piątek, 28 grudnia 2012

Książki mojego życia



Koniec roku jest dobrym momentem na wszelakie podsumowania. Nie będę was zanudzać ilością i jakością przeczytanych przeze mnie książek w tym roku. Jeśli ktoś jest tym zainteresowany zapraszam na moje konto w serwisie Lubimy czytać. 

W tym roku skończyłam 25 lat i to ćwierćwiecze, które mam już za sobą również skłoniło mnie do wielu przemyśleń. W tym miejscu chciałabym się z wami podzielić książkami, które w ciągu mojego życia były dla mnie objawieniem geniuszu, stały się tymi najulubieńszymi, wpłynęły na mnie i w jakiś sposób mnie ukształtowały.

 
Moją pierwsza książeczką, dzięki której pokochałam literaturą było „Zoo” Jana Brzechwy. Krótkie wierszyki o papudze, tygrysie, wilku i innych zwierzątkach mama musiała mi czytać kilka razy dziennie. Mając dwa i pół roczku płynnie recytowałam wszystkie teksty, od czasu do czasu zmieniając ich treść. Jednak ogólny sens zawsze pozostawał ten sam. Później był Tuwim i jego „Lokomotywa”. To właśnie ci dwaj Panowie, z nieocenioną pomocą moje mamy, zasiali we mnie ziarno miłości do książek.


Mając jakieś 10 lat w moje ręce wpadła „Mała księżniczka” Frances Hodgson Burnett. Znałam tę historię już wcześniej dzięki serialowi animowanemu, który w tamtym czasie emitowany był w telewizji. Jest to pierwsza powieść którą czytałam z takim zaangażowaniem. Śmiałam się w głos, płakałam i całym sercem przeżywałam losy małej Sary.


W podstawówce zachwycałam się również poezją Adama Mickiewicza. Jego „Ballady i romanse” czytałam aż do znudzenia. Ten romantyzm wrósł głęboko we mnie i zakorzenił we mnie wzór idealnej miłości. Po części wydaje mi się, że poezja Mickiewicza skrzywdziła mnie w jakiś sposób. Nakładła mi do głowy bzdur, których nie potrafię się pozbyć, a które w zderzeniu z dzisiejszym światem skazane są na porażkę.


W latach gimnazjalnych przeczytałam „Władcę Pierścieni” i przepadałam! Żadna inna książka nie wpłynęła na moja wyobraźnię w ten sposób. Od tego momentu zamarzyłam, żeby być elfem. Zresztą, ja jestem elfem! Już ponad dziesięć lat kocham się w Aragornie i pragnę mieć naszyjnik Arweny, broszkę – liści i pierścień Bahira. Sam Tolkien stał się dla mnie symbolem geniuszu, a jego literatura jest fantastyką z najwyższej półki. Mimo mojego zachwytu „Harrym Potterem” i „Wiedźminem” pisarstwo Tolkiena zawsze było, jest i będzie ponad tym. Czytałam trylogię dwa razy i planuję kolejny.

W liceum z kolei zakochałam się w Recie Buttlerze za sprawą powieści „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. Razem z koleżanką, którą zaraziłam tą opowieścią, przezywałyśmy losy Scarlett, wzdychałyśmy do Retta, krytykowałyśmy Ashleya, omawiałyśmy każdy szczegół powieści, marzyłyśmy o wystawnych balach, pięknych sukniach, uroczych dżentelmenach. Wspólnie oglądałyśmy ekranizację i piszczałyśmy na widok Clarka Gable. W tamtym czasie byłam pewna, że nic lepszego na pewno nie przeczytam. Do czasu...
Ta sama koleżanka, której podsunęłam „Przeminęło z wiatrem”, namówiłam mnie do przeczytania „Łuku Triumfalnego” E.M. Remarque. Ta piękna, wstrząsająca i wzruszająca powieść była dla mnie  niczym trzęsienie ziemi. Doktor Ravic od razu podbił moje serce. Tym samym szczerze znienawidziłam Joannę. Piękno języka Remarque'a wręcz powala. Nie da się przeczytać tej powieści od razu w całości. Jego słowa trzeba smakować po kawałku. Podczas lektury musiałam odkładać książkę po kilku stronach, przejść się po domu, ochłonąć, przemyśleć, przeżyć przeczytana treść. Przez to czas czytania niemiłosiernie się rozciągał. Mimo tego na końcu poczułam pustkę. Jak to? To już? Koniec?  Żal przysiadł spokojnie w moim sercu i sprawił, ze przez długi czas nie mogłam przeczytać żadnej innej książki. Bo po co? Przecież nic innego nie sprosta moim oczekiwaniom. Chyba ten jeden raz odchorowałam powieść tak długo i tak boleśnie.

Nie mogę sobie przypomnieć dlaczego sięgnęłam po „Oddział chorych na raka” A. Sołżenicyna. Czytałam te powieść w wakacje jakieś trzy lata temu. Siedziałam w dmuchanym basenie, popijałam jakiś zimny napój, rozkoszowałam się sierpniowym słońcem i czytałam. Lektura poraziła mnie do tego stopnia, że nabawiłam się poparzeń słonecznych. Mam taki zwyczaj, że do specjalnego zeszytu zapisuje sobie najlepsze fragmenty książek. Te z„Oddziału” czytałam niemal codziennie. Znów na jakiś czas lektura innych książek straciła dla mnie sens. Do tej pory powieść Sołżenicyna jest dla mnie takim punktem odniesienia, do którego porównuję wszystkie przeczytane książki. Niezależnie od tematyki po zakończonej lekturze zadaję sobie pytanie: „Lepsza od Sołżenicyna?” Jeszcze żadnej książce nie udało się przekroczyć tej wysoko ustawionej poprzeczce. Tylko „Grochów” Stasiuka mogę ustawić na tym samym poziomie.


A jakie książki są dla was tymi najważniejszymi?


P.S. To już ostatni wpis w tym roku. Choć kilka recenzji czeka już na opublikowanie.  Kilka najbliższych dni spędzę w podróży i na zwiedzaniu.  Gdzie? Opowiem wam jak wrócę :-) Tak więc do zobaczenia za rok!

28 komentarzy:

  1. Wiersz ,,Lokomotywa'' bardzo mile wspominam i nawet ciągle go pamiętam mimo upływu czasu.
    Tak poza tym, to nie mam żadnych ulubionych książek z dzieciństwa, gdyż wtedy rzadko czytałam. Zmieniło się to dopiero całkiem niedawno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mała księżniczka jest też na mojej liście, a na Łuk triumfalny się czaję :) Oprócz tego z lektur dzieciństwa najbardziej cenię Anię z Zielonego Wzgórza, a z pozostałych książek - Rok 1984, Listy starego diabła do młodego i Sprawiedliwość w Dachau. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Też podkochiwałam się w Aragornie :-) Czytałam całą tolkienowską trylogię i "Hobbita", ale bardziej pod-pasował mi styl pisania Sapkowskiego. Dla mnie ważną rolę odgrywa Mitologia Parandowskiego, ze względu na liczne konkursy o tematyce mitologicznej, w których brałam udział :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też w tym roku skończyłam 25 lat ;) Tryllogię "Władcy pierścieni" również czytałam 2 razy, dla odmiany podkochiwałam się w Legolasie, zwłaszcza gdy w ekranizacji dostał twarz Orlanda Blooma ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny wiek. Ile lat temu ja taki miałam. Moje dzieciństwo też upłynęło pod znakiem lektur z Twojego dzieciństwa. Były jeszcze inne równie fantastyczne.
    Tylko Tolkiena i Sołnieżycyna nie znam. Pierwszego bo już byłam na niego za stara / baśnie czytałam w dzieciństwie/ a drugiego gdyż niestety chodziłam do szkoły gdy ten był dysydentem więc nikomu na myśl nie przyszło by go nam przedstawiać.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiersze brzechwy od małego znam na pamięć i uwielbiam! Ja niebawem zacznę swoje 24 lata łeee ale ten czas leci :D Z przykrością stwierdzam, że poza wierszami Brzechwy i Mickiewicza nie znam ani jednej z wymienionych książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lokomotywa też lubię tą bajkę i miałam w takiej okładce :) Władcy...nie czytałam :( Udanej podróży

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam pierwszą piątkę z Twojej listy i oprócz Mickiewicza wszystkie bardzo lubię. "Przeminęło z wiatrem" chciałabym przeczytać w końcu w nadchodzącym roku bo film uwielbiam. Po tym co napisałaś chętnie bym przeczytała Remarqua i Sołżenicyna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam żadnej, oprócz Mickiewicza i Brzechwy, ale oni nigdy nie byli moimi ulubieńcami. Na mnie ogromne wrażenie wywarły książki: "O psie, który jeździł koleją", "Pachnidło", miętowa seria Ewy Nowak i "W tym życiu albo w przyszłym" Ch. Signol

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się z tobą co do "Małej Księżniczki", Brzechwy, Tuwima i Tolkiena, chociaż ja zawsze wolałam Harry'ego Pottera ;) Reszty z twojej listy nie czytałam, oczywiście oprócz wierszy Mickiewicza, ale te aż tak bardzo mnie nie zachwyciły.

    OdpowiedzUsuń
  11. Większość Twoich książek, to moje książki :) Tuwim i Brzechwa to wspaniałe wspomnienie, "Ballady i romanse" Mickiewicza od tej pory trzymam na półce, a Tolkien i Mitchell jest wyśmienitą klasyką do której trudno nie mieć sentymentu.

    Życzę szczęśliwej podróży i niesamowitych wrażeń, i oczywiście Szczęśliwego Nowego Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na mojej liście też znalazłaby się "Mała księżniczka". Dodałabym jeszcze "Dzieci z Bullerbyn", "Harry'ego Pottera", "Cień wiatru", "Nieznośną lekkość bytu" i "100 lat samotności".

    OdpowiedzUsuń
  13. Również uwielbiam "Małą księżniczkę", przecudowna książka. :) Głupio się przyznać, ale nie czytałam jeszcze nic Tolkiena. W przyszłym roku mam zamiar to nadrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach, "Mała Księżniczka"... To zdecydowanie jedna z książek, które miały na mnie największy wpływ. Czytałam ją niezliczoną ilość razy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Niby wszystkie tytuły znam, ale większości nie przeczytałam. Nawet "Przeminęło z wiatrem" wciąż jeszcze przede mną. =/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, jakie piękne wybory! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Brzechwa i Tuwim, "Mała księżniczka" - pod tymi propozycjami i ja mogę się podpisać. Remarque'a i Sołożenicyna mam w swoich priorytetowych planach czytelniczych, tak samo zresztą jak "Przeminęło z wiatrem". Udanego wyjazdu i do zobaczenia w nowym roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Brzechwa dzieciom! Mam dokładnie to wydanie. Ostatnio posiedziałam nad jego stronami podczas książkowych porządków. ;D
    Ważne są dla mnie "Inny świat", "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki", "Japoński wachlarz", "Rok 1984" i "Pod mocnym aniołem". To piątka, która bardzo mocno wpłynęła na moje poglądy i gust literacki.
    Przyjemnej podróży i intensywnych wrażeń z miejsca, do którego podążasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ach wspomnienia;) "Lokomotywa" i "zoo", to książki, przez które ćwiczyłam pamięć i wymowę mojej najmłodszej siostry;) Sama nie pamiętam, jak się z nimi zapoznałam, ale mam do nich naprawdę wielki sentyment, ze względu na Młodą;)"Mała księżniczka" również zajmuje wysoką pozycję w mojej biblioteczce;)
    Co do reszty, przyznam się, że o niektórych tytułach nawet nie słyszałam, ale skoro ty je tak cenisz, na pewno niedługo znajdą się w moim zasięgu;)

    Jakie książki pozostawiły w moim umyśle i sercu piętno nie do usunięcia?
    Na pewno seria o "Harrym Potterze", z której zdecydowanie jeszcze nie wyrosłam - jedynie troszkę inaczej na nią patrzę z perspektywy lat;) Tom rozpoczynający serię, był moją pierwszą, samodzielnie przeczytaną, z własnej chęci, od deski do deski książką;)
    Drugim tytułem do którego często wracam jest "Bez mojej zgody" Jodi Picoult oraz "Eragon" Ch. Paolini.
    Każda z nich ma swój własny niepowtarzalny klimat, wiąże się z cudownymi osobami, z którymi dzieliłam wrażenia i dyskutowałam na tematy zawarte w powieściach;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Również lubię ,,Przeminęło z wiatrem". Ach, ten Rett:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo fajne zestawienie. Mocne słowa o tym, że poezja Mickiewicza jakoś Cię skrzywdziła, fajnie by było jakbys rozwinęła tę myśl ;) rozumiem, że idealizm uważasz za coś złego? Muszę też przyznać, że ja w podstawowce nie czytałam tak ambitnych rzeczy :D do zobaczenia za rok!

    OdpowiedzUsuń
  22. Podoba mi się to podsumowanie. Uwielbiam "Małą księżniczkę" i "Władce Pierścienia".

    OdpowiedzUsuń
  23. Ciekawy pomysł na podsumowanie;) Dobrze poczytać o książkach, które są dla kogoś ważne i samemu się zainspirować.
    Powinnam w końcu przeczytać "Przeminęło z wiatrem";)

    OdpowiedzUsuń
  24. Cieszę się, że nie tylko ja zostałam skrzywiona przez Romantyzm :-) Naprawdę lubię tę epokę, razem ze zmartwieniami Wertera i wojowaniem Gustawa/Konrada :-)
    Przeminęło z wiatrem wielbię miłością bezgraniczną, co ma nawet odzwierciedlenie w moim nicku :-)
    Wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku!

    OdpowiedzUsuń
  25. Wspaniałe książki! Lokomotywę znam do dziś na pamięć :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam Władcę Pierścieni! :D

    Świetny blog ; )
    Zapraszam do mnie: timetalllin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Przez "Łuk triumfalny" nie przebrnęłam, "Oddział chorych na raka" mam zamiar niedługo przeczytać, "Władcę pierścieni" uwielbiam, a Brzechwa kojarzy mi się z dzieciństwem i mamą czytającą bajki na dobranoc :)

    OdpowiedzUsuń
  28. "Mała księżniczka", "Władca Pierścieni", "Przeminęło z wiatrem" - byłam po prostu zakochana w tych książkach. *-*

    OdpowiedzUsuń