piątek, 26 października 2012

Tyrmandowie. Romans amerykański - Agata Tuszyńska


Przyznaję szczerze, że nie czytałam żadnej książki Leopolda Tyrmanda. Po pozycję „Tyrmandowie. Romans amerykański” sięgnęła z sympatii dla pisarstwa Agaty Tuszyńskiej. Książkę przeczytałam jednym tchem i krótko mówiąc jestem zachwycona.

Gdy pierwszy raz się spotkali on miał 50 lat, dwa rozwody na koncie i opinię kontrowersyjnego pisarza. Pochodził z żydowskiej rodziny. Przeżył wojnę. Polski komunizm zmusił go do wyjazdu za granicę. Wybrał Amerykę. Po czterech latach zaczął odnosić sukcesy. Publikował w renomowanym „New Yorkerze”, wykładał gościnnie na uniwersytetach. Wszędzie lgnęły do niego kobiety. Bo Tyrmand wiedział jak uwodzić. Był typem bajeranta. Dopracowany w szczegółach, nieprzyzwoicie pewny siebie, potrafił zagadać, zaczepić, zapaść w pamięć. Mimo półwiecza na karku był przystojny. Jego chłopięcy urok musiał przyciągać uwagę. Chętnie wykorzystywał swoje zalety, aby zdobyć tą, która w danym momencie wpadła mu w oko.

Gdy ona wysłała do niego pierwszy list miała 23 lata. Była śliczna. Mimo młodego wieku  miała bardzo sprecyzowane poglądy życiowe. Studiowała iberystykę na prestiżowym Yale. Była wypieszczoną jedynaczką.  Regularnie czytywała jego artykuły w prasie. Już wtedy coś ją do niego przyciągało. Postanowiła go poznać. Szybko doprowadziła do spotkania. Wystrojona i wymalowana poszła w umówione miejsce. On bezczelnie starł nadmiar pudru z jej policzków. Zakochała się od razu. Wiedziała, że traktuje ją jako kolejna okazję do rozrywki. Bez ogródek przyznała: „Szybko wskoczyłam mu do łóżka”. Nie była zazdrosna, wiedziała, że ją zdradzał. Akceptowała go takim, jakim był. Zdawała sobie sprawę z jego wad. „Lubił uczyć i pouczać. Pewny siebie? To za mało powiedziane. Był intelektualnym despotą, apodyktycznym i wszechwiedzącym adwokatem własnych poglądów, a czasem i adwokatem diabła. Walkę na argumenty traktował bardzo poważnie. Bezkompromisowy i niezależny cenił podobnych sobie.”

Właściwie to ona zdecydowała, że będą razem i postanowiła o to zawalczyć. W momencie rozłąki zaczęła pisać do niego listy. Te, które ocalały i zostały cudem odnalezione, zostały w całości przytoczone w niniejszej publikacji. Bez retuszu i cenzury. Na własne oczy możemy zobaczyć rodzące się uczucie. Bo Mary Ellen rozkochała go w sobie właśnie tymi listami. To w nich ustalali przyszłe aspekty swojego życia. W nich się sprzeczali, dogryzali sobie i wyznawali uczucia. 

Ona nazywała go Lolkiem, on czule dokuczał jej określeniem Miskeit, czyli mała brzydula. Był jej mentorem i mistrzem. Kształtował jej poglądy, prowokował do dyskusji. Kiedy na świecie pojawiły się bliźnięta on oszalał z radości.  W czasie licznych podróży wysyłał listy i pocztówki do całej trójki. Ich wspólne życie trwało 15 lat. Zmarł nagle w  1985 r. w czacie rodzinnych wakacji na Florydzie. Książka „Tyrmandowie. Romans amerykański” stanowi zapis całego ich związku, opowiedzianego z perspektywy Mary Ellen. Z jej historii poznajemy Leopolda jako człowieka, mężczyznę, pisarza, imigranta. Fascynujący to portret. „Kim się czuł w głębi duszy? Czuł się Polakiem, Europejczykiem. Amerykaninem. W tej kolejności.” Ponadto publikacja przyozdobiona została mnóstwem prywatnych zdjęć rodziny Tyrmandów i Foxów.  

Uwielbiam historie o miłości. Ta jest urzekająca i jak najbardziej autentyczna. Momentami aż trudno uwierzyć, że jest prawdziwa. Jest coś nieprzyzwoitego i ekscytującego w czytaniu osobistej, a tym bardziej miłosnej, korespondencji. Poczułam nawet nutkę zazdrości, bo sama chciałabym otrzymywać takie wiadomości. Żadne słowa nie oddadzą mojego zachwytu i ogromnego wrażenia, jakie wywołały na mnie przytoczone wspomnienia i listy, dlatego daruję sobie dodatkowe komentarze. Polecam, bo taką książkę trzeba przeczytać!

tytuł: Tyrmandowie. Romans amerykański
autor: Agata Tuszyńska
wydawnictwo: MG
rok wydania: 2012
ilość stron: 272

14 komentarzy:

  1. Cudna recenzja! :) Książkę muszę koniecznie przeczytać, bo uwielbiam Tyrmanda.. ale jak ja napisze recenzję, skoro lepiej na pewno nie da sie tego wszystkiego ująć niż Ty to zrobilas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie przesadzaj :) aż się zarumieniłam :D czekam na Twoją recenzję :)

      Usuń
  2. Też nie czytałam żadnej książki Leopolda Tyrmanda, ale chyba szybko się to zmieni, a to za sprawą twojej wspaniałej, zachęcającej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę mnie zachęciłaś i teraz mam niemałą ochotę na tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja recenzja jest tak zachwycająca, że jestem gotowa sięgnąć po tę książkę tylko dzięki temu,co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście cudowna ta ich miłość. Mnie również książka przypadła do gustu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się powoli staję wielbicielką prozy Tyrmanda, więc tę pozycję też koniecznie muszę przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją w planach, a Twoja opinia jest ta pozytywna, że aż chce się czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak samo jak Ty, jeszcze nie znam twórczości Tyrmanda, ale tyle dobrego o nim słyszałam, że koniecznie muszę nadrobić zaległości. Co do powyższej książki, nie przeszkadza mi fakt, że nie znam tych państwa, ponieważ uwielbiam wszelkie (około)biograficzne pozycje, dlatego po romans amerykański w tym wydaniu chętnie sięgnę :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie znam twórczości Tyrmanda, ale mam ją w planie. Podobnie jak i książkę, którą zrecenzowałaś. Tylko jeszcze nie wiem w jakiej kolejności się zabrać za czytanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. To chyba nie do końca moje klimaty, ale po takiej recenzji już sama nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam.

    ...i zgadzam się z tym, że zdecydowanie warto ją przeczytać. Prawdziwa gratka dla miłośników tyrmandowej twórczości :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Marto,
    zawsze lepiej od recenzji działały na mnie próbki stylu danego pisarza, le tym razem wymiękłam, bo bardzo lubię książki z pozytywnym przekazem, a miłość zawsze takie dobre wibracje we mnie wywołuje o ile jej się nie spłyci do naiwnego romansu lub pornografii. ale tutaj ludzie są prawdziwi, zapis ich emocji też, zatem czekam na wypłatę i ...:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękna recenzja i równie piękna zdaje się być ta historia. Mam ją w planach, marzy mi się pod choinkę, czytana przy aromatycznej herbacie ze śniegiem sypiącym za oknem. Mam nadzieję, że mi się to spełni :)

    OdpowiedzUsuń