więcej osób do przystąpienia do DKK. Wtedy i Wasze dyskusje będą ciekawsze;)
    Co do samej książki - nie lubię smutnych powieści. Coś czuję, że nie polubiłabym się zbytnio z tym autorem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Niestety książka nie jest dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie DKK jest prężny, choć na ostatnim spotkaniu było... 6 osób. Daje do myślenia. Internet i fora dobra sprawa, ale nic nie zastąpi dyskusji z żywym człowiekiem. Do dwa światy. A książka - sam nie wiem. Na razie się nie skuszę pomimo tak wysokiej oceny. Zostawię na zaś. Rzeczywistość jest wystarczająco smutna, bym się dobijał taką powieścią.

    OdpowiedzUsuń