wtorek, 5 marca 2013

Sklepy cynamonowe - Bruno Schulz



tytuł: Sklepy cynamonowe (wydanie ilustrowane)
autor: Bruno Schulz
wydawnictwo: MG
rok wydania: 2013
ilość stron: 256

moja ocena: 9/10

„Sklepy cynamonowe” ukazały się po raz pierwszy w 1934 r. dzięki Zofii Nałkowskiej, która otrzymała maszynopis od przyjaciół Bruno Schulza. W zamyśle autora opowiadania miały zostać opublikowane wraz z ilustracjami, które sam stworzył. Niestety książka ukazała się bez rysunków, a jedynie z okładką namalowanaą przez Schulza. Od tamtej pory musiało minąć prawie 80 lat, żeby marzenie Bruno Schulza mogło się urzeczywistnić. Tom, który trzymam w rękach jest pierwszym polskim, ilustrowanym wydaniem „Sklepów cynamonowych”.
Bruno Schulz – człowiek niesamowicie utalentowany, cichy, nieśmiały, spokojny. Nauczyciel, pisarz i plastyk żydowskiego pochodzenia. Początkowo mały Bruno wyrażał siebie poprzez rysunek. Sam twierdził, że jeszcze nie potrafił dobrze mówić, a już bazgrał po kartkach papieru i gazetach. Najczęściej malował powozy z końmi. Później zaczął malować portrety i róże motywy z własnej wyobraźni. Przyjaźnił się między innymi z Witkacym i Gombrowiczem. Historię ich wspaniałej znajomości można poznać dzięki „Autobiografii pośmiertnej” Gombrowicza. Jego dorobek pisarski jest niezwykle skąpy. Jednak zaledwie dwa tomy opowiadań, kilka drobnych utworów oraz szkiców krytycznych wystarczyły, aby rozsławić nazwisko pisarza w kraju i na świecie. Bruno Schulz zginął 19 listopada 1942 roku z rąk gestapowców. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Został pochowany w zbiorowej mogile na żydowskim cmentarzu, jednak zaraz po wojnie sowieci wybudowali na miejscu cmentarza osiedle podmiejskie. 
„Sklepy cynamonowe” to zbiór opowiadań, które połączone są ze sobą osobą narratora. W zasadzie kolejność czytanych opowiadań nie ma większego znaczenia, gdyż granica czasu jest w nich tylko umowna. Akcja utworu rozgrywa się w  niewielkim miasteczku, przez krytykę uznanym za rodzinną miejscowość autora – Drohobycz. Przewodnikiem po tym świecie jest Józef, który szczegółowo opowiada o otaczającej go rzeczywistości, w której natura prowadzi własny tryb życia. Historie Józka przypominają gorączkowe majaki – nie wiadomo, czy wydarzyły się naprawdę, czy są tylko wytworem wyobraźni nadwrażliwego chłopca. W centrum wszystkich wydarzeń znajduje się zawsze postać ojca – samotnika, dziwaka, myśliciela, który istnieje jakby sam dla siebie, w całkowitym oderwaniu od rodziny. A jednak to dzięki tacie w oczach małego chłopca wszystko wydaje się możliwe. Matka stanowi tylko tło – zarówno dla ojca, jak i Józefa. Jest tylko elementem domu, bo prawdziwa władza leży w rękach przebojowej Adeli, której każdy ruch przesycony jest erotyzmem. Gdzieś na drugim planie przewijają się również postaci dwóch pokojówek oraz pozostałych członków rodziny małego Józefa.
Pierwszy raz czytałam „Sklepy cynamonowe” kilka lat temu będąc na studiach. Świat wykreowany przez Brunona Schulza zadziwił mnie z taką samą mocą co wtedy. Niewątpliwym atutem nowego wydania książki są niepublikowane wcześniej ilustracje samego autora. W szkicach tych jest coś niepokojącego. W jego rysunkach i opowiadaniach wyczuć można ciągłą atmosferę napięcia i erotyzmu. To kobiety emanują seksapilem, pięknem i siłą. Są niedostępne dla mizernych, skarlałych mężczyźni, którzy słabi i skrępowani przez żądze, wiją się u ich stóp. I aż dziwne, że we wcześniejszych wydaniach jego proza mogła istnieć bez tych rysunków z pogranicza jawy i snu. 
Nie potrafię czytać „Sklepów cynamonowych” szybko. Co chwile przystaję, delektuję się pojedynczymi zdaniami, czytam je kilkakrotnie, zachwycam się i dziwię. Najprawdziwsza poezja pisana prozą. Obarczona nieszczęsnym mianem lektury szkolnej skutecznie odpycha od siebie rzesze młodych czytelników. Rozdrapana na strzępy, omówiona pod każdym kątem, dokładnie wyjaśniona co autor ma na myśli. A szkoda, bo wystarczy odrobina wrażliwości, aby rozsmakować się w tej prozie. Zachęcam wszystkich, którzy unikali Schulza z jakichkolwiek powodów, aby odważyli się przekroczyć próg „sklepów, o których zapomina się w dnie zwyczajne. Nazywam je sklepami cynamonowymi dla ciemnych boazerii tej barwy, którymi są wyłożone.”
Polecam!

***
Za możliwość smakowania prozy Bruno Schulza serdecznie dziękuję Pani Dorocie i Wydawnictwu MG!


  ***
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.   

*** 
Przypminam wam o trwającym konkurse "Oddam sowę w dobre ręce".

20 komentarzy:

  1. Fantastyczna książka. Pamiętam ją ze szkoły i cały czas noszę się z zamiarem, aby do niej powrócić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymałam to wydanie w rękach. Wygląda wspaniale. Treści niestety nie znam, ale mam wielką ochotę, aby to nadrobić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam w liceum i byłam zachwycona! Później wybrałam je nawet do prezentacji na temat oniryzmu. Ze szkicami Schulza nie jestem jeszcze zaznajomiona. Hah, teraz MG masowo wysyła to nowe wydanie ze szkicami;)

    OdpowiedzUsuń
  4. tak, tak!
    ,,Sklepy ..." to genialna proza. Schulz włada językiem jak czarodziej różdżką.
    masz rację, fakt, że są w kanonie lektur obowiązkowych może odstraszać, ale jak widać nie wszystkich.
    Schulz to jeden z moich ulubionych pisarzy :)
    to jest ta najwyższa półka w polskiej literaturze i dobry punkt odniesienia przy wyborze innych lektur, choć niewielu autorów jest w stanie dotrzymać kroku Schulzowi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo bardzo chciałabym dorwać w swoje ręce, a już cytat na końcu Twojej recenzji ostatecznie mnie do tego zachęcił!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudna, ale dla języka autora, który jest oszałamiający warto poświęcić dla niej trochę więcej niż dla przeciętnej książki. ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam wrażenie, iż to jeden z prawdziwych wirtuozów pióra. Nawet bez rysunków :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zakochałam się w prozie Schulza jeszcze w liceum - a to wydanie to prawdziwa perełka! Chętnie bym sobie je sprawiła:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Większość lektur w szkole udało mi się szczęśliwie przeczytać, zresztą żaden to wyczyn, bo czytać lubię :) Natomiast "Sklepy cynamonowe" są jedną z niewielu, które jakoś mi umknęły...

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie sobie ją powoli czytam.

    OdpowiedzUsuń
  11. A tak poza tematem: czemu za awatar masz akurat kowalika?

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam o tej książce wiele pochlebnych recenzji i ty również piszesz o niej w samych superlatywach, dlatego chyb muszę i ja ulec i przeczytać „Sklepy cynamonowe”.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tą książke od dawna juz chce miec w swoim posiadaniu. Lubie opowiadania, a dotychczas milam jedynie okazje przeczytac te, ktore wyszly spod pióra Kinga i Koontza.

    OdpowiedzUsuń
  14. widze, że parę chętnych jest do jej przeczytania ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Mimo, że wiele osób nie lubi tej książki - dla mnie to jedna z najważniejszych i absolutnie MUST READ!

    zapraszam na kulturka-maialis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie czytałam tej książki, ale widzę, że to błąd:p

    OdpowiedzUsuń
  17. "Sklepy cynamonowe" to arcydzieło literatury polskiej, prawdziwy majstersztyk. Jedna z (wielu) moich ulubionych książek, która nieprzerwanie zachwyca barwnym językiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Genialne. Uwielbiam Schulza, uwielbiam takie klimaty. Akurat mam wersję książki razem z Sanatorium pod klepsydrą i niebawem zabieram się za nią ponownie.
    Też nie potrafię czytać Schulza szybko, ale głównie dlatego, że dla mnie jest to prawie niemożliwe, wtedy zapędzam się, zaczynam myśleć o czym innym, a słowa litery przelatują przez palce. To jednak trzeba smakować powoli:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie miałam ochoty na tę książkę, ale po twojej recenzji z chęcią po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń