czwartek, 18 kwietnia 2013

Ślady małych stóp na piasku - Anne-Dauphine Julliand


tytuł: Ślady małych stóp na piasku
tytuł oryg.: Deux petits pas sur le sable mouillé
autor: Anne-Dauphine Julliand
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2012
ilość stron: 224

moja ocena: 9/10

Anne-Dauphine i Loïc mieszkają w Paryżu, mają udane życie zawodowe, a przede wszystkim są szczęśliwym małżeństwem z dwójką cudownych dzieci – czteroletnim Gaspardem i dwuletnią  Thaïs. Za kilka miesięcy na świecie pojawi się trzeci maluch – kochany i wyczekiwany przez całą rodzinę. W czasie wakacji Anne-Dauphine zauważyła, że córeczka lekko powłóczy nóżką, jednak po serii badań lekarze uznali, że wszystko jest w porządku. W dniu drugich urodzin  Thaïs rodzice zostają wezwani do szpitala, aby usłyszeć bezlitosną diagnozę.

„Thaïs jest taka sama jak inne dziewczynki. A przynajmniej była jeszcze godzinę temu. Aż do tej pory jedyne, co ją wyróżniało spośród innych, to jej data urodzenia: 29 lutego. Dzień, który zdarza się raz na cztery lata. Zatem Thaïs będzie obchodzić urodziny jedynie w latach przestępnych. Loïc jest zachwycony. Z radością krzyczy, że jego córeczka będzie się starzeć wolniej. Ot, i cała różnica. I jeszcze specyficzny chód. Uroczy, lecz trochę chwiejny. Spostrzegłam to pod koniec lata. Lubię patrzeć na ślady jej małych stópek na mokrym piasku. I właśnie wtedy, w Bretanii, zauważyłam, że Thaïs chodzi w specyficzny sposób: pociąga nóżkę za sobą. Trudno, najważniejsze, że chodzi. Może po prostu ma lekkie płaskostopie, to wszystko.”
Właśnie to niewinne powłóczenie nóżką staje się zwiastunem śmiertelnej choroby genetycznej -  leukodystrofii metachromatycznej. Okazuje się, że dziewczynce pozostało od kilku miesięcy, do kilku lat życia. Choroba atakuje układ nerwowy, więc z czasem mała przestanie chodzić, widzieć, poruszać rączkami, słyszeć... Współczesna medycyna nie zna sposobu na walkę z tą chorobą. Najpierw jest ból, szok, niedowierzanie. Bo czy można zaakceptować coś takiego? Załamani rodzice podnoszą się z kolan i składają córce obietnicę: „Będziesz miała piękne życie. Nie takie, jak inne małe dziewczynki, ale życie, z którego będziesz mogła być dumna. Życie, w którym nigdy nie zabraknie ci miłości”.
Jakby cierpienia było mało okazuje się, że dzidziuś, który roście pod matczynym sercem również jest zagrożony chorobą. Rodzice nie chcę badań prenatalnych, decydują się przyjąć to dziecko i kochać bez względu na stan jego zdrowia. Gdy na świat przychodzi Azylis cała rodzina szaleje z radości. Szczęście nie trwa długo, gdyż dziewczynka również cierpi na tę samą chorobę co jej siostra. Ale mała Azylis ma szansę na leczenie. Anne-Dauphine i Loïc podejmują kolejną walkę o zdrowie dziecka. I tak krążą między rożnymi oddziałami w szpitalu, a domem, w którym przecież czeka na nich syn. Przez cały czas rodzice uczą się od swoich dzieci – od Thaïs cieszenia się każdym dniem, od Azylis patrzenia na świat z zachwytem i zdziwieniem, a od Gasparda szczerości i dzielenia się z najbliższymi nawet najgorszymi informacjami. W pewnym momencie chłopiec mówi: „Śmierć nie jest straszna. Jest smutna, ale nie straszna.” Dla mnie to jedno z najważniejszych, ale i najtrudniejszych zdań z całej książki. 
„Ślady małych stóp na piasku” to opowieść matki, która patrzy jak jej dziecko powoli gaśnie i odchodzi. W pierwszoosobowej narracji Anne-Dauphine dzieli się z czytelnikami najskrytszymi myślami i obawami. To jedna z tych książek, do których powinni dołączać paczkę chusteczek higienicznych. Co jakiś czas trzeba przerywać lekturę aby wytrzeć kapiące łzy. Pomimo trudnej tematyki historia Thaïs niesie ze sobą nadzieję, a nawet optymizm. Bo uśmiech przez łzy jest możliwy. Dopiero w najtrudniejszych chwilach docenia się drobiazgi. Anne-Dauphine i jej mąż naznaczeni zostali ogromnym cierpieniem, a mimo wszystko razem potrafili cieszyć się każdym dniem, pocieszali się wzajemnie, robili wszystko, aby ich dzieci miały piękne i niezapomniane dzieciństwo. Bo głównym bohaterem tej opowieści nie jest ani choroba, ani śmierć, ale miłość. Miłość, rodzicielska, małżeńska, dziecięca, przyjacielska. I choć z góry wiadomo, że historia  Thaïs skończy się zbyt wcześnie, że dziewczynka umrze, to jednak w ostatecznym rozrachunku miłość triumfuje. 
Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami tej niezwykłej rodziny polecam film „Thank You Thaïs”.


29 komentarzy:

  1. Piekna powieść i wspaniała recenzja ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. niesamowita historia miłości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś, książki o chorobach małych dzieci to niezbyt moja tematyka

    OdpowiedzUsuń
  4. Opisana sytuacja jest niestety bardzo bliska dla jednej z najbliższych mi osób, dlatego myślę, że książka obecnie wywołałaby we mnie zbyt silne emocje, więc na razie daruje sobie jej lekturę.
    P.s. Dziękuję za dostrzeżenie literówki, już poprawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, nie, nie dam rady zmierzyć się z tematyką tej książki. Jest ona zbyt ciężka i bolesna. Nie byłabym w stanie czytać o matce, która patrzy jak jej dziecko powoli gaśnie i odchodzi. Nie podołam temu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka jest dla mnie chyba nieco zbyt ciężka,dołująca. Może kiedyś, na pewno nie teraz. Nie jestem w nastroju na kolejny niesprawiedliwy scenariusz, napisany przez życie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytam najpierw ksiazke, a potem obejrze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy dam radę przeczytać taką książkę o niesprawiedliwości, która dotyka małe dziecko. Ale recenzja świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja, która znakomicie obrazuje jakich emocji mogę spodziewać się po tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze, to boję się książek o się o tej tematyce są dla mnie zbyt rzeczywiste i długo nie mogę dojść do siebie...recenzja piękna

    OdpowiedzUsuń
  11. Śliczna okładka! A po książkę, po przeczytaniu Twojej recenzji, muszę koniecznie sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm, no to trzeba podreptać po chusteczki...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ładnie napisane. Niestety nie jest dobrze, gdy dzieci odchodzą przed rodzicami. Jakoś nie mam ochoty się z tym teraz mierzyć. Ale zapamiętam, że jak mi ktoś tę książkę będzie do ręki wciskał, to mam nie odmawiać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna recenzja i wspaniała książka

    OdpowiedzUsuń
  15. Czasem dobrze jest zastanowić się nad taką książką...
    Bardzo ładna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna recenzja, bardzo zachęcająca. Mam nadzieję, że kiedyś natrafi się okazja przeczytania tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  17. Matko. Ta książka jest wyjątkowo urocza.
    Genialna recenzja. Przyjemnie się czyta. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie książka, która trafia w mój gust.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Po zobaczeniu okładki i tytułu już jestem na tak. ;)
    Bardzo zachęciłaś mnie do lektury, choć trochę przeraża mnie ta historia. Wyć mi się chce, gdy takie małe dzieci spotyka taka tragedia. =/

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też zauroczyłam się w okładce. Mam nadzieję, ze zawartość mnie nie rozczaruje :)


    /blask-ksiazek/

    OdpowiedzUsuń
  21. Tym razem nie moja tematyka, ale recenzja świetna, polecę książkę znajomej :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba chwilowo nie na moje siły, ale jestem pewna że w końcu przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  23. już po samej recenzji zerkałam w stronę chusteczek...
    tak naprawdę zdrowie to najcenniejsza rzecz w całym życiu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Tyle teraz takich smutnych historii, coraz więcej.
    A dziwne choroby genetyczne nie wiadomo skąd się biorą i zamieniają życie rodziców i dzieci w koszmar.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będzie tego coraz więcej, gdyż sztucznie przedłużamy linie genetyczne obciążone wadami, które jeszcze sto lat temu nie miałyby szans na przetrwania. Nie wspominam o Spartanach, którzy wszelkie nieudane egzemplarze zrzucali ze skały :)

      Usuń
  25. Cudowna książka. Nie obejdzie się bez łez.

    OdpowiedzUsuń
  26. Właśnie skończyłam książkę eh... Do tej pory nie mogę ukryć wzruszenia.. Zaraz zobaczę ten filmik.

    OdpowiedzUsuń
  27. Strasznie smutna ta historia :( Piękną napisałaś recenzję, taką podczas której się wzruszyłam, a co dopiero będzie podczas czytania książki... Dla mnie to lektura obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń