piątek, 10 maja 2013

Kiedy byłeś mój - Rebecca Serle


tytuł: Kiedy byłeś mój
tytuł oryg.: When You were Mine
autor: Rebecca Serle
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
rok wydania: 2013
ilość stron: 320

moja ocena: 7/10

Z góry zakładam, ze wszyscy znają historię tragicznej miłości Romea i Julii autorstwa Williama Shakespeare'a. Ale tylko uważni czytelnicy pamiętają, że Julia nie była pierwszą miłością Romea. Chłopak kochał wcześniej Rosaline i ta miłość spędzała mu sen z powiek. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy młodzieniec ujrzał na balu piękną nieznajomą. Z nowego uczucia zwierzył się Bratu Wawrzyńcowi, którego zaskoczyła nagła zmiana uczuć Romea.

„Spójrz, na policzku ślad; to łza osiadła,
A tak niedawna, że jeszcze nie spadła.
Ty i łzy twoje wraz z boleścią całą,
Do Rosaliny wszystko należało.
I jak się dziwić niewiast niestałości,
Jeśli w mężczyznach jest tyle słabości.”

(Akt II scena 3, przekład Maciej Słomczyński, co prawda wolę tłumaczenia Barańczaka, ale akurat ten fragment lubię w wersji Słomczyńskiego. Mam w domu obie wersje i sprawia mi przyjemność porównywanie ich ze sobą. Wiem, jestem dziwna).

Z tego motywu skorzystała amerykańska pisarka Rebecca Serle, która postanowiła opowiedzieć alternatywną historię Rosaline, przeniesioną w czasy współczesne. Wakacje właśnie dobiegły końca. Rosaline boi się pierwszego dnia w szkole, gdyż przez całe lato nie widziała się ze swoim sąsiadem i przyjacielem Robem, w którym dziewczyna podkochuje się od dłuższego czasu. Między nastolatkami zaczęło się coś dziać, jednak wakacje rozdzieliły młodych na dwa długie miesiące. To pierwsze spotkanie ma być decydujące. W trakcie rozwoju fabuły okazuje się, że Rob również darzy swoją przyjaciółkę uczuciem, a ich znajomość zaczyna zmieniać się w coś głębszego. Szczęście Rosaline pryska jak bańka mydlana, gdy na scenę wkracza Juliet – kuzynka i dawna przyjaciółka Rosie.
Od kiedy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach Wydawnictwa Literackiego wiedziałam, że muszę ją zdobyć. W końcu udało się ją dopaść w bibliotece, więc od razu przystąpiłam do lektury. Już na wstępnie Rebecca Serle zebrała u mnie kilka minusów.
Pierwszy minus – autorka zaczęła od tego, że w przypadku wielkiej i idealnej miłości Romea i Julii Shakespeare się mylił. Szanowna Pani, Shakespeare nigdy się nie mylił!
Drugi minus - zdenerwowałam się bardzo i rozczarowałam, bo będąc dokładnie na 35 str. domyśliłam się zakończenia powieści. Oczywiście nie wiedziałam jak potoczą się losy poszczególnych bohaterów, aż takiego daru prorokowania nie mam, ale finał okazał się być aż nazbyt oczywisty i do bólu banalny. Szkoda, że autorka nie wysiliła się bardziej i wybrała najprostsze z możliwych rozwiązań.
Trzeci minus – Charlie. Bohaterka cały czas mnie wkurzała. Wiem, że w prawdziwym życiu również nie polubiłabym dziewczyny w jej typie.
Czwarty minus -  nie rozumiem dlaczego autorka zachowała oryginalne imiona Rosaline i Juliet, a z Romea zrobiła Roba (cały czas przed oczami stawał mi Pattinson, co skutecznie psuło mi zabawę). Przecież akcja powieści dzieje się w Stanach Zjednoczonych, a tam można nazwać dziecko w zależności od fantazji rodziców, więc na tle wszelkich dziwacznych imion Romeo brzmi całkiem normalnie.
Mimo wszystkich minusów (z matematyki nie jestem najlepsza, ale podobno dwa minusy dają plus) historię Rosaline przeczytałam z przyjemnością, gdyż mam słabość do książek, filmów i seriali, których akcja rozgrywa się w szkole, a bohaterami jest grupa młodzieży. Może to jakaś nostalgia za czasem, który minął i już nie wróci?
Od pierwszej strony polubiłam Rosaline. Bohaterka  została wykreowana na fajną i normalną dziewczynę. Również Olivia i Juliet zdobyły moją sympatię.  Z kolei postacie męski nie wzbudziły we mnie zupełnie żadnych emocji, ale nie mogę również powiedzieć, że ich kreacji mi się nie podobały.
W zasadzie mogę stwierdzić, ze powieść godna jest polecenia. Pomono mniejszych i większych wad czyta się ją szybko, a odbiór całości jest zdecydowanie pozytywny. Sama pochłonęłam ją za jednym zamachem. Jestem pewna, że  złapie za serce niejedno wrażliwe dziewczę.

20 komentarzy:

  1. Z chęcią przeczytam tą polemikę z Szekspirem, chociaż szkoda, że zakończenie Twoim zdaniem kuleje. No nic, nie będzie się po prostu nastawiać na ochy i achy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo intryguje mnie ta pozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawiązanie do tego dzieła!? Aż z ciekawości będę musiała przeczytać. Już mniejsza o te minusy, które i tak dają plusy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomimo kilku mankamentów również jestem skłonna przeczytać tę książkę, ponieważ jej fabuła mnie bardzo zaciekawiła. Mam nadziej, że nie będzie, aż tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozbudziłaś moją ciekawość

    OdpowiedzUsuń
  6. Już kiedyś ta książka mnie zaciekawiła, ale później o niej zapomniałam. Dzięki za przypomnienie! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje mi się warta uwagi. Rozejrzę się za nią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię stare opowieści przeniesione w nasze czasy, choć rozterki miłosne nigdy nie wzbudzały mojego zainteresowania :) Może się skuszę

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak można stwierdzić, że Shakespeare się pomylił!? Czuję się osobiście tym dotknięta.
    Przyznaję się, że nie pamiętałam o Rosaline. Bardzo dawno tej książki sobie nie powtarzałam. Do tej prawdę mówiąc niezbyt mnie ciągnie, nie mój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również tak się poczułam! :) cieszę się, że się rozumiemy :)

      Usuń
  10. Nie miałam na nią ochoty, ale chyba mnie do niej przekonałaś.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja raczej sobie odpuszczę, chyba te minusy mnie przekonały. A może to już nie ten wiek:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Moze kiedys po nia siegne, ale jak na razie mowie nie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie również ta powieść bardzo zainteresowała, ale niestety nie miałam jeszcze okazji jej czytać. Szkoda, że książka ma kilka słabych stron. Ale, podobnie jak Ty, mam chyba sentyment do tego typu historii. Poza tym ciekawi mnie, jak konkretnie autorka potraktowała ten wątek zaczerpnięty z dzieła Szekspira.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chętnie ją przeczytam mimo tych wszystkich minusów:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tym razem nie czuję się do końca przekonana. Raczej ostatnio wolę czytać o morderstwach :P Także na razie spasuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. No to się zdziwiłam, że Romeo kochał inną!
    Nie lubię uwspółcześnionych na siłę historii i nic mnie do nich nie przekona. A wypisane przez Ciebie minusy tej książki jeszcze bardziej mnie utwierdzają w przekonaniu, że po "Kiedyś byłeś mój" nie warto sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  17. ciekawe...zaintrygowalas mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Sama nie wiem, jak nie będę miała co czytać to i może po nią sięgnę;)

    OdpowiedzUsuń