środa, 1 maja 2013

Chustka - Joanna Sałyga

tytuł: Chustka
autor: Joanna Sałyga
wydawnictwo: Znak
rok wydania: 2013
ilość stron: 400

moja ocena: 7/10

Joanna Sałyga umarła 29 października 2012 r. Przez dwa i pół roku walczyła z rakiem żołądka. Za namową Niemęża prowadziła blog od pierwszego dnia, gdy usłyszała diagnozę. 10 kwietnia 2010 r. zaczęła zwyczajnie:
„mam 34 lata.
ważę 56 kg przy wzroście 171 cm.
urodziłam pięć lat temu przez cięcie cesarskie chłopczyka.

od kilkudziesięciu godzin mam raka.”

Chustka przyciągnęła do siebie tłumy czytelników. Wokół jej osoby powstała ogromna grupa ludzi dobrej woli, którzy wspierali ją w codziennej walce, szukali pocieszenia, czerpali siłę z jej słów. Obecnie jej blogowe zapiski ukazały się w formie książkowej, a już na jesień mąż Joanny opublikuje historię ich miłości pt. „Nieżona”.

Trudno oceniać książkę taką jak ta, bo to tak jakby oceniać czyjeś życie. A tego się nie da. Nie da się stwierdzić, że te decyzje były słuszne, a tamte błędne, że bohaterowie byli dobrze lub źle wykreowani, że akcja była nudna lub zapierająca dech w piersiach. Można tylko siedzieć cichutko i patrzeć. Chociaż rola świadka wcale nie jest taka prosta, bo momentami chce się buntować, tupać nogami, krzyczeć, że to niesprawiedliwe, że z niej taka fajna babka, że przecież jest dziecko, które trzeba wychować, Niemąż, którego trzeba kochać i kot, o którego ktoś musi zadbać.
Momentami drażniły mnie różne gierki słowne, przeinaczenia wyrazów, spolszczone słówka angielskie. Ale przecież to były jej słowa. W jakiś sposób określały to, kim była. A była niesamowicie odważną kobietą. I wspaniałą matką. W końcu wszystko co robiła, robiła z myślą o synku. To musi być straszne – przygotowywać dziecko do własnej śmierci. Właśnie te fragmenty o Janku są najbardziej wzruszające. Okruszki matczynej miłości. To, że grzała jego piżamkę na kaloryferze, że rozmawiała z nim jak z dorosłym, mówiła prawdę, nawet tę najtrudniejszą, czytała bajki, pomagała w lekcjach, mimo potwornego zmęczenia gotowała obiady. Niby nic, zwyczajne życie, a właśnie w tych momentach w oczach kołyszą się łzy.
Przypomniały mi się słowa innej Joanny, tej z „Łuku triumfalnego” E.M. Remarque, „Dziwne – powiedziała nagle bardzo cicho. - Dziwne, że można umrzeć kochając.”
Piękna, wzruszająca, ale i pełna humoru historia Chustki warta jest poznania i zapamiętania. Nie potrzeba już więcej żadnych słów. Polecam!

P.S.
Tylko jedno doprowadzało mnie do szału – brak numeracji stron w książce! No jak tak można! W końcu to książka, a nie blog i strony powinny być ponumerowane. 

25 komentarzy:

  1. Już sama recenzja mnie wzruszyła. Chyba nie będę w stanie przebrnąć przez te zapiski...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając twoją recenzje mam ciary na rękach i dreszcze na całym ciele. Nie wiem, czy byłabym w stanie przeczytać tę książkę. Chyba nie, gdyż ilekroć spojrzę na zdjęcie Joanny, to od razu chce mi się płakać. Dlaczego Bóg zabiera do siebie tak młode kobiety, przed którymi dopiero otwiera się świat. Nie mogę tego pojąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam blog Asi, pamiętam dzień, w którym pojawiła się informacja o Jej odejściu. To była obca osoba, ale tak cholernie zabolało. Może dlatego, że sama jestem matką, że nie wyobrażam sobie przygotowania córeczek na moje odejście... Chustka była niezwykłą osobą. Mało jest osób, które tak pielęgnują chwile. Warto o Niej pamiętać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam tę historię i boleje, że ludzie odchodzą, a szczególnie ci młodzi, pełni zapału i wiary .

    OdpowiedzUsuń
  5. Brak numeracji? to dobrawdy dziwne i jest to jedyny czynnik, ktory odrzuca mnie od tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale do czego Ci jest potrzebna numeracja stron?
      Do zapamiętania "gdzie skończyłam czytanie?" - są zakładki.
      Mam tę książkę i absolutnie mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - podkreśla to wyjątkowość tej pięknej książki...

