niedziela, 14 kwietnia 2013

Szczeniak. Jak labrador ocalił chłopca z ADHD - Liam Creed



tytuł: Szczeniak. Jak labrador ocalił chłopca z ADHD
tytuł oryg.: A Puppy Called Aero
autor: Liam Creed
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
rok wydania: 2011
ilość stron: 288

moja ocena: 4/10

Książka „Szczeniak. Jak labrador ocalił chłopca z ADHD” przeciągła moja uwagę śliczną okładką, na której uroczy psiak przytula się do chłopca. Jestem niepoprawną psiarą, która rozpieszcza i psuje swoje dwa kosmate potworki, więc czworonożna literaturę czytam z przyjemnością. Dodatkowym atutem tomu miały być wątki autobiograficzne i chwytająca za gardło historia o tym jak przyjaźń ze szczeniaczkiem zmieniła życie nadpobudliwego nastolatka. I wiecie co? Okazuje się, że tak fajny temat można jednak spartolić. Ale po kolei....

Liam Creed od zawsze uważany był za dziecko niegrzeczne, krnąbrne i problemowe. Chłopiec nie potrafił usiedzieć w miejscu, lubił niszczyć różne rzeczy, na wszystko reagował z agresją. W końcu zdiagnozowano u niego ADHD, co pozwoliło rodzinie i nauczycielom spojrzeć na niego ze zrozumieniem. Leki nieco okiełznały jego temperament, niemniej jednak paskudny charakterek Liam pozostał ten sam. Mimo wszystko pan Blackmore, wychowawca Liama, uwierzył w siedemnastolatka i dał mu szansę na zmianę. Zaproponował bohaterowi udział w filmie dokumentalnym, w którym problemowe dzieciaki podejmą się trenowania psów, które przygotowywane są do pracy z osobami niepełnosprawnymi. To właśnie w ośrodku szkoleniowym Canine Partners Liam poznaje Aero – ślicznego i niesfornego szczeniaka labradora. Od tego momentu życie chłopaka zaczyna się zmieniać.
Historia przyjaźni Liama i Aero jest ciepła i pełna uroku, a na końcu można się nawet wzruszyć. Coś jednak w niej zawodzi. Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, czy już oryginał napisany został w tak fatalny sposób. I wcale nie chodzi mi o chaotyczną narrację, bo to akurat ma swój urok i pozwala odczuć na własnej skórze natłok myśli kłębiących się w głowie chorego chłopaka. Przez cały czas drażnił mnie młodzieżowy język opowieści Liama, ja rozumiem, że autorem jest nastolatek, ale znowu bez przesady (może to już moja starość daje o sobie znać?). Ponadto bohater widzi tylko czubek własnego nosa. Rozczarowało mnie, że narrator cały czas opowiada tylko i wyłącznie o sobie, nawet mówiąc o innych wszystko sprowadza do własnej osoby. Miałam nadzieję, że będzie to książka o przyjaźni z psem i trudnych relacjach międzyludzkich. Niestety ogromnie się zawiodłam. Przebrnięcie przez te 288 strony było dla mnie prawdziwą męczarnią. Publikacja zebrała mnóstwo pozytywnych recenzji, więc możliwe, że to raczej problem ze mną, a nie książką, jednak po lekturze trudno mi kogokolwiek zachęcać do jej przeczytania. Nie polecam!

23 komentarze:

  1. Szkoda, że Ci się nie podobała. Czytałam same pozytywne opinie o tej powieści, a tu taki... klops...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami tak bywa, że dana książka mimo, iż zbiera pochlebne recenzje, to jednak nas rozczarowuje. No cóż trudno. Ja w każdym razie nie zamierzam po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie nie przeczytam. Nie cierpię młodzieżowego języka (i nie uważam się za osobę w wieku podeszłym), poza tym nie przepadam za chaosem narracyjnym. No wolę koty :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam wiele dobrego o tej książce, dlatego jestem zdziwiona, że Tobie się nie podobała. Ale wiadomo, że każdy ma inny gust :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej ją sobie odpuszczę, choć okładka rzeczywiście przyciąga uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, ja może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  7. oj, kiedy ja wrócę do książek!
    utknęłam w połowie ,,Wyznaję" Cabre i leży odłogiem już chyba ze 2 tygodnie. a tu sezon rowerowy i trzeba się rozruszać, bo szybko minie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no trzeba, trzeba, bo mi przez zimę kalorie urbainia pozszywały :D

      Usuń
    2. taaak...
      moje ciuchy też się jakoś dziwnie pokurczyły ;p
      może w praniu??

      Usuń
  8. Mi tam książki z rolami zwierzęcymi nigdy się nie podobały. Nie żebym nie lubiła chociażby piesków, bo od dawna nazywana jestem przez tatę "psią mamą", ale jakoś nie potrafię ich ścierpieć w lekturze. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmmm, chyba jednak po nią nigdy nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej tej pozycji mówię nie, chociaż fajnie byłoby coś przeczytać o przyjaźni chłopca z psem i relacjach, a skoro tego za bardzo nie ma, to szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie lubię powieści ze zwierzętami.. Tym razem odpada.:p

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj, a ja spodziewałam się interesującej i wzruszającej lektury...

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba najlepszym wyjściem dla byłoby zapoznanie się z fragmentem tej książki przed jej ewentualnym kupieniem/wypożyczeniem... Może nie irytowałby mnie tak sposób narracji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Coś czuję, że ta książka też nie przypadłaby mi do gustu. Nie jestem fanką powieści ze zwierzętami w tle, a działający na nerwy główny bohater tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to nie pozycja dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. jak taka urocza okładka może mieć aż tak denerwującą zawartość? :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmmm... Z jednej strony temat ciekawy, z drugiej, wykonanie najwyraźniej szwankuje. No i ogółem wolę koty, robiąc wyjątek tylko dla "Misji szczeniak". Chyba tym razem daruję sobie, zważając na to, iż bohaterzy nie widzący niczego poza samym sobą, doprowadzają mnie do białej gorączki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Po tak "wzniosłym" tytule można by się spodziewać porządnie emocjonalnej lektury, a tu masz - widzę, że z tego nici. Pozostanę więc chyba tylko przy podziwianiu psiaka na okładce :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Twoja starość? dobre, dobre... Młodzieżowy, albo jeszcze gorzej: infantylny język, rzeczywiście może razić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Wg mnie zaniżyłaś ocenę ;) osobiście dałabym więcej

    OdpowiedzUsuń
  20. Tytul zapowiadal calkiem ciekawa lekture. Obawiam sie jednak ze mlodziezowy jezyk moglby mnie tez nieco ... zmeczyc ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tematyka całkowicie nie dla mnie, także nawet Twoje "niepolecenie" mi nie jest potrzebne. ;)

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń