czwartek, 6 września 2012

Płatki na wietrze - Virginia C. Andrews




Od chwili, kiedy zaczęłam czytać „Kwiaty na poddaszu” dałam się opętać tej opowieści. Po skończeniu pierwszej części od razu zapisałam się w bibliotece na kolejny tom sagi o rodzinie Dollangangerów. Oczywiście musiałam odczekać swoje w jakże długiej kolejce. Tak to już jest z bestsellerami. Gorączkowo planowałam zbrodnie mającą na celu likwidację wszystkich czytelników, którzy byli przede mną. Myślałam jak zdobyć listę nazwiska z adresami i jak się ich pozbyć, żeby nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Aż wreszcie koleżanka postanowiła skrócić moje męki i wypożyczyła „Płatki na wietrze” z biblioteki w swoim mieście. Od razu ostrzegłam domowników, że nie ma mnie dla nikogo i zatopiłam się w lekturze…

Powieść zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym zakończyła się poprzednia część. Chris, Cathy i Carrie uciekli z miejsca swojej męki i siedzą w pędzącym autobusie zmierzającym na Florydę, gdzie planują zacząć nowe życie. Jednak po drodze umęczona Carrie zaczyna ciężko chorować. Z pomocą przychodzi czarnoskóra Henrietta, która namawia dzieciaki do zakończenia podróży gdzieś w połowie drogi, gdyż najmłodsza siostrzyczka potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej. Okazuje się, że Henny, bo tak każe na siebie mówić, jest gosposią w domu doktora Paula Sheffielda. Lekarz roztacza nad rodzeństwem swoją opiekę, a ponieważ żyje samotnie od śmierci żony i synka, namawia młodych Dollangangerów do pozostania w jego domu. Mężczyzna postanawia nawet uregulować ich sytuację prawną. Opowiada zmyśloną historię o tym, że są oni dziećmi jego tragicznie zmarłych krewnych, po czym występuje do sądu o adopcję. W ten sposób rodzeństwo zyskuje nowy dom i kochającego opiekuna. Doktor Paul wysyła Chrisa do szkoły medycznej, Cathy do szkoły baletowej, a Carrie do prywatnej  szkoły dla bogatych dzieci. Wydaje się, że od tej pory ich życie będzie już tylko spokojne i szczęśliwe. Jednak tragiczna przeszłość nie daje o sobie zapomnieć…

„Płatki na wietrze” rozczarowały mnie tak bardzo, że aż trudno to wyrazić słowami. Przez większą część fabuły powtarzane są te same schematy i te same opowieść co w części pierwszej sagi o Dollangangerach. Cathy pielęgnuje w sobie nienawiść do matki i pragnienie zemsty. Staje się to jej obsesją. Niemal w każdym rozdziale płacze i przeklina rodzicielkę. Autorka zupełnie zepsuła portrety głównych bohaterów. Co kilka stron pojawia się opis jaka to Cathy jest olśniewająco piękna. W zasadzie nie poznajemy żadnych pozytywnych cech jej osobowości. Jakby liczyła się tylko uroda. Na próżno szukać też epitetów określających charaktery pozostałej dwójki rodzeństwa. Wszyscy są przede wszystkim ładni i tylko to jest najważniejsze. Poza tym w książce znajdują się liczne opisy scen erotycznych, które zamiast nadawać opowieść zmysłowości powodują jedynie zniesmaczenie. Cathy nie ma pojęcia o miłości. Kusi, uwodzi, mami zakochanych w niej mężczyzn, po czym wykorzystuje ich do swoich planów i porzuca. Oczywiście według autorki każdego z nich prawdziwie kocha. Oni także od razu wpadają w jej pułapkę i są szaleńczo zakochani, ale w zasadzie nie wiadomo dlaczego. Co takiego Cathy może im zaoferować poza swoją urodą i ciałem? Tego pisarka w żaden sposób nie wyjaśnia. Najbardziej dziwi fakt, że Chris przez wszystkie lata pielęgnuje w sobie zakazaną miłość do siostry, a przecież jest taki przystojny, że mógłby mieć każdą kobietę. Postawa doktora Paula także zdumiewa. Dorosły, inteligentny, atrakcyjny, a jakże, mężczyzna daje się omotać psychicznej małolacie i oczywiście kocha ją wiernie i szczerze aż do ostatniego tchnienia. No to jest jakaś kpina!

Po skończonej lekturze miałam ochotę rzucić książką przez pokój. Poczułam się jakby autorka chciała zadrwić z czytelników, a ja, naiwna, dałam się zwyczajnie oszukać. Oczekiwałam wciągającej opowieści o tym, jak wrócić do normalności po niewyobrażalnie ciężkich przeżyciach z dzieciństwa, która będzie przynajmniej tak samo wciągająca jak część pierwsza. A co dostałam? Napisaną słabym językiem, pełną błędów logicznych, marną historyjkę o owładniętej chęcią odwetu wariatce, dla której liczy się tylko uroda i miłość, tyle że w tym przypadku uczucie zastąpione zostaje seksem. Koszmar! 

Zdaję sobie sprawę, że chyba trochę przesadzam, a moja opinia może być krzywdząca. Zapewne „Płatki…” zasługują na wyższą ocenę, ale jest to jedyny sposób, w jaki mogę sobie zrekompensować zmarnowany czas oraz głębokie uczucie frustracji i niezadowolenia, jakie towarzyszy mi od kiedy skończyłam czytać. Po kolejne części na pewno nie sięgnę! Chyba, że zwabi mnie do siebie ta przeklęta okładka kolejnego tomu, od której nie można oderwać oczu!


PS
Czy ktoś może mi wyjaśnić dlaczego rodzeństwo na okładce „Płatków…” biegnie w kaloszach?

💙💙💙 

Virginia C. Andrews, Płatki na wietrze (tyt. oryg. Petals on the Wind), tłum. Elżbieta Podolska, Świat Książki, Warszawa 2012.


23 komentarze:

  1. NA PEWNO NIE JEST KRZYWDZĄCA TWOJA OPINIA. jA WPRAWDZIE ZACZĘŁMA TYLKO CZYTAĆ, ALE TEN NIEDOSNIESIENIA POPĘD SEKSUALNY cATHY I JEJ SPOSÓB NARZUCANIA SIĘ LEKARZOWI, MNIE SKUTECZNIE ODRZCUCIŁ DO TEK KSIĄŻKI. ODŁOŻYŁAM I RACZEJ NIE WRÓCĘ CHYBA, A MOŻE. nIE WIEM

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, ta część to porażka. Absurd goni absurd, za dużo erotyzmu i bardzo naiwna narracja. Ale pomimo tego i tak sięgnę po kolejne części, bo ta seria bardzo wciąga.

    PS Przede mną 12 osób czeka w kolejce na "Igrzyska śmierci", też mam już różne myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czekam, aż księgarnia raczy zrealizować moje zamówienie i przyśle mi wreszcie całą trylogię :D Rozumiem Twój ból :)

      Usuń
  3. Widziałam , czytałam już dawno i gratuluję wygranej nakanapie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nadal jestem w szoku :D chyba sobie sobie zrobię zrzut ekranu i zapiszę na pamiątkę :D

      Usuń
  4. W kaloszach? Bo są ostatnio modne xD
    Już wiem od jakich książek trzymać się z dala. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, o tym nie pomyślałam :D

      Usuń
  5. Szybko wzięłaś się za kontynuację, szkoda tylko, że była to strata czasu... Pewnie jeżeli w końcu skuszę się na "Kwiaty na poddaszu", to poprzestanę tylko na niej, chyba nie będę miała cierpliwości męczyć się z tak słabą częścią drugą...
    Co do kaloszy, odpowiedziałabym tak samo, jak Marta_Kornelia :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, chyba pierwszy raz spotykam się z tak słabą oceną jakiejkolwiek książki. Po "Kwiaty na poddaszu" sięgnę na 100%, a podejrzewam, że po tę część również, z ciekawości co w niej jest takiego strasznego :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszyscy rzucili się na tę książkę u mnie na stoisku, a co czytam recenzje oceny nie są pozytywne.. Dobrze wiedzieć, że lepiej nie zawracać sobie głowy tą serią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że tak niska ocena. Mam w planach całą serię, ale pewnie poczekam, aż pojawi się w mojej bibliotece. Czasem tak jest, że kontynuacje rozczarowują...
    Pozdrawiam i życzę ciekawszych lektur! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojoj, będę trzymała się z daleka od tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze, a ja podziwiam, jak wy to, recenzujący ksiązki, robicie, znaczy czytacie - prawie jedną pozycję codziennie. Plus recenzja. Pełen szacun. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wcale nie codziennie :) Blog nowy to trzeba czasem umieścić recenzję tego, co czytało się jakiś czas temu, żeby poćwiczyć pisanie :) osobiście potrafię tak "masowo" czytać :) ale parę słów staram się naskrobać codziennie :)

      Usuń
  11. Nie każdemu przypadnie do gustu "Święty Graal..." także rozumiem i nie będę zmuszać. :) Dziękuję za komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie tak, jak z każdą książką :) Jak to mówią: są gusta i guściki :) dobrze, że możemy sobie o tych wszystkich czytadłach porozmawiać :)

      Usuń
  12. Czytałam na wielu blogach bardzo pochlebne recenzje tej książki,ale sama jakoś nie potrafiłam się do niej przekonać. Może zadziałała tutaj intuicja, ale w każdym razie cieszę się, że nie kupiłam tej książki, bo widzę po twojej recenzji, że szkoda na nią czasu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpuszczę sobie tą serię. To raczej nie dla mnie. ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam "Kwiaty na poddaszu" i choć uważam tę powieść za trochę naiwną, miałam ochotę i chyba nadal mam sięgnąć po kontynuację. Aż mnie korci, żeby zobaczyć, co za bzdury autorka tam powypisywała. A kiedy już przeczytam, wyżyję się w recenzji za wszystkie czasy! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. UUUU...Słaba ocena. "Kwiaty na poddaszu" bardzo mnie ujęły i chciałam poznać dalsze losy rodzeństwa...Zastanowię się czy przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej, tom pierwszy mi się podobał, więc coraz częściej zastanawiam się, czy warto niszczyć sobie opinię o twórczości autorki. :/

    A kalosze może są na kałuże łez należących do rozczarowanych czytelników? ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. W stu procentach rozumiem ocenę - znacznie gorzej jest zawieść się na kontynuacji świetnej powieści niż przeczytać średnią lekturę, po której nie oczekiwało się wiele. Szkoda, ale i tak mam ochotę na pierwszą część :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeczytałam tylko pierwszą część. Nie zachęciła mnie do kolejnych.

    OdpowiedzUsuń