niedziela, 16 września 2012

Śmierć pięknych saren - Ota Pavel



Odnoszę wrażenie, że literatura czeska jest w Polsce traktowana niemal jak literatura egzotyczna. Wszechobecna literatura angielskiego kręgu językowego zepchnęła piśmiennictwo naszych sąsiadów na margines polskiej świadomości. Mariusz Szczygieł, najpopularniejszy krajowy czechofil, wraz z „Gazetą Wyborczą” postanowił zmienić istniejący stan rzeczy. Wydawca „Gazety…” przygotował i opublikował siedemnastotomową kolekcję „Literatura czeska”, w skład której weszły książki najpopularniejszych czeskich pisarzy wraz z adaptacjami filmowymi ich dzieł.

Ota Pavel, a właściwie Ota Popper, przyszedł na świat w 1930 r. jako najmłodszy syn w czesko-żydowskiej rodzinie (matka – Czeszka, ojciec – Żyd). Jako dziecko doświadczył okrucieństwa wojny, które silnie odcisnęło na nim swoje piętno. Przez całe życie podejmował się różnych zajęć -  był górnikiem, hokeistą, aż w końcu dostał posadę dziennikarza sportowego. Został nawet wysłany na zimowe igrzyska olimpijskie do Innsbrucku jako komentator. Gdy Ota usłyszał hałasy niemieckich kibiców wróciły traumatyczne wspomnienia wojenne. Psychika Pavla nie wytrzymała. Widywał diabła i podpalał domy. Zdiagnozowano schizofrenię i umieszczono go w szpitalu psychiatrycznym. Tam ujawnił się talent literacki Oty. Pisanie było jego lekarstwem. Właśnie w tamtym okresie powstał zbiór opowiadań „Śmierć pięknych saren”.

Wszystkie opowiadania Pavla mają autobiograficzny charakter. Pisarz wraca wspomnieniami do lat dziecięcych, kiedy to mieszkał razem z rodzicami i dwójką starszych braci w Pradze. Tatuś, bo tylko takim mianem określa go narrator, pracował jako komiwojażer sprzedający odkurzacze i lodówki. Jego głowa pełna była innowacyjnych pomysłów i niespełnionych marzeń. Nawet w trudnych chwilach nie tracił nadziei i pogody ducha. I co najważniejsze, był szczęśliwym posiadaczem własnego stawu z karpiami. Miłością do ryb zaraził synów, którzy godzinami mogli stać nad taflą wody i wędkować. Na wszystkie tatusiowe dziwactwa mamusia spoglądała pobłażliwym okiem. Mamusia natomiast poświęciła swoje życie rodzinie i wszystkie siły przeznaczała na opiekę nad swoimi dziećmi i mężem. I tak szczęśliwie płynęło ich życie do momentu wybuchu II wojny światowej. Wojenna zawierucha zmusiła rodzinę Popperów do polowania na sarny. Ze zdobytego mięsa przygotowywała mamusia dla starszych synów swoje popisowe dania. „Chłopcy napychali się na przyszłe lata, aby przeżyć Teresin, Auschwitz, Mauthausen i marsze śmierci w trzydziestostopniowych mrozach, i dźwiganie kamieni po mauthauseńskich schodach w trzydziestostopniowym upale, i wszystkie te wspaniałe rzeczy, jakie im Niemcy zgotowali.” Kto inny potrafiłby napisać w ten sposób o bestialstwie obozów zagłady? I faktycznie bracia wrócili szczęśliwe do domu oraz docenili trud i nadzwyczajną troskę mamusi: „Kto wie, czy właśnie ten rogacz nie ocalił mi życia. Może właśnie te ostatnie kawałki porządnego mięsa dały mi siłę, by przetrwać do końca”.

Nawet o strasznych rzeczach potrafi autor opowiadać w sposób wesoły. Horror wojny został przedstawiony tak, że podczas lektury nie sposób przestać się uśmiechać! Co jest tak przerażająco niesamowite. Dalsze losy rodziny Popperów zawarte w opowiadaniach Oty to przede wszystkim nostalgiczna opowieść o beztroskim świecie dzieciństwa, który odszedł na zawsze i już nigdy nie wróci…

Język powieści jest niezwykły. To tak jakby jedno dziecko opowiadało innemu o swojej rodzinie mieszkającej w jakiejś bajkowej krainie. Historie brzmią trochę nierealne, pełne są zdrobnień i zaskakujących szczegółów, a przy tym opisy są na tyle plastyczne, że łatwo wyobrazić sobie każde słowo. I do tego te wszechobecne ryby, będące jakąś obsesją Popperów. 

A dedykacja? Przecież to najsłodsza dedykacja z jaką kiedykolwiek się spotkałam: „Mamusi, która miała za męża mojego tatusia”. I już uśmiech bezwiedne wskakuje na usta, a na sercu robi się cieplej. 

Mariusz szczygieł reklamuje "Śmierć pięknych saren" jako najbardziej anty-depresyjną książkę  świata. Okazuje się, że nie ma w tym ani krzty przesady. Piękna, urzekająca, do bólu optymistyczna to tylko kilka określeń, które i tak w żaden sposób nie są wstanie oddać jej wyjątkowości. Nigdy wcześniej nie czytałam czegoś podobnego. Opowieści snute przez Pavla stały się dla mnie wielkim odkryciem, które zmieniło mój sposób postrzegania świata. Dlatego polecam! Warto!

💙💙💙
Ota Pavel, Śmierć pięknych saren (tyt. oryg. Smrt krásných srnců. Jak jsem potkal ryby), tłum. Andrzej Czcibor-Piotrowski, Józef Waczków, wyd. Agora SA, Warszawa 2011.

19 komentarzy:

  1. Mam mieszane uczucia co do tej książki, gdyż z jednej strony fabuła aż tak bardzo mnie nie zaciekawiła, lecz z drugiej strony twoja zachęcająca recenzja sprawia, że budzi się we mnie ciekawość do poznania tejże pozycji, dlatego może jak ją spotkam, to z czystej ciekawości przeczytam, ale jakoś usilnie nie będę jej szukać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytalam te książkę, gdyż w swoich felietonach "Frywolitki" polecała ją Małgorzata Musierowicz. I cóż mogę powiedzieć, mnie ona nie urzekła, w mojej pamięci przeszła bez echa. Ciekawie zapoznać się z tak inną od własnej opinii ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, czemu nie? Może kiedyś uda mi się poznać tą książkę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może, może ... nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam już wiele dobrego o tej książce, a że literaturę czeską znam w stopniu znikomym, chętnie poznam tę jej odsłonę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. nie słyszałam o niej, ale klimat Twojej recenzji mnie wciągnął. na pewno poszukam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytam opowiadań, ale dzięki Twojej recenzji mam ochotę poznać "Śmierć pięknych saren".
    Dedykacja rzeczywiście miła i słodka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. czytałam i też wzbudziła mój zachwyt i wzruszenie. mam ją w domowej biblioteczce: bardzo zniszczona, w zielonej tekturce :)
    zaciekawiła mnie również postać samego autora. załamanie psychiczne, jakiego doświadczył, gdy usłyszał podczas zawodów sportowych głosy niemieckich kibiców dobitnie świadczy o jego wielkiej wrażliwości i o tym, że wojna była dla niego traumą, choć próbował z niej żartować. późniejsza choroba psychiczna i próby leczenia sie z niej pisaniem... to wszystko składa się w mojej głowie w poruszająca całość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do literatury czeskiej, to zgadzam się, że jest w Polsce trochę spychana na margines, choć we Wrocławiu na przykład powstała księgarnia Czeskie klimaty, gdzie są tylko i wyłącznie utwory autorstwa Czechów. Osobiście kocham twórczość Milana Kundery, jego powieści są tak niezwykłe, refleksyjne i przesiąknięte mądrością, że aż się lepiej robi na duszy, czytając.

    "Śmierć pięknych saren" dodaję do listy i kiedyś z pewnością sięgnę.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam,uwielbiam. Wciąż wracam do tej książki. Jak przystało na bohemistkę z wykształcenia, bardzo się cieszę, że książki czeskich pisarzy coraz częściej pojawiają się na blogach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jak zazdroszczę wykształcenia!!!

      Usuń
    2. Eee tam,nie ma czego zazdrościć. No dobra,może trochę :)Byłam szcześliwcem, któy studiował dodatkowo w Pradze,więc tego sobie zazdroszczę i wciąż myslę o tym pieknym czasie.

      Usuń
  11. Brzmi zachęcająco, czeska powieść to na pewno będzie debiut w mojej biblioteczce :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałem wcześniej o tej książce, ale wydaje się być ambitna i warta przeczytania :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze mówiąc to nie jestem fanką ani czeskiej literatury ani filmografii, więc tę książkę odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem wielką fanką m.in. czeskiej reprezentacji w piłce nożnej oraz Czech w ogóle, więc może powinnam zainteresować się także literaturą naszych południowych sąsiadów, co dotąd jakoś nie przyszło mi do głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z jednej strony jakoś nie ciągnie mnie do tej książki, z drugiej jednak...dlaczego nie? Może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdy przeczytałam, że pisał ją w zakładzie kopara opadła mi do kolan. Potem zagłębiłam się dalej w Twoją recenzję i uznałam, że ,muszę po tę pozycję koniecznie sięgnąć, tym bardziej, że uwielbiam czytać o II WŚ z różnej perspektywy - a tutaj dostrzegam jakąś niecodzienną. Pozdrawiam gorąco;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Podobnie jak większość (stwierdzam to z przykrością)literaturę naszych południowych sąsiadów znam w stopniu znikomym. Ciesze się iż z twojego bloga można dowiedzieć się o niej więcej. Będę tu zaglądał. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń