sobota, 16 marca 2013

Kilka słów o kilku powieściach


Ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu. Każdą wolną chwilę poświęcam na czytanie książek, natomiast gorzej z pisaniem recenzji… Żeby całkiem nie zaniedbać bloga postanowiłam zrobić szybki przegląd przeczytanych ostatnio pozycji wraz z ich krótką oceną.


tytuł: Podróże konika morskiego
tytuł oryg.: Putovani morskeho kone
autor: Petr Šabach     
wydawnictwo: Afera
rok wydania: 2012
ilość stron: 155

moja ocena: 6/10

Konik morski to jedyny męski przedstawiciel świata zwierząt, który wydaje na świat potomstwo. Z tym sympatycznym zwierzakiem utożsamia się bohater-narrator króciutkiej książki autorstwa Petra Šabacha. Mężczyzna postanawia zostać w domu z małym synkiem, aby żona mogła kontynuować karierę naukową. Niby nie ma w tym nic dziwnego, bo tzw. urlop tacierzyński jest dziś bardzo popularny. Jednak należy pamiętać, że opowieść Šabacha rozgrywa się w latach osiemdziesiątych, a w tamtych czasach jej bohatera można było uznać za wariata. Historia młodego tatusia  napisana została w formie pamiętnika. Narrator powieści to postać niezwykle barwna i pomysłowa. Wystarczy wspomnieć choćby to, że co rano korzystając z toalety wróży sobie z kupy, a swoje domniemane proroctwa skrupulatnie zapisuje w dzienniku. Każdego wieczora streszcza przebieg całego dnia wraz z podsumowaniem i wyciągniętymi wnioskami. Jego zapiski przepełnione są słodko-gorzkimi refleksjami związanymi z wychowaniem dziecka i życiem jako takim. Z większością poglądów bohatera trudno się nie zgodzić. Jednak w pewnym momencie rzeczywistość zaczyna wymykać mu się spod kontroli...
Powieść Petra Šabacha łączy w sobie wszystkie cechy dobrej literatury – interesujący bohaterowie, charakterystyczny klimat, niespodziewane zwroty akcji. Wszystko to zostało doprawione nutka absurdu i szczyptą sławnego, czeskiego humoru. „Podróże konika morskiego” to sympatyczna historyjka na jeden wieczór. Polecam


tytuł: Rącze konie
tytuł oryg.: All The Pretty Horses
autor: Cormac McCarthy
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
rok wydania: 2012
ilość stron: 424

moja ocena: 6/10

Wyjść z domu, trzasnąć drzwiami i nigdy nie wrócić. Albo nie, lepiej wieczorem, po cichu, ukradkiem. A gdy rano zorientują się, że mnie nie ma, będzie już za późno. Chyba każdy w swoim życiu przynajmniej raz marzył o ucieczce z domu. John Grady Cole to marzenie zrealizował. Po śmierci dziadka – właściciela ogromnego rancza, jego córka, a matka Johna postanowiła sprzedać posiadłość. Chłopak nie potrafi zaakceptować jej decyzji. Farma i konie to wszystko co kocha. Dlatego też postanawia uciec wraz ze swoim przyjacielem Lacey’em Rawlinsem. Chłopcy udają się konno do Meksyku. Po drodze spotykają Jimmiego Blevins’a, który ściąga na siebie poważne problemy. Uciekinierzy docierają na ogromne i bogate ranczo, gdzie podejmują pracę. John okazuje się bardzo utalentowanym zaklinaczem koni. Szpokój zostaje zmącony w momencie, kiedy Grady poznaje Alejandrę – piękną córkę swojego szefa i na swoje nieszczęście zakochuje się w dziewczynie. A to tylko początek kłopotów...
„Rącze konie” to pierwsza powieść Cormaca McCarthy’ego, którą miałam przyjemność przeczytać. Chociaż słowo ”przyjemność” nie pasuje do tej brutalnej, męskiej i szorstkie prozy. Pisarz ukazuje świat, w którym szesnastolatek to już mężczyzna, a nie dziecko. Wraz z decyzją o ucieczce chłopcy definitywnie żegnają się z dzieciństwem i niewinnością. A trzeba przyznać, że są dobrze przygotowani do drogi. Mają zapas żywności i pieniędzy. Działają ostrożnie. Wiedzą, że w tej dzikiej krainie toczy się walka na śmierć i życie. Jak potoczą się ich losy? Czy miłość ma szansę rozkwitnąć na suchej i spalonej słońcem ziemi? Czy przyjaźń przetrwa najtrudniejszą próbę? Przekonajcie się sami!



tytuł: Saga księżycowa. Cinder
tytuł oryg.: Cinder
autor: Marissa Meyer 
wydawnictwo: Egmont
rok wydania: 2012
ilość stron: 360

moja ocena: 6/10

Akcja powieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości w Pekinie. Ludzkość zdziesiątkowana została przez śmiertelny i tajemniczy wirus. Współczesna medycyna nie potrafi odnaleźć antidotum. Ogólny nastrój panujący w mieście nie jest zbyt radosny. Cinder jest jednym z wielu cyborgów, które służą ludziom. Oczywiście dziewczyna jest piękna i dobra, a macocha wykorzystuje ją do niewolniczej pracy. Cinder prowadzi własne stoisko na targowisku miejskim, gdzie pracuje jako mechanik. Pewnego dnia jej sklepik odwiedza książę Kai. Od tej pory nic już nie będzie takie samo…  
„Saga księżycowa. Cinder” to takie niby „Gwiezdne wojny” tylko dla dziewcząt. Sama jestem wielką fanką filmów Lucasa, dlatego historia Cinder zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Początkowo miałam pewne obawy, że autorka zepsuje baśń o Kopciuszku. Tak się jednak nie stało, a odnajdywanie klasycznych wątków w tej nowoczesnej opowieści sprawia czytelnikowi prawdziwą frajdę. Wątek miłosny także przedstawiony został na poziomie, bez głupich westchnień i zachwytów. Największy minus całej książki? Opis wydawcy, który doskonale streszcza całą akcję i zdradza tym samym największe tajemnice… Dlatego nie czytajcie opisu, przeczytajcie „Cinder”!


tytuł: Aniołowie dnia powszedniego
tytuł oryg.: Andělé všedního dne
autor: Michal Viewegh
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2009
ilość stron: 136

moja ocena: 8/10

Akcja powieści „Aniołowie dnia powszedniego” rozgrywa się 5 września 2006 roku. Jofaniel, Hachamiel i Nith-Haiah to aniołowie śmierci. Do ich grona dołączyła Ilmuth, która dopiero się uczy. Ich kolejnym zadaniem jest 52-letni Karel. Jednak sprawa nie jest taka prosta, bo śmierć Karela splata się z samobójstwem Zdenka. Co prawda aniołowie nie mogą towarzyszyć samobójcom w ich ostatniej drodze, ale matka Zdenka bardzo wierzy w moc troskliwych duchów i to nią postanawiają się zaopiekować wysłannicy z Nieba. Aniołowie rozdzielają się, aby w ciągu ostatnich dwunastu godzin życia towarzyszyć tym, których bezpośrednio dotknie śmierć Karela i Zdenka.
Głównym bohaterem powieści Michala Viewegh’a jest śmierć. Nie jest to jednak ckliwa i płaczliwa opowieść. Autor w doskonały sposób splótł ze sobą losy instruktora nauki jazdy, młodziutkiej wdowy i rozwodnika, który nie może pogodzić się ze zdradą żony. Bohaterowie poboczni to także arcyciekawe postaci. I tylko Lidka – była żona Zdenka nie wzbudziła mojej sympatii. Choć powieść ma zdecydowanie pesymistyczny wydźwięk, to jednak całość podszyta została humorem. Jednak nie takim, jakiego oczekiwalibyśmy od czeskiego pisarza, ale humorem ciepłym, życzliwym i troskliwym. Z łatwością wyczuwamy, że autor przejmuje się losem swoich bohaterów i chce dla nich jak najlepiej. Niestety życie najczęściej jest niesprawiedliwe i brutalne…
„Chcecie wreszcie się dowiedzieć, jak wyglądają aniołowie? Jak dobrzy ludzie.” Szczerze polecam!

21 komentarzy:

  1. Z twojej listy książek mam jedynie ochotę przeczytać ,,Cinder''. Bardzo mnie ta książka intryguje i mam nadzieję, że niedługo sama poznam jej historię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowała mnie tylko "Cinder", ale ją już czytałam i także mi się spodobała :) Reszta mnie jakoś nie przyciąga do siebie. Może z kolejnymi będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o "Rączych koniach", ale wydaje mi się, że to książka z typu takich, które lubię. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Rącze konie" bardzo mi się podobały. Muszę się w końcu zmobilizować i przeczytać resztę trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tym razem żadna książka mnie nie zainteresowała...:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rącze konie i Anioły - jestem na tak.)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam, ani czytałam żadnej z ww. książek i na razie raczej to się nie zmieni, bo niespecjalnie mnie doń ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawiła mnie Cinder i Rącze konie - kojarzy mi się, że był taki film, ale oczywiście nie oglądałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. był, był, ale Matt Damon mnie skutecznie zniechęca do oglądnięcia :D

      Usuń
  9. "Rącze konie" i "Cinder" już za mną. Obie bardzo mi się podobały:)

    OdpowiedzUsuń
  10. oj przeczytałabym "Aniołów dnia powszedniego"

    OdpowiedzUsuń
  11. Żadnej z tych pozycji nie czytałam, ale po twoich opisach mysle, ze kilka sie nada.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Podróże konika morskiego" mnie zaciekawiły.
    "Cinder" mam w planach, podobnie jak prozę McCarthy.
    Ostatniej powieści mówię nie, bo nie przepadam za anielską tematyką.

    OdpowiedzUsuń
  13. Najbardziej zainteresowały mnie ,,Rącze konie":)

    OdpowiedzUsuń
  14. Już wcześniej chciałam przeczytać "Cinder" i teraz się w tym utwierdzam. Chociaż sformułowanie "Gwiezdne wojny dla dziewcząt" do mnie nie trafia;)
    Zainteresowała mnie też powieść "Rącze konie". Jeszcze nie miałam okazji poznać prozy tego autora, a jest on tak powszechnie chwalony, że chyba warto.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Cinder" przeczytałam i wystawiłam jej bodajże identyczną ocenę co ty. Na jakąś książkę Cormaca czaję się od dawna, ale nie zacznę raczej od tej konkretnej książki. Zaciekawili mnie za to "Aniołowie dnia powszedniego" :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jedynie z tych książek mam ochotę na Saga księżycowa. Cinder :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta pierwsza książka może być ciekawa. Szkoda, że ocena tylko na sześć. :D Okładka przyciąga uwagę.:D

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie czytałem żadnej, ale na Rącze konie mam ochotę. W ogóle muszę przeczytać wreszcie jakieś dzieło Cormaca.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. "Cinder" bardzo chętnie przeczytam. :D

    OdpowiedzUsuń