poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Żony mojego ojca - Jose Eduardo Agualusa

W czasach masowej produkcji książek bardzo trudno trafić na pozycję godną uwagi i autentycznie wartościową. I oto jest! Powieść „Żony mojego ojca" angolskiego pisarza Jose Eduardo Agualusy jest prawdziwą perełką.

Wydawnictwo reklamuje powieść jako koleiny utwór, który mógłby napisać sam Ryszard Kapuściński lub Gabriel García Márquez. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ oczywiste jest, że tak zachwycająco jak Kapuściński już nikt nigdy pisać nie będzie. Z kolei Marquez jest prawdziwym czarodziejem i tylko on włada specyficzną dla siebie magią. Jednak Agualusie nie są potrzebne porównania do najlepszych z najlepszych, bo jego proza broni się sama, a autor tworzy swój własny niepowtarzalny styl i klimat.

Lubię historie, które zaczynają się od razu, bez zbędnego wstępu czy wprowadzenia. I tak jest w tym przypadku. Na łożu śmierci matka wyznaje Laurentine, że zaraz po urodzeniu została podmieniona w szpitalu. Co więcej, jej biologicznym ojcem jest Faustino Manso słynny muzyk jazzowy i kobieciarz. Dziewczyna postanawia opuścić rodzinną Lizbonę i wyrusza w podróż do Angoli, alby odnaleźć biologicznych rodziców. Na miejscu zastaje ją wiadomość, że Fausino właśnie umarł. Zmarły zostawił jednak siedem żon i osiemnaścioro dzieci. Od tego momentu rozpoczyna się prawdziwa przygoda, która ma pomóc Laurentinie poznać i zrozumieć własnego ojca. W podróży przez Afrykę dziewczynie towarzyszy jej partner, który chce stworzyć film dokumentalny o życiu Faustina Mansy oraz nowo poznany kuzyn Bartolomeu - lekkoduch i bawidamek, a także niezwykły kierowca zawieszony między jawą a snem.

W tym samym czasie z kart powieści czytelnik dowiaduje się, że nieznany z nazwiska pisarz i jego dziewczyna Karen, dla której między innymi dedykowana jest książka, rozpoczynają podróż śladem portugalskiej dokumentalistki Laurentiny, która przemierzyła Afrykę w poszukiwaniu śladów swego domniemanego ojca i muzyka Faustina Mansy.

Skomplikowane? Raczej fascynujące!!! Kim jest Laurentina? Prawdziwą osobą czy tylko wytworem wyobraźni pisarza szukającego inspiracji na Czarnym Lądzie? A może to właśnie literat i jego dziewczyna są fikcyjnymi postaciami, którzy z nieznanych powodów wdarli się do opowieści Laurentiny? Zaiste frapujące! A przy tym wszystkim... zupełnie nieistotne.

Powieść (czy to faktycznie powieść?) składa się z krótkich opowiastek, anegdotek, wywiadów, wspomnień. Stanowi raczej intymny pamiętnik, do którego jego właściciel wklejał związane ze sobą obrazki. Narratorem każdej historyjki (rozdziału) jest inny bohater. Momentami do samego końca nie wiadomo, która z postaci jest autorem danego fragmentu.

Niepostrzeżenie błaha historia znanego kobieciarza i jego rodziny zamienia się w opowieść o poszukiwaniu własnego ja, swoich korzeni, swojego miejsca na mapie świata. Wyprawa zmienia wszystkich uczestników, przewartościowuje ich poglądy. Do głosu dochodzą uczucia i emocje głęboko skrywane lub ignorowane przez bohaterów. Każdy z nich musi zmierzyć się z demonami przeszłości, przyszłości bądź teraźniejszości. Natomiast na końcu podróży musi stanąć oko w oko z najtrudniejszym przeciwnikiem - z samym sobą.
Powieść Jose Eduardo Agualusa jest jak sen. Ten ulotny moment nad ranem, kiedy jeszcze śpisz, a już docierają do ciebie odgłosy świata zewnętrznego i marzenia mieszają się z rzeczywistością. Aż chciałoby się nigdy nie obudzić. 

★★★
 
Jose Eduardo Agualusa, Żony mojego ojca (tyt. oryg. As mulheres de meu pai), tłum. Michał Lipszyc, Znak, Kraków 2012. 

3 komentarze:

  1. Czuję się przekonana do tej pozycji, ba zaintrygowałaś mnie szczególnie tymi trzema ostatnimi zdaniami :D Już biegnę dodać ją do swojej listy, książek, które na pewno przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajna recenzja
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. I chyba nigdy nie zrozumiem porównywania książek i autorów do innych... to jest zupełnie bez sensu, zwłaszcza, że jeśli książka jest dobra to obroni się sama, a jeśli kiepska to żadne porównania nie sprawią, że stanie się lepsza.

    OdpowiedzUsuń