piątek, 2 listopada 2012

Grochów - Andrzej Stasiuk


„Ile razy przypominam sobie ostatnie rozmowy z osobami, co już w niewidzialny świat odeszły...”. Te słowa Norwida z „Czarnych kwiatów” idealnie oddają charakter ostatniej książki Stasiuka. Bo opowiadania zawarte w tomiku są niczym innym, jak tylko wspomnieniem. 

Andrzej Stasiuk jest jednym z najlepszych współczesnych pisarzy, autorem dwudziestu kilku książek, które w literaturze polskiej cieszą się należnym szacunkiem. Ponadto jest założycielem Wydawnictwa Czarnego –  jednej z najlepszych firmy „produkujących” książki na polskim rynku wydawniczym. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam „Grochów” w zapowiedziach wydawniczych Wydawnictwa Czarnego wiedziałam, że to będzie TA KSIĄŻKA. Wiedziałam, że muszę ją mieć. Od dawna nie czekałam na żadną książkę z taką niecierpliwością. Wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy szczęśliwa (mimo wysokiej ceny za tak niewiele stron tekstu) ściskałam „Grochów” w rękach. Muszę stwierdzić, że te cztery opowieści zajmujące zaledwie dziewięćdziesiąt cztery strony stanowią chyba najlepszą polską książkę ostatniej dekady. I nie ma w tym ani krzty przesady. W czterech krótkich historiach z życia samego autora zawarł Stasiuk wszystkie uczucia towarzyszące człowiekowi w chwilach śmierci bliskich jemu istot.

W pierwszej opowieści wraca autor do czasów dzieciństwa i wspomina swoją babkę z Podlasia. „Babka wierzyła w duchy”. Spokojnie i bez większych emocji akceptowała ich obecność. Wraz z innymi kobietami opowiadały sobie historie, kiedy to miały kontakt z zaświatami. Spotkania te były dla nich czymś zupełnie naturalnym. Babka umarła. Dla małego Andrzeja było to pierwsze zetknięcie ze śmiercią kogoś bliskiego. W dzieciństwie więcej czujemy niż rozumiemy. Tak więc po dziecięcemu przeżywa i oswaja autor to nowe doświadczenie.

Kolejne opowiadanie poświęcone jest Augustynowi – pisarzowi z Izdebek. Może nie przyjacielowi, raczej znajomemu, koledze po piórze.  „Pięć, sześć, siedem spotkań w życiu. Zawsze potem jest za mało. Zawsze potem widać, że trzeba było częściej”. Augustyn miał wylew. Leżał całą noc zanim ktoś go znalazł. Zanim umarł przeszedł przez szpital i dwa domy opieki. Był sparaliżowany. Prawie nie mówił. Mimo fatalnego stanu Augustyn nie stracił ducha. Przyjmował gości. W oczach wciąż błyszczały mu diabelskie iskierki. „I śmiech, śmiech jako ostatnia deska ratunku przed nadciągającą nicością”.

Trzecia historia poświęcona jest psu – starej suce rodziny Stasiuków, która przeżywszy swoich kilkanaście lat powoli żegna się ze światem. Ludzie proponują skrócenie choroby zwierzęcia poprzez uśpienie, „nikt nie mówi zabić”. Narrator czuje, że byłoby to nie w porządku wobec psa i wobec własnego sumienia. Człowiekowi wydaje się, że ma boską władzę. Potrafi przedłużać życie, więc ma też prawo do jego skracania. Towarzyszenie w powolnej śmierć psa skłania Stasiuka do głębszych refleksji na temat samotnego życia i samotnej śmierci. Autor szczerze przyznaje: „Nawet teraz czasem mnie irytuje. Tak jakby starzała się i niedołężniała przeciwko nam, jakby robiła to na złość. Mijam ją kilkanaście razy dziennie, przestępuję przez udręczone ciało i są chwile, gdy czuję ukłucie zniecierpliwienia. Tak jakby razem z jej życiem stygły we mnie dobre uczucia dla niej. Jest w tym jakieś niezależne okrucieństwo. Pochylam się i głaszczę. To, co kiedyś było odruchem, staje się świadomą czynnością”. Pies miał swoje legowisko na werandzie. Razem z nim do snu układał się młody, bury kotek. Ten niepozorny gest solidarności ukazuje pierwotny porządek świata, przed którym broni się ludzkość. 

Ostatnie opowiadanie, tytułowy „Grochów”, to najmocniejsza historia z całego tomiku. Andrzej Stasiuk wspomina swojego przyjaciela z lat szczeniackich. Najpierw wspólnie włóczyli się po Warszawie, później po Polsce, a w końcu po Europie. Taka przyjaźń na całe życie. Bezinteresowna i naturalna jak oddychanie. Wydawało im się, że są wiecznie młodzi, nieśmiertelni. Az w końcu, na jednej z wielu wypraw, przyjaciel zwierzył się ze swojej śmiertelnej choroby. Od tamtej pory kumpel oddalał się coraz bardziej. Z dnia na dzień był bliżej granicy, za która nie mógł zabrać nikogo. Tą podróż musiał odbyć zupełnie sam. I choć Stasiuk próbował mu w jakiś sposób towarzyszyć, to jednak niewiele mógł zrobić. „Więc jak to jest, że wszystko trwa, a my zostajemy coraz bardziej sami? Jak on z każdym dniem. Tak myślę, bo przecież trudno jest z kimś dzielić powolną śmierć. Zwłaszcza z kimś, z kim się tylko żyło”. Po śmierci został skremowany, a jego prochy rozsypano gdzieś w górach. Było to jego ostatnie życzenie. „Brakuje mi go. Nawet nie dlatego, że umarł. Do tego można się przyzwyczaić. Po prostu trochę inaczej się myśli o czyimś życiu jako rzeczy dokonanej. Trzeba się przyzwyczaić, że już nic się nie zmieni i będziemy mieli tylko przeszłość. Ale brakuje mi miejsca, gdzie jest. Nie żebym od razu chciał odwiedzać grób. W każdym razie niekoniecznie. (…) Mówiąc wprost brak mi jego resztek, chociaż może to brzmieć makabrycznie. Dowodu, że żyliśmy prawdziwym życiem, nie?”

Ta cieniutka książeczka jest więcej warta niż niejedna opasła powieść. Podczas lektury łzy kołyszą się w łódeczkach powiek, a głos grzęźnie w gardle. Tematyka radzenia sobie ze śmiercią jest mi w jakiś sposób bliska. Jednak czegoś takiego jak „Grochów” jeszcze nie czytałam i już pewnie nie przeczytam. Taka perełka trafia się raz na milion. Czytałam ją już kilkakrotnie i wciąż zaskakuje mnie swą prostotą i szczerością. Myśli autora są moimi myślami, opisane łzy są moimi łzami. Razem opłakujemy swoich zmarłych. 

Panie Stasiuk dziękuję, że ubrał Pan w słowa wszystkie moje rozmyślania i uczucia. Pokazał mi Pan, że nad bliskimi można tak po prostu, po ludzku zapłakać. Nieważne ile czasu minęło od ich śmierci. Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej książki. Z szacunku. Z szacunku do Pana, do Pana zmarłych i moich nieżyjących już bliskich. 

***
tytuł: Grochów
autor: Andrzej Stasiuk
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2012

17 komentarzy:

  1. Ten tytuł wciąż przede mną. Ostatnio jakoś zaniedbałam Stasiuka. Coraz więcej mam takich autorów, których twórczość chcę poznać w całości, ale w powodzi innych książek, zapominam o nich. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, ale ja pana Stasiuka nie znam! I czytając Twój tekst, zastanawiałam się, jak to się stało? Z wielką, wielką chęcią się zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam te momenty i nie znoszę ich jednocześnie, kiedy mam nieodpartą chęć przeczytania danej książki i posiadania jej we własnych zasobach. Kiedyś prawdopodobnie pójdę przez to z torbami :). A "Grochów po prostu MUSZĘ przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieszkamy razem pod tym samym mostem :P

      Usuń
  4. Ja książkę mam, ale odkłądam ją stale na później. Dlaczego? Ponieważ oglądałam wywad z autorem i przestarszyłam się słów o "dosłownym opisem umeirania psa". Śmiesznę, by się takich rzeczy bać, ale moja wraźliwość na takie zjawiska jest bardzo wysoka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię doskonale, ale Stasiuk pisze tak pięknie, że nie ma się czego bać :)

      Usuń
  5. Stasiuk to marka sama w sobie, a literatura "miejsc wybranych" w jego wykonaniu jest zawsze najwyższych lotów. Szczerze zazdroszczę tak interesującej lektury. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Stasiuka bardzo cenię i lubię. teraz akurat czytam ,,Biegunów" Olgi Tokarczuk i paradoksalnie przypomina mi sie własnie Stasiuk, bo oni mają ze soba sporo wspólnego, ale i różnice między nimi są ogromne.
    papewne kiedyś przeczytam i ,,Grochów", bo mam większość tego, co napisał. w każdym razie to pisarz, który ani raz mnie nie zawiódł.

    OdpowiedzUsuń
  7. przepraszam za literówki! chyba pora iść spać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam nigdy wcześniej o tym autorze i widzę,że wiele na tym tracę. Muszę zatem poznać jego twórczość, bo bardzo mnie poruszyła twoja recenzja i sprawiła, że mam wielką ochotę przeczytać „Grochów” .

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepsza książka ostatniej dekady? W takim trzeba ją przeczytać. Koniecznie. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj.
    Jeszcze nie czytałam nic Stasiuka, ale bardzo chcę to zmienić. Zwłaszcza po takiej recenzji jak Twoja. ;)
    Oczywiście znam tego pana, ale jakoś zawsze znajdę do czytania coś innego a Stasiuk spokojnie czeka na swoją kolej.

    P.S Inne rozkosze Pilcha przeczytaj, naprawdę polecam. A jeszcze bardziej "Pod mocnym aniołem", którą dzisiaj mam zamiar skończyć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo trafna lektura na teraz, na ten listopadowy czas. czasem te niewielkich objętościowo rozmiarów książeczki są najwięcej warte. ja dopisuję "Grochów" do swojej listy, gdyż urzekły mnie przybliżone przez Ciebie historie. o śmierci trzeba umieć pisać, ujarzmić ją w słowach. coś takiego czuć właśnie tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie napisałaś o "Grochowie".. Grubość ksiązki często nie idzie w parze z zawartością, choć są oczywiście wyjątki.
    Lubię takie wyjątkowe utwory, więc na pewno i ten przeczytam. Jestem baardzo zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Grochów" to najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku...

    OdpowiedzUsuń
  14. Wydawnictwo Czarne słynie z dobrych tytułów, dlatego muszę mieć tę książkę, koniec kropka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Muszę przeczytać! A Wydawnictwo Czarne należy do moich ulubionych. "Grochów" Stasiuka obowiązkowo dopisuję do listy pozycji, które muszę zdobyć.
    :)

    OdpowiedzUsuń