sobota, 23 lutego 2013

Trylogia Czasu - Kerstin Gier

tytuł: Czerwień Rubinu, Błękit Szafiru, Zieleń Szmaragdu, 
tytuł oryg.: Rubinrot,  Saphirblau, Smaragdgrün
autor: Kerstin Gier
wydawnictwo: Egmont
rok wydania: 2011, 2011, 2012
ilość stron: 344, 364, 360

moja ocena: 5/10

Kerstin Gier jest niemiecką autorka powieści dla kobiet. Jej „Trylogia Czasu” szturmem wdarła się na listy bestsellerów i wynosiła autorkę na szczyt popularności. Mnie również skusiły bajecznie piękne okładki książek, pozytywne recenzje i ogólny entuzjazm związany z tą serią. Niestety moje oczekiwania nie zostały spełnione. Początkowo myślałam o napisaniu trzech osobnych recenzji, ale w końcu uznała, że musiałabym się zbytnio powtarzać i postanowiłam zawrzeć ocenę trzech tomów w jednym tekście.
Główną bohaterką „Czerwieni Rubinu”, „Błękitu Szafiru” i „Zieleni Szmaragdu” jest nastoletnia  Gwendolyn. Trudno nazwać ją zwyczajną dziewczyną, gdyż cała jej rodzina jest wyjątkowo osobliwa. W jej rodzie występuje gen podróży w czasie. Charlotta – kuzynka Gwen – zgodnie z przeznaczeniem jest nosicielka owego genu i z niecierpliwością czeka, na jego ujawnienie i swoją pierwszą podróż w czasie. Charlotta przygotowywana jest przez tajne bractwo podróżników w czasie do specjalnej misji, którą będzie musiała wykonać. Pod okiem specjalistów dziewczyna uczy się historii, języków obcych, fechtunku, dobrych manier, starodawnych tańców i salonowych obyczajów. Wszystko wskazuje na to, że jest idealnie wyszkolona. Sytuacja zmienia się diametralnie w momencie, kiedy to Gwen przeżywa niekontrolowany przeskok w czasie. Okazuje się, że wybrano nie tę dziewczynę co trzeba...
Gwen cholernie mnie irytowała. Nie jest to postać, z którą chciałabym się utożsamiać. W zasadzie, to nawet nie chciałabym, aby była moją koleżanką. I jeszcze to okropne imię – Gwendolyn... Po całej trylogii muszę stwierdzić, że ta dziewczyna to po prostu słodka idiotka! Oczywiście jej ukochany Gideon musi być nieziemsko przystojnym, naburmuszonym, pewnym siebie dupkiem, który cały czas dogaduje Gwen, aby później zakochać się w niej szaleńczo i zmienić się w księcia z bajki. Takie to oczywiste, że pozostaje mi tylko poprzewracać na nich oczami. Fragmenty kiedy Gwenny zachwycała się pięknem Gideona, mdlała w jego ramionach, drżała na całym ciele i inne duperele sprawiały, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.
Poczucie humoru Kerstin Gier również nie przypadło mi do gustu. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie robię się powoli za stara na takie powieści. Ale przecież czytałam ostatnimi czasy rożne książki dla młodzieży i byłam rozbawiona i zadowolona. Więc ostatecznie całą winę muszę zrzucić na autorkę. Motyw z gargulcem Xemeriusem zupełnie mnie osłabił. Rozumiem, ze miało być śmiesznie, ale nie do końca wyszło zabawnie. Osoba demona była jak dla mnie niepotrzebna, wkurzająca, pyskata i zbyt współczesna jak na tego typu postać „historyczną”. Niewiele brakło, a stworek gadałby typowym młodzieżowym slangiem (może mógłby rapować?).
Żeby nie było, że tylko się czepiam teraz będę chwalić. Bardzo polubiłam Lucy i Paula. Zawsze lubiłam ryzykantów i outsiderów. Miałam nadzieję, że ich wątek zostanie rozwinięty w drugim tomie, bo przecież Lucy była szafirem. Ale gdzież tam! Para uciekinierów pojawiła się zaledwie na początku i na końcu (ups! miałam nie narzekać...). Tajemniczy i bezwzględny hrabia de Saint Germain to jedna z najlepiej wykreowanych postaci w całej powieści. Jednak moje serce zdobył pan Bernhard. Może dlatego, że mało mówił i nie miał okazji się skompromitować...
Trzeba przyznać, że pisarka ma fajny pomysł i lekkie pióro. Trylogię czyta się niezwykle szybko i nawet przyjemnie, jednak bez żadnych refleksji. Koncepcja podróży w czasie jest całkiem logiczna. Niestety całość została zmarnowana przez beznadziejną parę głównych bohaterów. Zakończenie jest niezłe i nawet satysfakcjonujące. Szczególnie spodobało mi się rozwikłanie tajemniczej osobowości lokaja. Jeśli ktoś jeszcze nie miał styczności z twórczością Kerstin Gier sam musi zdecydować, czy chce wejść w świat „Trylogii Czasu”. Nie będę ani was szczególnie odciągać od lektury, ale trudno mi też polecać całą serię. Wybór należy do was! 
Tylko jednego nie mogę zrozumieć... Czy ktoś byłby tak uprzejmy i wytłumaczył mi dlaczego ta trylogia ma większą średnią na portalu lubimyczytać.pl niż „Władca Pierścieni” Tolkiena?

27 komentarzy:

  1. o, chyba pierwsza tak niska ocena tej trylogii, z jaką się spotykam! Sama jeszcze nie czytałam, ale kuszą mnie te pozytywne recenzje i na pewno to zrobię.. Ty mnie zaskoczyłaś :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej trylogii, więc nie wiem, dlaczego czytelnicy oceniają ją tak wysoko. Mam jednak ,,Czerwień rubinu'' i zamierzam go w wolnej chwili przeczytać, to może wtedy zrozumiem, w czym tkwi fenomen tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też ciężko mi zrozumieć dlaczego ta seria jest takim fenomenem. Owszem pierwsza część spodobała mi się, ale zakończenie było aż do bólu przewidywalne. Bardzo się nią rozczarowałam, ponieważ po tylu pozytywnych recenzjach i zapewnieniach spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego i zaskakującego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się seria podobała, generalnie autorka miała naprawdę świetny pomysł, co zresztą też zauważyłaś. A Gwen... no cóż, ma 16 czy 17 lat, to dość specyficzny wiek ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bleee. Kiepscy bohaterowie to największa choroba książek o niezłym potencjale. Kiedyś próbowałam zacząć tę serię, ale mnie odrzuciło od niej, widać, że na szczęście nic nie straciłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trylogie młodzieżowe są specyficzne i ciężko się je czyta po przekroczeniu pewnego wieku. Osobiście po Twojej recenzji za Chiny Ludowe nie tknę tej serii i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciąż mam na nią wielką ochotę, na pewno przeczytam choćby z czystej ciekawości.
    Pozdrawiam! ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciężko mi się wypowiedzieć, bo książki znam tylko z okładek, nie czytałam ani nie miałam w ręku ich nawet...

    OdpowiedzUsuń
  9. Troche szkoda, ze głowni bohaterowie psują książke. Pomimo tych niewielu minus trylogi mam w planach juz od dawna, a twoja recenzja tylko mnie do niej zacheciła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi akurat ta seria bardzo się spodobała, polubiłam i Gwen, i Gideona, i ogólnie miło wspominam Trylogię Czasu. Jedyne, co nie do końca przypadło mi do gustu, to zakończenie trzeciego tomu, trochę przesłodzone moim zdaniem. ;)
    P.S. Na początku recenzji wkradł Ci się drobny błąd: zamiast "zawszeć", powinno być "zawrzeć". :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na mnie seria wywarła bardzo dobre wrażenie. Nie powiem, że była niesamowicie wybitna, aczkolwiek świetna pozycja, aby się pośmiać i zagłębić w ciekawych przygodach :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Już od dłuższego czasu chcę się zabrać za tę serię. W bibliotece zawsze zapominam sprawdzić czy jest, ale oby była :)

    OdpowiedzUsuń
  13. :))
    pośmiałam się z tych dreszczujących omdleń i z tego, w jaki sposób pan Bernhard zaskarbił sobie Twoją sympatię :))

    i z tych powodów najbardziej lubię klasyków. sprawdzone nazwiska dają gwarancję, że coś z lektury się wyniesie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi ta seria bardzo się podobała, a szczególnie ostatni tom:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam tej trylogii, ale mimo Twojej oceny, chyba jednak się na nią skuszę, oczywiście zacznę od pierwszego tom i w razie czego rzucę go w kąt.
    To że Trylogia czasu ma wyższą ocenę niż "Władca pierścienie" specjalnie mnie nie dziwi mnie. Podejrzewam, że większość głosujących to młodzież, która nie miała do czynienia z Tolkienem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Po recenzjach Ciastka, a teraz także twojej mówię zdecydowane: nie. Nie przeczytam tego. Wołami mnie do tej trylogii nie zawloką.

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do Twojego pytania, to podobnie rzecz wygląda z fenomenem "Nietykalnych". Oczywiście film bardzo dobry, ale czy aż na tyle, by być wyżej w rankingu na filmwebie od np. "Dwunastu gniewnych ludzi"? Raczej nie. Problem leży w tym, że więcej osób obejrzało ten pierwszy film i oddało głos, pewnie tak samo ma się rzecz z Trylogią Czasu i "Władcą Pierścieni".

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja uwielbiam Trylogię Czasu oj bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja rozpisałem się na 3 recenzje które niezbyt byłe pochlebne. No cóż miałem wenę :)

    Tak na marginesie, jest film. Poniżej trailer. Zasłona milczenia dawno opadła...

    UWAGA! Szprechają w ojczystym języku na pałacu Buckingham :)

    http://www.youtube.com/watch?v=tUMThE6bH2Q

    OdpowiedzUsuń
  20. och tak słyszałam już o tej serii ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Gdy ja zobaczyłam, że ta trylogia jest jedną z najlepiej ocenionych stwierdziłam, że nie chcę żyć na tym świecie.
    Czytałam póki co "Czerwień rubiny" i dla mnie ta książka jest żałosna.
    Gwen to idiotka i po raz kolejny się powtórzę - normalne nastolatki się tak nie zachowują! A ten powieściowy pożal się boże amant - niestety aroganckie dzieci nie przyprawiają mnie o palpitacje serca.
    Ponadto język, który powieść została napisana uważam za fatalny.

    OdpowiedzUsuń
  22. Masz rację co do tych bajecznie pięknych okładek - są piękne, ale wynika raczej, że kuszą wyglądem, a nie treścią...
    Jeśli już mówimy o zawiedzeniach - aktualnie czytam fenomenalną wg większości "Sagę księżycową. Cinder" Meyer. No cóż, póki co, nie czuję spływającego po mnie zachwytu ani tego fenomenu.

    OdpowiedzUsuń
  23. O dziwo muszę się zgodzić z Tobą, a przynajmniej z większą częścią tej recenzji, ponieważ mnie również nie powaliła ona na kolana. Po wszystkich opiniach, które czytałam na temat tej trylogii myślałam, że będzie zniewalająca. Okazała się jednak przeciętna. nie oceniłabym jej jednak tak nisko, bo było kilku bohaterów, którzy sprawili, że całość wypadła całkiem okej. najbardziej nie zgadzam się jednak z Twoją opinią o Xemeriusie, ponieważ ja osobiście go pokochałam. :P

    Pozdrawiam i zapraszam serdecznie http://heaven-for-readers.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z tą trylogią, albowiem jak tylko zobaczyłam którąś część w księgarni, powiedziałam sobie, że kiedyś tam na pewno po nią sięgnę, ale tylko po to, by się przekonać, jak pisze owa autorka. Twoja recenzja fakt faktem nie zachęca, jednakże mnie tez nie odrzuca, a wręcz bardziej zachęca do przeczytania, po prostu sama chcę się przekonać, czy rzeczywiście jest taka słaba, a poza tym dawno nie czytałam nic z fantastyki.

    OdpowiedzUsuń