piątek, 31 maja 2013

Lekcje francuskiego - Ellen Sussman


tytuł: Lekcje francuskiego
tytuł oryg.: French lessons
autor: Ellen Sussman
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
rok wydania: 2012
ilość stron: 306

moja ocena: 3/10

Skusiła mnie Wieża Eiffela na okładce, opis wydawcy i Paryż. Zapisałam się na książkę w bibliotece i spokojnie czekałam w kolejce. Po telefonie od pani bibliotekarki popędziłam po swój egzemplarz i dosłownie rzuciłam się do czytania. I co? I teraz żałuję....
Akcja powieści Ellen Sussman „Lekcje francuskiego” rozgrywa się w ciągu jednego dnia w Paryżu. Malownicza sceneria i najromantyczniejsze miasto świata to jedyne plusy tej publikacji. No może jeszcze lekkie pióro autorki działa na jej korzyść dzięki temu lektura nie jest nużąca. Zaraz na wstępie poznajemy trójkę nauczycieli języka francuskiego -  Nico, Chantal i Philippe. Tworzą oni specyficzny trójkąt miłosny, gdyż Chantal sypia na co dzień z  Philippe, a ponieważ on zdradza ją na potęgę, to dziewczyna dla zemsty idzie do łóżka także z Nico, który oczywiście jest w niej po uszy zakochany i ma nadzieję na trwały związek.
Są też uczniowie, Amerykanie - Josie, Riley i Jeremy. Każde z nich boryka się z poważnymi problemami. Josie miała przyjechać do Paryża z kochankiem, jednak mężczyzna zginął tragicznie w wypadku lotniczym. Postać młodej nauczycielki zirytowała mnie najbardziej. Dziewczyna wdała się w romans z żonatym mężczyzną, ojcem jednego ze swoich uczniów. Sama zdaje sobie sprawę z faktu, że na pewno nie jest pierwszą, z którą jej facet zdradza żonę. Z jednej strony Josie wie, że robi źle, ale cały czas daje sobą manipulować, mami się jego obietnicami, wierzy w miłość, która i tak nie ma szans na spełnienie, ponieważ kochanek nie ukrywa, że nadal kocha żonę i syna, dlatego nie chce zostawić rodziny. Z kolei Riley nie radzi sobie z problemami małżeńskimi. Kobieta wie, że coraz bardziej oddala się od męża. Codzienne życie w obcym kraju przygniotło ich za bardzo.  Jej sposobem na ratowanie resztek małżeństwa jest romans z  Philippe! Natomiast Jeremy jest tak bezbarwny i nijaki, że nie mam nic do powiedzenia na jego temat.
Muszę przyznać, ze lektura powieści wywołała we mnie wiele emocji. Niestety tylko tych negatywnych! Przez cały czas niesamowicie denerwowałam się na bohaterów i ich głupie wybory życiowe. Jedyną fajną postacią był Nico i tylko on uratował powieść przed totalna katastrofą. Chyba jestem zbyt kościółkowa i za mało nowoczesna i wyluzowana, żeby przymknąć oko na moralny aspekt całej opowieści. Najbardziej mnie wkurza, że ktoś próbuje mi wmówić, że te wszystkie zdrady, kłamstwa i oszustwa są w porządku. Rozumiem, że rożnie w życiu się układa, ale jeśli związek się rozpada, to miejmy odwagę wyjaśnić sobie wszystko i rozstać się, a nie wskakiwać do łóżka komu popadnie tylko po to, żeby uleczyć własne frustracje. Mimo wszystko książki powinny nieść ze sobą jakieś pozytywne przesłanie, a tego zupełnie nie mogłam się dopatrzyć w prozie Ellen Sussman.
Opis z tyłu okładki to jedna wielka bzdura. Nie ma w niej nic żartobliwego i orzeźwiającego. Całość jest raczej smutna i depresyjna. Zdecydowanie nie powinni po nią sięgać ludzie z problemami osobistymi, bo tylko bardziej się zdołują. Nie dostrzegłam również niczego erotycznego i rozkosznego. Podejrzewam, że w moim egzemplarzu ktoś podmienił kartki!
Chcecie przeczytać zapierającą dech w piersiach historie wielkiej miłości na tle pięknego Paryża? Sięgnijcie lepiej po genialny „Łuk triumfalny” E.M. Remarque'a, a nie marnujcie czas na takie farmazony jak powieść pani Sussman.

26 komentarzy:

  1. Choć sam opis tej książki całkiem mnie zainteresował, to jednak zaufam Twojej opinii i raczej nie skuszę się na "Lekcje francuskiego" (choć przeczytawszy już sam tytuł pomyślałam, że to z pewnością powieść magiczna).
    Zabieram się za szukanie informacji o „Łuku triumfalnym” Remarque'a, jestem bardzo ciekawa tej powieści :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i znowu odzywa się we mnie mój przekorny charakter, bo mimo Twojego rozczarowania (albo właśnie dlatego), mam i tak ochotę po tę książkę sięgnąć. Raczej nie nastąpi to zbyt szybko, bo mam na razie spore stosiki do ogarnięcia, ale w przyszłości być może ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie ukrywam, że miałam na nią ochotę. Ale na taki miszmasz nie bardzo... Spodziewałam się zupełnie innej historii niż ekscesy miłosne. Szkoda, że okazała się być tak kiepska. I dzięki za ostrzeżenie, na pewno ją będę omijać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę na liście blogów "Lekcje francuskiego..." to zajrzeć nie mogłam, bo na taką lekcję się wybieram niedługo. Spodziewałam się raczej czegoś w stylu podręcznika. Ale nic, czytam recenzję (pogubiłam się przy tych wszystkich ojcach i tym, kto komu do łóżka wskakiwał...) i jak chyba większość nie przeczytam (zresztą, ogólnie jestem sceptycznie nastawiona do tego typu powieści).

    PS. Widziałaś to wykonanie "Yesterday" Natalii Nykiel? Co prawda, Beatlesom nie dorówna, tej specyfiki nie uchwyiła i całej otoczki, jednak da się słuchać bez morderczych myśli :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zobaczyłam na youtube :) dzięki za zwrócenie uwagi! telewizji nie oglądam, więc żyłam w nieświadomości. Szczerze mówiąc nie lubię jak kobiety śpiewają, a tym bardzie Beatlesów, ale faktycznie to wykonanie jest zadziwiająco dobre :)

      Usuń
  5. Wydawnictwo Literackie wydaje takie słabe książki? :/ Dobrze, że swój egzemplarz miałaś z biblioteki, a nie własny. Zdecydowanie nie jest to książka dla mnie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, ale przeważnie takie książki nie zachwycają, mają za to dobrą reklamę ;)

    A czy Paryż taki najromantyczniejszy? No nie wiem. Na pewni bardzo klimatyczny i uroczy, ale Praga jest równie ładna, a Rzym o wiele piękniejszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Praga wygrywa każdy ranking, ale chodziło mi raczej o takie masowe pojęcie, a jednak w świdomości społecznej Paryż jest na pierwszym miejscu :)

      Usuń
  7. o kurczę, ostro. Szczerze mówiąc, odkąd zobaczyłam tę książkę w nowościach, skuszona Paryżem, miałam na nią wielką ochotę, ale po tym jak przedstawiłaś całą historię raczej się nie skuszę.. A zamiast tego rozejrzę się za "Łukiem Triumfalnym" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam "Łuk triumfalny" z całego serca :) moja ulubiona kisążka :)

      Usuń
  8. Posłucham się twojej rady i będę omijać tę książkę z daleka i ewentualnie sięgnę po "Łuk triumfalny", który tak mocno polecasz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Marto to fantastyczna rada. Mało kto pisze tak o miłości, jak Remarque, a już w Łuku triumfalnym zrobił to niezwykle pięknie i delikatnie.
    Niech dziewczęta czytają o miłości, a nie miłostkach doprawionych erotyzmem.)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie słyszałam o niej, ale widzę, że nie warto sobie głowy zawracać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka również nie dla mnie, też wolę gdy lektura niesie ze sobą pozytywne przesłanie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozytywnego przesłania wszędzie nie szukam,ale telenowel unikam :)dzięki za ostrzeżenie (a okładka kuuusi).

    OdpowiedzUsuń
  13. Widzę, że nie tylko mnie okładka skusiła. Dzięki Tobie na szczęście nie sięgnę :) Myślę, że nie trzeba być "kościółkowym", by zwracać uwagę na aspekty moralne, o których piszesz. Niestety to coraz częściej spotykana tendencja w literaturze i filmie, by lekkość historii łączyć z lekkomyślnością.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja naiwna cieszyłam się, że upolowałam :-) No nic, poczeka swoje i może kiedyś sięgnę. Rozczarowanie Paryżem już przeżyłam, to i rozczarowanie Lekcjami francuskiego może jakoś zniosę ;-) Ale dobrze, że napisałaś taką szczerą opinię - do tej pory czytałam raczej pozytywne opinie i nie miałam pojęcia, że tyle tam brudu...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ajć! Moje nadzieje znowu poległy. Marzyłam o ksiazce, której akcja rozgrywa sie we Francji, tylko, ze ta ksiazka miala byc dobra ;/

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie pewnie okładka też by mocno zachęciła, ale skoro mówisz, że nie warto... to raczej nie będę sięgać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. A książka ma taką ładną okładkę, zachęcającą żeby po nią sięgnąć... Fabuła wydaje się dosyć skomplikowana (kto, z kim i dlaczego) Mi również nie odpowiada takie postrzeganie relacji międzyludzkich i taki sposób na rozwiązywanie problemów w związku. Będę omijać.

    OdpowiedzUsuń
  18. To prawda, okładka piękna. Jak czytałam opis tych wszystkich romansów, to naprawdę odechciało mi się sięgać po tę powieść. Też jestem za mało nowoczesna i takich rzeczy nie toleruję, a nie mam zamiaru się denerwować na bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeśli mówisz, że książka jest aż tak słaba, to będę się od niej trzymać z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Źle, że się biedna musiałaś z tą książką męczyć, ale dzięki temu ustrzegłaś mnie i wiele innych osób przed olbrzymim błędem. Gdybym zobaczył "Lekcje Francuskiego" w bibliotece na pewno bym wzięła, przez swój sentyment do Paryża.
    I nie dziw się, że ci tu jakieś dziwne coś piszę. Wzorem ciebie i całej reszty przełączyłam się na google +.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pamietam, ze chcialas przeczytac i ciekawa bylam Twojej opinii. Mnie tez rozczarowala ta ksiazka. Ocednilam ja po okladce i niestety - obwoluta to jedyna rzeczy, ktora mi sie podobala...

    OdpowiedzUsuń