piątek, 5 kwietnia 2013

Żywe Trupy. Droga do Woodbury - Robert Kirkman, Jay Bonansinga



tytuł: Żywe Trupy. Droga do Woodbury
tytuł oryg.: The Walking Dead. The Road to Woodbury
autor:  Robert Kirkman, Jay Bonansinga
wydawnictwo: Sine Qua Non
rok wydania: 2013
ilość stron: 320

moja ocena: 6/10

Po wampirach i wilkołakach przyszedł czas na zombie. Żywe trupki stały się popularne dzięki serii komiksów autorstwa Roberta Kirkmana. Później był obsypany nagrodami serial. Po książkę sięgnęłam z czystej ciekawości zaintrygowana rosnącą popularnością żywych trupów.
Współczesny świat zdominowany zostaje przez plagę zombie. Ludzie gromadzą się w niewielkich skupiskach, tworzą prowizoryczne osady i w grupach próbują walczyć z wygłodniałymi potworami. Głowna bohaterka powieści Lilly Caul mieszka w jednej z takich namiotowych wiosek. W czasie jednego z wielu ataków zombie ginie jedna z dziewczynek, którą Lilly miała się opiekować. Sponiewierana przez zrozpaczonego ojca dziewczynki młoda kobieta opuszcza osadę wraz z grupka przyjaciół. Po drodze grupa uciekinierów przeżywa mrożące krew w żyłach przygody, aż w końcu dociera do ogrodzonego murem miasteczku Woodbury. Pozornie mieścina sprawia wrażenie bezpiecznej przystani. Mur otaczający osadę sprawia wrażenie solidnego, każdy otrzymuje własne mieszkanie i pracę gwarantującą wyżywienie. Dodatkowo mieszkańcy działają w grupie, więc odnoszą sukcesy w walce z zombie. Nieformalnym dowódcą mieszkańców Woodbury jest tajemniczy Gubernator, który osobiście otacza opieką nowoprzybyłych. Tylko Lilly podejrzewa, że rzeczywistość nie może być aż tak sielankowa....
Muszę przyznać, że akcja powieści cały czas mnie zaskakiwała. Nie znam ani serialu, ani komiksu, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Chociaż po pewnym czasie zauważyłam, że fabuła jest nieco schematyczna. Przez pewien czas nic się nie dzieje, poznajemy bohaterów i ich rozterki wewnętrzne i nagle rozpętuje się piekło. Później znów akcja płynie normalnym rytmem, śledzimy poszczególne postaci, obdarzamy ich osobistymi sympatiami, bądź antypatiami i w pewnym momencie niespodziewanie wybucha kolejna walka, i tak już do końca. Krew się leje strumieniami, flaki latają w powietrzu, smród rozkładających się zwłok aż zapiera dech, zewsząd słuchać charczenie i mlaskanie. Wszelkie opisy tego typu nie będą przyjemne dla co wrażliwszych czytelników. Sama momentami marszczyłam nos z obrzydzenia. Wisienką na tym gnijącym torcie jest postać Gubernatora Philipa Blake'a! To on nakręca całe show i skupia na sobie całą uwagę czytelnika.
Pod przykrywką horroru i makabrycznej rozrywki znajdują się jednak gorzkie spostrzeżenia dotyczące życia i ludzi. Ocaleni formują się w grupy, żeby mieć większe szanse na przetrwanie, a jako istoty stadne wybierają spośród siebie lidera, który będzie trzymał w ryzach całe społeczeństwo.  Miasteczko, które tworzą pozornie zapewnia bezpieczeństwo, jednak z żyjących w ciągłym niebezpieczeństwie obywateli wychodzi wszystko co najgorsze. Na próżno szukać serdeczności i odruchów empatii. Chodzi tylko o to, żeby przeżyć za wszelką cenę nie bacząc na konsekwencje. To nie zombie są największym zagrożeniem ludzi. Można jedynie ze smutkiem powtórzyć za klasykiem „Homo homini lupus est”.
Powieść „Żywe Trupy. Droga do Woodbury” polecam przede wszystkim fanom serii, bo ci z pewnością nie będą zawiedzeni. Całą resztę również zachęcam do sięgnięcia po lekturę, gdyż wbrew pozorom opowieść Kirkmana i Bonansinga jest czymś więcej, niż tylko popkulturową rozrywką. Polecam!
***
Przy okazji pochwalę się, że wg. portalu lubimyczytać.pl „Żywe Trupy. Droga do Woodbury” jest 800 książką, którą przeczytałam w życiu, a jednocześnie 52, która przeczytałam w tym roku! Jedno sukces na ten rok został osiągnięty :) 

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Oskara i Wydawnictwa Sine Qua Non!


23 komentarze:

  1. Koniecznie musisz zapoznać się z serialem - jest on naprawdę bardzo wciągający. Chętnie sięgnę po książkę, bo - jak zresztą polecałaś nam, fanom serii - ciekawi mnie ta tematyka ;)
    Pozdrawiam,
    Mai

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie jestem przekonana do tej książki, tym bardziej, że "Krew się leje strumieniami, flaki latają w powietrzu". Zombie mówię stanowcze nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. OO o zombie to ja chyba jeszcze nie czytałam ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze książek o takiej tematyce, ale ostatnio widzę, że zombi robi furorę, więc muszę z czystej ciekawości przeczytać „Żywe Trupy. Droga do Woodbury”.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję okrągłej liczby lektur:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkiem przyjemna była pierwsza część, tym bardziej, jeśli ktoś jest fanem serialu. Drugą część już mam i czeka ona w kolejce. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No to teraz do 1000;)
    Zombie tu, zombie tam...Trzeba będzie w końcu coś z tej tematyki przeczytać. Albo powyższą, albo Feed:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że jestem bardzo ciekawa tej serii. Jak najbardziej moje klimaty. Więc pewnie w swoim czasie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej tematyka nie dla mnie ... zombie ... brrrr

    OdpowiedzUsuń
  10. Do tak zwanych żywych trupów nigdy nie pałałam większą sympatią i podejrzewam, że w najbliższej przyszłości to się nie zmieni, więc na razie dam sobie spokój z tą serią ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o książkę raczej nie dla mnie, choć może serial - kto wie?
    Mnie też niebawem stuknie osiemsetka ;-)
    A no i masz inną oceną i inną etykietkę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zombie to nie moja bajka.. ostatnio za sprawą "Pamiętników wampirów" bardzo powolutku się przekonuję do tych potworków, zombiaki póki co sobie odpuszczam ;-)

    Już zdążyłaś przeczytać 52 książki? W 3 miesiące? Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  13. O rosnącej popularności zombie, świadczy chociażby to, ile ich ostatnio na różnych blogach! Jednak takie horrory to nie dla mnie ;)
    Gratuluję ilości przeczytanych książek! Szczęka mi właśnie opada :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę, niestety, z istot "nadprzyrodzonych" zombie chyba przemawiają do mnie najmniej, kompletnie nie moja bajka:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubie wlaki i wszelkie obrzydliwości, a zombie moim zdaniem jest lepsze niż wampiry :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przede mną najpierw "Narodziny Gubernatora", ale podzielam fascynację zombiakami, i co do tego opowiadania o ludziach pod przykrywką horroru całkowicie się zgadzam, co widać zresztą w serialu. Nie widziałaś - obejrzyj :) Spodoba Ci się.

    OdpowiedzUsuń
  17. Szerokim łukiem omijam ten serial, więc książki nie przeczytam na pewno - nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję sukcesu czytelniczego :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratuluję sukcesu czytelniczego...nie wiem kiedy Ty zdążyłaś przeczytać tyle książek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie wiem :) niedospana chodzę cały czas, ale co tam :)

      Usuń
  20. Zombie mówię stanowczo NIE.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zombiaki nie leżą w zakresie moich zainteresowań, unikam ich jak ognia. Jedyna książka z udziałem zombie jaką mam ochotę przeczytać to "Ciepłe ciała", wydane ostatnio po raz drugi jak "Wiecznie żywy" :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam tę książkę w planach czytelniczych, jako że już pierwszy tom mam za sobą :) Za serial też muszę się zabrać, ale to dopiero w wakacje.

    OdpowiedzUsuń