      Usuń
  6. Czytałam jej bloga i czuję się trochę tak, jakbym ją znała.

    OdpowiedzUsuń
  7. oO to musi być smutne-nie chce płakać na razie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo trudno oceniać biografie, a autobiografie jeszcze trudniej. Często mam dylemat moralny, czy mogę "oceniać" czyjeś życie. Choć doskonale wiem, że to nie o to przecież chodzi. Miałam tak z książkową spowiedzią Natashy Kampush "3096 dni i nocy". W ostateczności postanowiłam sobie, że będę te książki oceniać nie za treść, bo to byłoby niemoralne, a za warsztat i ogólne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Żałuję, że nie znałam blogu autorki. Czytam jednak już którąś z kolei recenzję książki i mam wrażenie, że to bardzo wartościowa pozycja...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie dziwie się, że książka jest warta przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  11. znałam jej blog, choć trafiłam tam dość późno... początkowo miałam mieszane uczucia, bo odniosłam wrażenie, że pisanie o chorobie traktuje jako sposób na zdobycie popularności, ale później zmieniłam zdanie.

    ps. niedawno dość głośna historia jest o kobiecie, która udawała chorą na raka przez ok. 6 lat. na jej leczenie zbierano fundusze, organizowano koncerty...kłamała nawet przed mężem. wszystko po to, aby zyskać uwagę i troskę otaczających ją ludzi. był o niej artykuł w Wyborczej.
    jest mi jej żal. to strasznie, że musiała się chwytać takich sposobów, aby zaspokoić własny głód emocjonalny. choć ludzie, którzy jej przekazywali pieniądze, na pewno czują się oszukani...

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje mi się, że chwilowo nie jestem gotowa na to, żeby się zmierzyć z tą książką...

    OdpowiedzUsuń
  13. Na razie nie zdecyduję się na tę książkę. Czytałam kilka innych takich książek "napisanych przez życie" i rzeczywiście trudno je oceniać. I na pewno wzbudzają one dużo więcej emocji niż fikcja.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na blog Chustki trafiłam niedługo po jej odejściu. Nie przeczytałam jej wszystkich wypowiedzi, ale już lektura części wywołała u mnie przemyślenia, o których wyżej napisała Domi: ona celebrowała każdą chwilę, a jednocześnie oswajała swoje dziecko ze zbliżającą się śmiercią. Ja sobie tego nie wyobrażam. Książkę zamówiłam ostatnio, bo na stronie Znaku jest promocja. Szkoda, że nie ma numerów stron.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pewnych pozycji po prostu się nie ocenia. Bo są takie pozycje, które, choć zapisane są w formie książki czy filmu, wcale nimi nie są. Są czymś więcej. Są przeżyciem, doznaniem, a nie pozycją którą odkłada sie na półkę i zapomina. Myślę, że tak jest w tym przypadku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo wzruszające. Takie historie pozwalają nam odkryć to, czego nie doceniamy na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
  17. Powstaje wiele blogów osób zmagających się z rakiem. Kiedyś próbowałam jeden z nich czytać, jednak poddałam się dość szybko. Nie dałam rady choć byłam przecież obcym, całkowicie postronnym czytelnikiem. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przerażające jest to, że tak młode i wspaniałe osoby po prostu... odchodzą, podczas gdy tyle-z przeproszeniem- gnid, żyje nadal. Płakać się chce na samą myśl. Nie jestem pewna, czy dałabym radę przeczytać tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zgadzam się z cyrysią, że już czytając Twoją recenzję, można złapać niezłego doła. Jednak bardzo chętnie przeczytam tą książkę, nawet jeśli miałabym wylać nad nią morze łez.

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdzieś o niej czytałam i już wtedy mnie zaciekawiła. Zdecydowanie muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakiś czas temu przeczytałam gdzieś o tej pani, trafiłam na jej bloga, przeczytałam kilka zapisków, popłakałam. Niesamowita kobieta. Czuję, że to będzie ciężka emocjonalnie lektura, ale chcę poznać jej historię, przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  22. słyszałam o niej,...zaciekawilas mnie....

    OdpowiedzUsuń
  23. Z jednej strony wiem, że ciężko byłoby mi czytać tę książkę przy takiej dawce emocji, a z drugiej strony jestem pewna, że wkońcu po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo pozytywnie odebrałam Chustkę, dała mi dużego kopa do wzięcia się za siebie i czerpania z życia:)

    OdpowiedzUsuń